|
Post #1
19 Mar 2006, 16:16
Urodziłem się w małej wsi Mulgore pięć dni marszu od stolicy. Nie byłem jedynakiem, ale mój ojciec poświęcał mi najwięcej czasu. Moi dwaj starsi bracia Hektor i Ridr byli o to bardzo zazdrośni. Gdy ojciec wyjeżdżał w interesach, a matka była zajęta bracia wyżywali się na mnie.Nigdy nie miałem o to do nich pretensji, bo spowodowało to, że wyrosłem na twardego taurena.
Mój ojciec posiadał kompanię handlową i był najbogatszą osobą w całej okolicy. Ja i moi bracia byliśmy przygotowywani prze ojca do przejęcia firmy. Przez wiele lat wpajał nam do głowy, co trzeba robić i jak zarządzać. Zbytnio mnie to nie interesowało i zamiast słuchać słów ojca chodziłem po lasach i poświęcałem się mojemu ulubionemu zajęciu, czyli strzelaniu z łuku. Ojciec szybko zauważył moje zdolności strzeleckie i pomagał mi w doskonaleniu moich umiejętności. Gdy miałem 15 lat byłem najlepszym strzelcem w całej okolicy, więc ojciec wysłał mnie na coroczny turniej. Byłem bardzo podekscytowany, bo nigdy wcześniej nie miałem okazji wystąpić w podobnym przedstawieniu. Zjechało się tam wiele znakomitości, z których zawsze brałem przykład. Pierwszego dnia turnieju szło mi wyśmienicie. Moje strzały lądowały w samym środku tarczy. Stałem się popularny i dawano mi duże szansę na zwycięstwo. Jednakże, gdy świętowaliśmy mój sukces w gospodzie, doszło do bójki, w której nabawiłem się poważnej kontuzji i musiałem wycofać się z turnieju. To było dla mnie okropne i postanowiłem kiedyś powrócić tam i pokazać, co naprawdę potrafię. Długo się kurowałem,ale wreszcie powróciłem do dawnej formy. Już miałem się wybierać na turniej doszło do pewnego incydentu. Mój ojciec zbankrutował. Stało się to za sprawą pewnego właściciela ziemskiego zwanego Galantem z Thunder Bluff. Był to człowiek chciwy i okrutny. Zaproponował mojemu ojcu współpracę. Warunki, jakie proponował były bardzo korzystne. Na początku wszystko układało się bardzo pomyślnie i spółka przynosiła spore dochody. Ale po kilku latach coś zaczęło się psuć. Stało się to z winy Galanta, który tak sprytnie kierował spółką, że przed ojcem stanęła groźba bankructwa. Ojciec sprzedawał wszystko, aby spłacić długi, ale i to było za mało. Zostaliśmy bez grosza przy duszy. Ojciec był na skraju załamania nerwowego,chciał popełnić samobójstwo, ale w porę zareagowaliśmy z braćmi i zdołaliśmy go powstrzymać. W tym samym czasie doszło do innego nieszczęścia umarła moja matka. Pogrążyliśmy się w żałobie. W tej ciężkiej sytuacji ojciec udał się po pomoc do Galanta z Thunder Bluff. Ten wyśmiał,upokorzył i wyrzucił na bruk mojego ojca. Jednakże mój ojciec podsłuchał rozmowę, z której dowiedział się o spisku Galanta. Był wściekły i postanowił odebrać swoją własność. Przygotował plan dostania się do posiadłości Galanta. Wraz z braćmi pomogłem ojcu w przygotowaniach. Zebraliśmy potrzebny ekwipunek i wyruszyliśmy. O północy piątego dnia doszliśmy do posiadłości. Rozejrzeliśmy się po okolicy i dostrzegliśmy kilku strażników patrolujących dziedziniec. -Lioneye musisz załatwić tych dwóch na murze -powiedział mój ojciec. Nie zawiedź mnie synu. -Nie zawiodę cię ojcze. Gdy ja wspiąłem się na drzewo i przyjąłem dogodną pozycję, moi bracia odwracali uwagę dwóch innych straży. Naciągnąłem cięciwę, dokładnie przymierzyłem i wypuściłem strzałę. Wbiła się ona prosto w serce jednego z żołdaków. Drugi zauważył to, ale zamarł w bezruchu z otwartymi ustami. Wtedy wypuściłem drugi pocisk. Nie zawiodłem ojca. Widziałem jak ciało strażnika z strzałą wbitą między oczami osuwa się po ścianie. W tym czasie mój ojciec jednym cięciem swojego miecza ściął dwóch pozostałych. Droga do komnat stała otworem. Przedostałem się ma mur i ukryłem ciała. -Hektor i Ridr wejdźcie przez kuchnię, spotkamy się na piętrze, a ty Lioneye chodź ze mną. Bez wahania wykonałem rozkaz ojca. Podeszliśmy do ściany, ojciec zarzucił linę z kotwiczką na dach. Sprawdził czy lina go utrzyma i zaczął się wspinać. Szybko do niego dołączyłem i po chwili znaleźliśmy się na piętrze. Zza rogu korytarza usłyszeliśmy jakieś odgłosy. Zakradliśmy się bliżej i dyskretnie sprawdziliśmy, co znajduje się za rogiem. Byli to moi bracia, którzy załatwiali kolejnych strażników. Ojciec wskazał im, aby udali się do komnat. My sami poszliśmy do komnaty, w której miał znajdować się Galant. Ojciec wyciągnął pęk wytrychów i szybko uporał się z zamkniętym zamkiem. Uchylił drzwi i po cichu wszedł do środka. Wszedłem za nim. Komnata była pusta.Stały tam tylko szafy a na ścianach wisiały obrazy. Łóżko, w którym miał spać Galant było puste. Ojciec szybko odnalazł ukryty schowek, otworzył go i wyciągnął jakieś papiery. -To jest to -powiedział. Synu oto dowody zdrady Galanta. Usłyszeliśmy pewien głos. -To pułapka!!! Uciekajcie!! Po głosie rozpoznałem Hektora. Z pomieszczenia obok wydobywały się odgłosy walki. Gdy chciałem się rzucić na ratunek drzwi otworzyły się a w nich stanął Galant wraz z 4 gwardzistami. -Khern oddaj dokumenty to nic ci się nie stanie-powiedział Galant do mego ojca. -Nigdy zdrajco!!! -Brać ich -wykrzyknął Galant. Żołdacy rzucili się na nas a Galant odpalił w naszą stronę magiczny pocisk. Zrobiłem przewrót w stronę okna i wystrzeliłem z łuku do Galanta. Moja strzała poszybowała w stronę jego głowy, ale była minimalnie niecelna,gdyż zraniła go tylko w policzek.Żałuję tego, że wtedy spudłowałem. Ojciec odepchnął jednego z gwardzistów tak, że ten powalił na ziemię innych. -Głupcy za nimi -wykrzykiwał Galant. Wraz z ojcem wydostaliśmy się przez okno na dach.Usłyszałem głosy konających braci.Po wydostaniu się z miasta okazało się ze ojciec był ciężka ranny i chwile później zmarł, a na plecach miałem straż Galanta, więc nie mogłem nawet pochować braci i ojca,po wyczerpującym powrocie do domu uświadomiłem sobie ze Galant naśle na mnie strażników wiec postanowiłem pomścić kiedyś śmierć rodziny a jedynie w zakonie dwa dni od wioski mogłem zdobyć potrzebne mi doświadczenie wiec wyruszyłem natychmiast. ******************************************************************* W zakonie szybko osiągnąłem poziom wyszkolenia swoich mistrzów, równie szybko też ich wyprzedziłem. Byłem najmłodszym taurenem, który osiągnął stopień mistrzowski. Opracowałem wiele nowych technik walki i nowych zaklęć skutecznie utrudniających wrogowi walkę, do perfekcji opanowałem czary lecznicze i to nie te niskopoziomowe, które są dostępne dla każdego adepta, lecz te bardzo trudne, których nie wszyscy byli zdolni się nauczyć. W sztuce władania maczugą też nie miał mi, kto dorównać. Budziłem lek w sercach ludzi, których spotkałem podczas bitew, gdyż byłem barczystym mężczyzną ze złocistymi włosami. Swą urodą przyćmiewałem nie jednego taurena. Zawsze chodziłem ubrany w swoją srebrzystą zbroje, zbroja ta miała magiczne właściwości, każdy, kto ją posiadł doznawał niezwykłej wygody i ciepła, bądź zimna w zależności od sytuacji, jakie zapewniała dzięki zaklęciom, które zostały na nią rzucone podczas jej tworzenia. Zbroja ta nie była podobna do żadnej innej gdyż nie krepowała ruchów swego właściciela i zapewniała mu dogodną temperaturę, aby się nie męczył. Byłem odziany też w mistrzowski błękitny płaszcz, zapewniający mi ochronę przed płatkami śniegu i deszczu. U swego boku nosiłem maczugę. Do tej pory nigdy nie spotkałem wojownika równie potężnego i równie dobrze władającego maczugą, co ja. Lecz nie byłem spokojny o swoją przyszłoś gdyż podczas pobytu w zakonie zaprzyjaźniłem się z niejakim Korosem, który miał równie tyle zapału i odwagi, co i ja, był też bardzo zdolny i uparty, zawsze dążył do obranego sobie celu. Koros z mną tworzyliśmy zgraną parę, oboje posiadaliśmy bardzo wielką wiedze i uzupełnialiśmy się nawzajem, jednak mimo przyjaźni każdy z nas obawiał się drugiego i dążył do osiągnięcia większej wiedzy i większej siły. Jednak współzawodnictwo skończyło się w dniu, w którym Koros został przyłapany na próbach z zabronioną, na ziemiach Kalindoru, szkołą magii, jaką była czarna magia, został wypędzony z zakonu za złamanie najważniejszego zakazu Wielkiego Mistrza. Próbowałem wiele razy przekonać Wielkiego Mistrza, aby Koros mógł zostać i dokończyć szkolenie. Mistrz był jednak nieprzejednany posiadał wielką moc i równie ogromną wiedze. Posiadał również możliwość spoglądania w przyszłoś i to on przepowiedział Mi, w dniu odejścia Korosa, że sercem jego przyjaciela zawładnęło zło i nic jej już stamtąd nie wypędzi, jedynym sposobem na oczyszczenie serca Korosa będzie jego śmierć. Od momentu opuszczenia przez Korosa zakonu bardzo się zmieniłem posmutniałem przestałem rozmawiać z ludźmi w całości poświecił się treningowi i bardzo szybko zrobił ogromne postępy, swoją potęgą zaczął przerażać wielu członków zakonu, myśleli oni, że tak jak jego najbliższym przyjacielem zawładnęło mną dobro. Wielki Mistrz uspokoił wszystkich przepowiadając moja przyszłość, wtedy zebrani dowiedzieli się, że jestem wybrańcem, który zniszczy Wielkiego Władcę ludzi odwiecznych wrogów. I tak wyruszyłem w drogę by wypełnić przepowiednie, pomścić śmierć braci i ojca jak również postanowiłem uratować starego druha Korosa przez odszukanie go i zabicie by przywrócić chwale zakonowi............. |
|
Post #2
20 Mar 2006, 16:04
czytam ten opis i wyczowam watki autobiograficzne "Nie byłem jedynakiem, ale mój ojciec poświęcał mi najwięcej czasu. Moi dwaj starsi bracia Hektor i Ridr byli o to bardzo zazdrośni. Gdy ojciec wyjeżdżał w interesach, a matka była zajęta bracia wyżywali się na mnie." 😛 hahahhahaha
|
|
Post #3
20 Mar 2006, 17:28
QUOTE(k0bra @ Mar 19 2006, 05:16 PM) W zakonie szybko osiągnąłem poziom wyszkolenia swoich mistrzów, równie szybko też ich wyprzedziłem. Byłem najmłodszym taurenem, który osiągnął stopień mistrzowski. Opracowałem wiele nowych technik walki i nowych zaklęć skutecznie utrudniających wrogowi walkę, do perfekcji opanowałem czary lecznicze i to nie te niskopoziomowe, które są dostępne dla każdego adepta, lecz te bardzo trudne, których nie wszyscy byli zdolni się nauczyć. [right][snapback]13085[/snapback][/right] ehh kolejny super bohater który prześcignął swoich nauczycieli. Nie bardzo mi się podoba to opowiadanie… "Wszyscy jesteśmy winni, czas jest katem a katem jestem ja" |
|
Post #4
20 Mar 2006, 18:37
Lepiej popraw opis...nie lubimy tutaj superherosow (co jakas mania? kazdy jest silny i potezny?)
|
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |