📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Recovered topic 4576
« Wróć do forum  •  4 post(ów) w temacie
Post #1 19 Mar 2006, 16:39
Imie : Lay'la
Rasa: Człowiek
Wiek : 26 lat
Wzrost: 175 cm
Waga : ok 50 kg.
Włosy : Popielate
Oczy : Zielone
Karnacja : Ciemna, karmelowa

Opis :
Jest młodą i charyzmatyczną kobieta.
Urokliwa i piękna (nawet dla elfów) potrafi wykorzystać swe atuty.
Nosi się zwiewnie i elegancko, podkreślając swe pochodzenie i stan na każdym kroku.
Długie włosy, opadają jej na ramiona falami loków.
Kocie spojrzenie emanuje jakąś formą wyższości.
Dumny krok wyrażą cały jej charakter.
Nazwana kiedyś modliszką , rozbawiona uznała to za trafne określenie.
Jak rosiczka, nęci lecz jest niebezpieczna.



Historia :
- Po co ten pośpiech kochani...
Kobieta poderwała głowe. Dumnie zatańczyła kaskada włosów, zalewając wokół siebie fale zazdrości.

- Cholerne nerwy, mam nadzieje , że da sobie rade...
Zimny ton starszego czarodzieja w spiczastym kapeluszu nie ukazywał jednak nerwów.
- Przecież sama mówiłaś , że to niebezpieczne...
A teraz odradzasz pośpiech ? - wystękał ujmując mocniej sękaty kostur.
Niech Cie diabli Lay'la... Przecież to Twój brat...

Twarz kobiety spochmurniała , łagodna twarz spiełą się nagle niczym dzikie zwierze.
- Sam chciał dostąpić pruby - zasyczała przez zęby.
Do końca dni miał pozostać adeptem? - uniosła dłoń , stary czarodziej cofnoł się w głab sali.

Jesteś obłąkana ! - wrzasnoł z końca sali, odwagi widocznie dodał mu fakt iż zbliżył się znacznie do drzwi . Jedynej drogi ucieczki.

- A ty żałosny - rzuciłą na odchodnym Lay'la, nie chcąc pozostać dłużna czarodziejowi.
Kiedy wyszedł, obrzuciła go jeszcze pod nosem innymi określeniami z mniej dworskiego repertuaru.

Do komnaty wszedł młody chłopiec, skłonił się i wyszeptał kilka słów.

- Dobrze się spisałeś - ujełą go dotykając ramienia.
Śpiesz teraz do swej pani i przekaż ,że uczeń Mevlora nie może wyjść z tej pruby cało...

-Ależ pani to Twój brat , przecież... - zająkał się posłaniec.

- Za moich czasów słudzy byli mniej rozgadani... - zimny ton głosu zakończył rozmowe.

Chłopak wybiegł z pomieszczenia znikając w biegu za wielkimi dębowymi wrotami.
Komnate zalał półmrok.

- Jestem Lay'la Silvermoon. Tylko mi należy się skarb matki... Tylko ja go zrozumiem - szeptałą pod nosem.
-Wybacz Gorun , księga jest tylko jedna...

Późnym wieczorem do pokoju wbiega małą postać dziewczynki , skłania się szybko i mówi piskliwym głosikiem pełnym przerażenia.
- Pani, brat Twój Gorun.. znaleźli jego ciało , on.. on nie zyje panienko... - małą istotka ukryła twarz w dłoniach zanosząc się płaczem.

Kobieta uniosła brew, oglądając chwile ten obraz , jakby zastanawiając się czemu sama nie może zdobyć się na łzy...
- Głupia jesteś ... ale to Ci sie wybaczy... Idz juz...

Dziewczynka wybiegła z pokoju. Kobieta zwana Lay'lą uniosła się dumnie z łóżka narzucając na siebie leciutką tkaną ręcznie sukienke, czerwony jedwab i złote nici odbijały tysiące refleksów świec...

Piękna i dostojna schodziła teraz po schodach, wiedząc iż na dole znajdzie ciało swego brata.
Nie otarłą łzy, pozwoliła jej płynąć. Musiałą tak postąpić ...

Kiedy już miałą zejść na dół , wtem obraz rozmazał się , w oczach pociemniało...
Głowe przeszyła rozpalona igła zimnego bólu...
Zdąrzyła jeszcze przekląć tylko siebie i swoją głupote..
Nie usługiwałą jej żadna dziewczyna...

Obudziła się na wozie, rozejrzałą się mrużąc oczy. Rece i nogi miała związane.
Dostrzegła kilku czarodzieji, w tym swego brata Goruna i jego mistrza Mevlora, tego samego czarodzieja który jeszcze wczoraj prosił o rozmowe z nią.

Pożałujecie tego psy - rzuciła przez zęby, usta miałą wyschnięte i spękane.
Głowa paliła tępiącym bólem.

Mevrol zaśmiał się , uderzając ją na odlew ręka.
Głowa Lay'li odskoczyła jak szmaciana marionetka.
- Jesteś głupsza niż myślałem, skoro jeszcze szczekasz.
Miałaś nadzieje, odebrać mi ucznia ?! Sądziłaś,że pozwole na to !? Że księga przypadnie Tobie ?! - wykrzyczał omało nie spadając z podniecenia . Wałach czarodzieja zatańczył nerwowo.


Uderzył by ja poraz kolejny wychylając się z siodła, ale dłoń starca złapał Gorun.
- Dość panie. Dajcie jej umierać w spokoju , nie katujcie trupa.. - jego słowa zraniły ja bardziej niż cios, chociaż wiedziała iż sama nie była tak łaskawa...

-Masz racje Gorunie... nie warto dotykać ścierwa... - rzekł rozbawiony
Kobieta uniosła dumnie głowe , poczym splunełą na konia czarodzieja co wywołało ogólne rozbawienie wsród kompani...

Nagle jeden z czarodzieji zachwiał się i spadł z konia , charcząc i wierzgając nogami.
W ułamku sekundy w niebo poleciało kilkanascie kurew i bardziej składnych komend.
Wystraszone konie poszły w galop , niosąc zniewolona czarodziejke ze soba na wozie.
Wszystko wirowało i trzeszczało.

Za nią wybuchła jakaś walka, widziała tylko poruszenie , słyszała natomiast znacznie więcej....

Konie uspokoiły się jakiś czas później na leśnym trakcie.
-Pięknie, w środku matecznika spętana na śmierdzącym wozie... -parskneła nieledwie rozbawiona.
Eh.. lecz przynajmniej żyje ... Ignitio! - powietrze rozmył zapach palonej skóry, sekunde później ręce i nogi czarodziejki były wolne.

Wsiadłą na konia odpinając upięcie wozu , poczym poszła w galop .

W myślach marzyła tylko o gorącej kąpieli i ostrym nożu...
- Hja! Szybciej ! Ktoś mi za to odpowie ! - spieła konia udami.

Przeceniła jednak swoje siły, pędząc na koniu osuneła się ze zmęczenia. Potęzny cios kopyta odrzucił ją na trawe, gdzie legła bez dechu...

Obudziła się kilka dni pózniej , głowe owiniętą miała opatrunkiem , ręce obolałe i pokaleczone od puszczania krwi. Leżała w drewnianej izbie, zapachniało skórami.

- Kim.. kim jesteście - uniosła dłon chcąć rzucić zaklęcie, na dłoni zagrał tylko nikłe światło.
Z przerażeniem , upusciła cieżka głowe na poduszke.

- Leżcie panienko - powiedział jeden z trzech brodaczy. Krasnoludów.
Wyście są poważnie ranni , co byśmy znowu po medyka do wsi lecieć nie musieli - zatroskał się, kiwając głowe do swych towarzyszy na znak zgody.

-Nie coby daleko było, ale pije franca medyk, że aż strach patrzeć - pożalił się krasnal.
A teraz spijcie panienko, nie bójcie się. Jutro zawieziemy Was do uczononianego klasztornika azali on jak nikt dopomoże...

Słysząc z oddali słowa krasnoluda, Lay'la zamkneła potulnie oczy .
Potrzebowała odpoczynku , bowiem to wszystko musiał już być jakiś sen...
Musiała się obudzić...

Post #2 19 Mar 2006, 16:57
fajne i klimatyczne i naresazcie jakas zła ;D
pozdrówko;D
Post #3 19 Mar 2006, 19:26
ciekawa historia... Kiedy wyjasnisz nam co to za księga?

Piszesz swobodnym stylem. Brakuje mi tu nieco "średniowiecznego" słownictwa.

Postać dobrze pokazana. +za nie stworzenie postaci nie do konca dobrej:)

Ciekawe czy podołasz jej odegraniu:)
Post #4 19 Mar 2006, 21:56
A tam czepiacie sie , mi sie podobało.
Spoko opowiadanko 😊

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026