|
Post #1
19 Mar 2006, 16:39
Imie : Lay'la
Rasa: Człowiek Wiek : 26 lat Wzrost: 175 cm Waga : ok 50 kg. Włosy : Popielate Oczy : Zielone Karnacja : Ciemna, karmelowa Opis : Jest młodą i charyzmatyczną kobieta. Urokliwa i piękna (nawet dla elfów) potrafi wykorzystać swe atuty. Nosi się zwiewnie i elegancko, podkreślając swe pochodzenie i stan na każdym kroku. Długie włosy, opadają jej na ramiona falami loków. Kocie spojrzenie emanuje jakąś formą wyższości. Dumny krok wyrażą cały jej charakter. Nazwana kiedyś modliszką , rozbawiona uznała to za trafne określenie. Jak rosiczka, nęci lecz jest niebezpieczna. Historia : - Po co ten pośpiech kochani... Kobieta poderwała głowe. Dumnie zatańczyła kaskada włosów, zalewając wokół siebie fale zazdrości. - Cholerne nerwy, mam nadzieje , że da sobie rade... Zimny ton starszego czarodzieja w spiczastym kapeluszu nie ukazywał jednak nerwów. - Przecież sama mówiłaś , że to niebezpieczne... A teraz odradzasz pośpiech ? - wystękał ujmując mocniej sękaty kostur. Niech Cie diabli Lay'la... Przecież to Twój brat... Twarz kobiety spochmurniała , łagodna twarz spiełą się nagle niczym dzikie zwierze. - Sam chciał dostąpić pruby - zasyczała przez zęby. Do końca dni miał pozostać adeptem? - uniosła dłoń , stary czarodziej cofnoł się w głab sali. Jesteś obłąkana ! - wrzasnoł z końca sali, odwagi widocznie dodał mu fakt iż zbliżył się znacznie do drzwi . Jedynej drogi ucieczki. - A ty żałosny - rzuciłą na odchodnym Lay'la, nie chcąc pozostać dłużna czarodziejowi. Kiedy wyszedł, obrzuciła go jeszcze pod nosem innymi określeniami z mniej dworskiego repertuaru. Do komnaty wszedł młody chłopiec, skłonił się i wyszeptał kilka słów. - Dobrze się spisałeś - ujełą go dotykając ramienia. Śpiesz teraz do swej pani i przekaż ,że uczeń Mevlora nie może wyjść z tej pruby cało... -Ależ pani to Twój brat , przecież... - zająkał się posłaniec. - Za moich czasów słudzy byli mniej rozgadani... - zimny ton głosu zakończył rozmowe. Chłopak wybiegł z pomieszczenia znikając w biegu za wielkimi dębowymi wrotami. Komnate zalał półmrok. - Jestem Lay'la Silvermoon. Tylko mi należy się skarb matki... Tylko ja go zrozumiem - szeptałą pod nosem. -Wybacz Gorun , księga jest tylko jedna... Późnym wieczorem do pokoju wbiega małą postać dziewczynki , skłania się szybko i mówi piskliwym głosikiem pełnym przerażenia. - Pani, brat Twój Gorun.. znaleźli jego ciało , on.. on nie zyje panienko... - małą istotka ukryła twarz w dłoniach zanosząc się płaczem. Kobieta uniosła brew, oglądając chwile ten obraz , jakby zastanawiając się czemu sama nie może zdobyć się na łzy... - Głupia jesteś ... ale to Ci sie wybaczy... Idz juz... Dziewczynka wybiegła z pokoju. Kobieta zwana Lay'lą uniosła się dumnie z łóżka narzucając na siebie leciutką tkaną ręcznie sukienke, czerwony jedwab i złote nici odbijały tysiące refleksów świec... Piękna i dostojna schodziła teraz po schodach, wiedząc iż na dole znajdzie ciało swego brata. Nie otarłą łzy, pozwoliła jej płynąć. Musiałą tak postąpić ... Kiedy już miałą zejść na dół , wtem obraz rozmazał się , w oczach pociemniało... Głowe przeszyła rozpalona igła zimnego bólu... Zdąrzyła jeszcze przekląć tylko siebie i swoją głupote.. Nie usługiwałą jej żadna dziewczyna... Obudziła się na wozie, rozejrzałą się mrużąc oczy. Rece i nogi miała związane. Dostrzegła kilku czarodzieji, w tym swego brata Goruna i jego mistrza Mevlora, tego samego czarodzieja który jeszcze wczoraj prosił o rozmowe z nią. Pożałujecie tego psy - rzuciła przez zęby, usta miałą wyschnięte i spękane. Głowa paliła tępiącym bólem. Mevrol zaśmiał się , uderzając ją na odlew ręka. Głowa Lay'li odskoczyła jak szmaciana marionetka. - Jesteś głupsza niż myślałem, skoro jeszcze szczekasz. Miałaś nadzieje, odebrać mi ucznia ?! Sądziłaś,że pozwole na to !? Że księga przypadnie Tobie ?! - wykrzyczał omało nie spadając z podniecenia . Wałach czarodzieja zatańczył nerwowo. Uderzył by ja poraz kolejny wychylając się z siodła, ale dłoń starca złapał Gorun. - Dość panie. Dajcie jej umierać w spokoju , nie katujcie trupa.. - jego słowa zraniły ja bardziej niż cios, chociaż wiedziała iż sama nie była tak łaskawa... -Masz racje Gorunie... nie warto dotykać ścierwa... - rzekł rozbawiony Kobieta uniosła dumnie głowe , poczym splunełą na konia czarodzieja co wywołało ogólne rozbawienie wsród kompani... Nagle jeden z czarodzieji zachwiał się i spadł z konia , charcząc i wierzgając nogami. W ułamku sekundy w niebo poleciało kilkanascie kurew i bardziej składnych komend. Wystraszone konie poszły w galop , niosąc zniewolona czarodziejke ze soba na wozie. Wszystko wirowało i trzeszczało. Za nią wybuchła jakaś walka, widziała tylko poruszenie , słyszała natomiast znacznie więcej.... Konie uspokoiły się jakiś czas później na leśnym trakcie. -Pięknie, w środku matecznika spętana na śmierdzącym wozie... -parskneła nieledwie rozbawiona. Eh.. lecz przynajmniej żyje ... Ignitio! - powietrze rozmył zapach palonej skóry, sekunde później ręce i nogi czarodziejki były wolne. Wsiadłą na konia odpinając upięcie wozu , poczym poszła w galop . W myślach marzyła tylko o gorącej kąpieli i ostrym nożu... - Hja! Szybciej ! Ktoś mi za to odpowie ! - spieła konia udami. Przeceniła jednak swoje siły, pędząc na koniu osuneła się ze zmęczenia. Potęzny cios kopyta odrzucił ją na trawe, gdzie legła bez dechu... Obudziła się kilka dni pózniej , głowe owiniętą miała opatrunkiem , ręce obolałe i pokaleczone od puszczania krwi. Leżała w drewnianej izbie, zapachniało skórami. - Kim.. kim jesteście - uniosła dłon chcąć rzucić zaklęcie, na dłoni zagrał tylko nikłe światło. Z przerażeniem , upusciła cieżka głowe na poduszke. - Leżcie panienko - powiedział jeden z trzech brodaczy. Krasnoludów. Wyście są poważnie ranni , co byśmy znowu po medyka do wsi lecieć nie musieli - zatroskał się, kiwając głowe do swych towarzyszy na znak zgody. -Nie coby daleko było, ale pije franca medyk, że aż strach patrzeć - pożalił się krasnal. A teraz spijcie panienko, nie bójcie się. Jutro zawieziemy Was do uczononianego klasztornika azali on jak nikt dopomoże... Słysząc z oddali słowa krasnoluda, Lay'la zamkneła potulnie oczy . Potrzebowała odpoczynku , bowiem to wszystko musiał już być jakiś sen... Musiała się obudzić... |
|
Post #2
19 Mar 2006, 16:57
fajne i klimatyczne i naresazcie jakas zła ;D
pozdrówko;D |
|
Post #3
19 Mar 2006, 19:26
ciekawa historia... Kiedy wyjasnisz nam co to za księga?
Piszesz swobodnym stylem. Brakuje mi tu nieco "średniowiecznego" słownictwa. Postać dobrze pokazana. +za nie stworzenie postaci nie do konca dobrej:) Ciekawe czy podołasz jej odegraniu:) |
|
Post #4
19 Mar 2006, 21:56
A tam czepiacie sie , mi sie podobało.
Spoko opowiadanko 😊 |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |