📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Recovered topic 4584
« Wróć do forum  •  11 post(ów) w temacie 1 2
Post #1 19 Mar 2006, 22:25
***

- Panie wzmocnij ma pawęż, wzmocnij ma zbroje i me ramie
by potwora owego zgładzić…

… bądź pozwól mi polec okrytemu sławą i chwalą na wieki
a miejsce to niechaj symbolem śmierci mej się stanie. -

Głos modlitwy wypełnił niemal cała jaskinię, usłyszała ją również bestia. Nie wykazała jednak zainteresowania, wiedziała, że nic nie jest w stanie podważyć jej potęgi. Nie była głodna, a kąsek klęczący nieopodal nie był wart zaatakowania.

- Dorwałem cię poczwaro, głęboko się schowałaś, ale zapomniałaś, że jestem gnomem. A gnomy w takich korytarzach czują się niczym … niczym …. Ech nieważne. -
- Phi … to miał być ten okryty złą sławą labirynt Onyxii!!!
W Ironforge miałem trudniejszą drogę do wychodka. -
- A ci strażnicy, jacy wielcy łochocho mama Rendfalla mocniej mnie biła, gdy ją ciągnąłem za brodę. -
- A teraz jestem naprzeciw ciebie gotowy … już gotowy i zmażę wreszcie skazę na mym honorze. -
- Nie boisz się mnie… hmm dziwne… możliwe ze ma sława nie dotarła w tak plugawe miejsce, a może to i dobrze gdybyś uciekała, było by mnie strasznie trudniej. -

- Sprawdźmy … torba z wybuchami … w prawej części jaskini, … miksturki alchemika po lewej … zapasowa tarcza za ta kupą kości, ja razem z mieczem jestem tutaj, pani Racja jak zwykle stoi z mojej strony, smoczyca jest możemy zaczynać. No tak modlitwa jeszcze… -

Adrenalina jak zwykle zalała jego mały gnomi umysł, uderzył na nią z ogromnym zapałem. Odległość miedzy dwoma przeciwnikami pozwoliła małemu wojownikowi wykrzyczeć kilka najstraszliwszych obelg w stronę poczwary, po czym przywarł do jej olbrzymiej … łapy!?.

- Muszę zmniejszyć dystans by nie dmuchała ogniem, zepchnę i docisnę ją do tej ściany, nie mając drogi ucieczki nie będzie się czuła już tak pewnie. Sieknę od razu jak najmocniej by na początku poczuła strach. Uda mi się wykończę bestię. -

Bestia poczuła atak zrozumiała, że mimo zniechęcenia będzie musiała się pozbyć intruza.
Postanowiła zdeptać mała natrętna kuleczkę. Rozpoczęła się walka:
Zirki jak zwykle miał olbrzymie szczęście mocno naciskał wiec, gdy tylko bestia poruszyła łapą przeleciał w drugi koniec jaskini niczym z katapulty. Ocaliło go to przed zadeptaniem.

- Psiamać, ale silna tak się bawimy dziewczynko, chcesz ostro będzie ostro już po tobie paszczurze Aaaaaaaaaaaaaaa będzie palić… chop za skałkę… -

Ognisty podmuch spalił resztki szkieletów na proch. Zirki w ostatniej chwili umknął z zasięgu jego mocy. Smoczyca straciła małego z oczu. Trzy kuleczki niewiadomo z skąd pojawiły się koło jej łba, po chwili … wybuchły.

- Co zdziwiona bestyjka Ha Ha teraz sieci i bijemy ile wlezie uda się uda się Onyxio padniesz nim słońce wzejdzie. -

Walka trwała niezwykle długo smok z czasem zrozumiał, że ma godnego przeciwnika atakował zażarcie już teraz nie po to, aby zapewnić sobie spokój musiała go rozszarpać by przeżyć. Potężne razy spadały na głowę gnoma praca nóg i doskonale opanowana obrona tarczą niwelowały obrażenia. Zbroja Zirkiego po raz kolejny zaczynała przypominać bliżej nieokreślony kształt. Tylko ogromna dawka adrenaliny i ogromna ilość magicznych mikstur leczących powodowały, że wojownik stał na nogach. Gdy tylko jedne rany zasklepiały się pod wpływem magii powstawały kolejne i kolejne. Różnego rodzaju wybuchy ogłuszały bestie Krążek atakował zaciekle. Skóra smoka była niestety niezwykle twarda a broń zbyt słaba by zadać bestii śmiertelny cios. Furia i zacięcie coraz łatwiej zaczęły ustępować zmęczeniu

- Chlipa nic jej nie robię …. Tłukę siekę kopie a ta bestia nic … Jak cię ubić potworze
Zlituj się nademna Panie i daj mi siłę w tym ciężkim dniu. -

Zarzucił sieci by móc złapać oddech opadł na kolana, łapczywie wypił wielka miksturę, gdy nagle niewiadomo skąd pojawiła się on. Blady strach objął ciało mężnego woja a w duszę jego opanowała rezygnacja. Teraz zrozumiał, że tak naprawdę boi się śmierci a ta jeszcze nigdy nie była jego tak bliska jak teraz.

- Nikt cię już nie wysłucha mała gnido w końcu opuściłeś bezpieczne schronienie a teraz otrzymasz to, na co zasłużyłeś. Poznasz mój gniew a cierpienia twemu nie będzie końca. -

Resztki odwagi spłynęły na usta Zirkiego

- Nie boję się ciebie trupie już nigdy nie będziesz mi grozić!!! -

Odrzucił tarczę, z pochwy wyciągnął swój ulubiony miecz, wiedział, że tylko dwoma brońmy ma szansę walczyć z magicznymi sztuczkami jego nowego przeciwnika. Znienawidzonego Strażnika Cienii. Do swoich ostatnich chwil nie wiedział jednak jak wielkiej mocy zapragnął się oprzeć, przeciwstawić.

Nagle powietrze stało się strasznie gęste, niemal, że lepkie. W smaku zdało się być metaliczne, świat spowolniał. Umysł gnoma zdawał się opuszczać jego ciało, wypierany ogromną mocą. Ostatnim wysiłkiem udało mu się wspomnieć twarze przyjaciół seniora Rendfalla, druida Dortiela, Jontka zamachowca, łowcę Maverika i ulubionego maga Loraka. Chwile później poddał się. Jego ciałem zawładnął straszliwy ból, który miał mu towarzyszyć przez wieki. Jaskinie ogarnął upiorny rechot martwego sługi.

To była ostatnia szarża małego bohatera. Nigdy więcej świat o nim już nie usłyszał.


***


Ognisko dogasało, niebo powoli zalewał mrok nocy, wielki cień przysłonił dwie niewielkie postacie leżące niedaleko ognia. Dwa małe orkowskie maluchy, układające się do snu.

- Tatio tatio, fajnie przyjść wreszcie tatio – krzyknęły radośnie zrywając się na równe nogi
- Spokój berby żarcia znalazłem czekać zaraz zrobić – odpowiedział zwalisty ork wbijając umazany w krwi topór w pień. Ciało wielkiej dzikiej świni zrzucił opodal ognia. Wyciągnąwszy myśliwski nóż, pospiesznie zaczął je przygotowywać do spożycia. Zwierz był wielki, wobec czego przygotowanie zajmowało i zajmowało… W końcu się udało zadowolony ork rzucił kilka kawałów na ogień, by podsmażyć pociechom. Sam zaczął konsumować wielka połać surowej szyny.
- Tate tate ty powiedzieć nam jakąś historyje my prosić -
- Jem berbety nie zawracać mi rzyci bo się zakrztusce -
- Ale Tate jak zjeść to powiedzieć jakąś do spania –
- Hmmm pomyśleć urwisy -
Nim porcje dzieciaków przyrumieniły już się odpowiednio, ojciec ork zaspokoił swój wielki apetyt, dorzucił do ognia drewna. Rzucił pniakiem i garścią obelg w hienę podkradającą resztki jego zdobyczy, po czym ułożył się do spania.
- Tate miałeś cuś powiedzieć nam na spanie - Zaczęły się domagać, konsumujące mięcho oczęta.
- Dobre, dobre, już mówić spokój, co kcecie usłyszeć. -
- Ja bym dziś kciał o strażniku tym z cieni, co tak męczył wszystkich bardzo - Wykrzyknął większy z braci z zapałem.
- Oj przestać, ile razy będę to gadać wam -
- Oj Tatie powiec prosimy, to take fajna powieścia - Wykrzyknął mniejszy. I tak przekomarzali się i przekomarzali, aż w końcu ojciec ustąpił i począł opowiadać. Źrenice orczat powiększyły się z zainteresowania, kolejny drąg poleciał w stronę nieustępliwej hieny. Ojciec począł opowiadać:
- Więc powiem wam berbety, jak to strażnik z cieni męczył jednego karla, co mu strasznie za skórę zalazł.

- Działo się to dawno, baaardzo, karzeł imieniem Żwirki poszedł ubić gada… gupi. Gad być stary i leniwy, więc mały mieć szansa niestety. Aż tu nagle ni wiadomo skund buuuuum przed nim pojawił się strażnik z cienia. - Ork tak głośno swym chrapliwym głosem wykrzyknął bum, że dzieci dały nura pod skóry. Wszystkich jeszcze bardziej zdziwił, skowyt hieny uciekającej z przestrachu.
- Karzeł bardzo zrobić w konia strażnika, wiec ten go teraz dorwać i chcieć go strasznie gnębić.
Rzucić napoczontek na niego przekleństwo, że ten karzeł nie móc umrzeć, potem kazać gada go męczyć strasznie długo. Gad go palić ogniem, a jego mięso i włosy się palić i skwierczeć jak prośka na ogniu. Ale Żwirk nie moc umrzeć wiec krzyczeć z bólu straszno. Ale to nie wszystko, karzeł mieć ciężka zbroja, a od ognia i ciosów gada, ona zacząć się mu wbijać w ciało, a gdy hełma mu w czaszke się wbijać to tak skowyczeć, że za jaskinia podobno strażniki gada słuchać tego nie mogli. -
Przerażone dzieci zaczęły się trząść ze strachu. Ork z zachwytu wpadł w amok, począł swym malcom mówić coraz straszniejsze szczegóły.
- I potem strażnik z cienia wziąć do swój zamka karzeł i jeszcze straszniej zaczął go męczyć. Powyrywał mu zęby i pazury i zaczął rozciągać go na kole rzezi tak bardzo, że karzeł był długi jak elfiak prawie, a ból straszny musiał mieć, bo twarz to mu się wykrzywić od niego, tak o tak patrzajcie. –
Po czym ork zaczął wykrzywiać pysk, tworząc miny tak dziwne i różniaste jak tylko ork może potrafić. Niestety żadne z dzieci już tego nie zauważyło, gdyż posnęły ku niezadowoleniu ojca. Burknął tylko na zakończenie:
No a potem rzucił jego resztki gdzieś na cmentarz i podobno gnije gdzieś tam se do dziś.
Spojrzał jeszcze raz badawczo na dzieci, ku jego nie pocieszeniu z całą pewnością spały. Obgryzł resztki nogi świniaka, złożył się na skórach, poczym usnął. Zadowolona hiena doczekała się swojej uczty. Ognisko już się ledwie tliło i tylko cichy wiatr nie usnął, aż do rana.



***



Imię Zirkhul
Rasa: Martwiak
Klasa: Mag
Płeć: Mężczyzna
Wzrost: 152
Waga: 11kg

Wygląd: Szkielet bardzo nietypowy. Kości niezwykle długie w porównaniu z grubością. Czaszka mocno zdeformowana wręcz odrażająca, widać braki w uzębieniu. Stawy mocno powykręcane. Z uwagi na mocno zniekształcony kościec postać porusza się koślawo wywołując uśmiech na twarzy każdego, który to ujrzy. Na głowie możemy odnaleźć resztki włosów trudnej do ustalenia barwy. Na szczęście szaty maga ukrywają paskudne ciało, twarz często osłania maska.

Historia:
Orszak poruszał się monotonnym tempem. Jak każdemu towarzyszyła cisza, żadnych rozmów żadnych odgłosów. Smętna monotonna cisza. Jak zwykle w okolicy powietrze stało, żadnego wiatru istna martwota. Przez mgłę powoli zaczęły się przebijać zarysy Lordaeronu, nie wywołało to jednak najmniejszego odzewu na twarzach upiornego pochodu. Nagle orszak stanął. Zmiana ta zdała się wywołać olbrzymia energię niepasującą do tej posępnej okolicy. Nic się jednak nie stało, nadal wokół panował bezgłos, pustota. Koło stojącej kolumny truposzy kroczył szkielet, niezwykle powykręcany spaczony głowa jego kołysała się komicznie na boki, ten prześmieszny widok nie stał się jednak powodem najmniejszej zmiany na twarzach truposzy. Gdy kreatura doszła na czoło kolumny, niewiadomo skąd pojawił się przed nim kościotrup, w czarnych szatach. Jego oczodoły błyszczały zimnym blaskiem, wskazał chudym palcem koniec kolumny. Krzywy szkieletor zawrócił chybotliwym krokiem dołączył na koniec karawany. Orszak martwiaków znów ruszył, bezgłośnie przekroczył bramę zniszczonego miasta. Nastał wieczór, nastała noc minął kolejny dzień tej martwej okolicy.

Tej nocy w największym mieście truposzy było strasznie gwarno. Do miasta przybyła karawana umęczonych dusz, odnalezionych w najdalszych zakątkach, mających zasilić wielką armię nieumarłych. Kapłani przygotowywali się do rytuałów, ich słudzy krzątali się wykonując rozkazy. W każdej z kaplic trwały rytuały, nowi wierni słudzy hordy zostawali powoływani do wiecznej służby. Tej nocy również najwyższy kapłan pomagał w dziele stworzenia. Pilnował, aby żadne niepokoje nie były w stanie zmącić ceremonii. Gdy noc zbliżała się ku końcowi, niespodziewanie został wezwany przez jednego z wyższych kapłanów. Okazało się, że jeden z tworzonych nieumarłych okazał się bardzo interesującym przypadkiem.
Gdy najwyższy wkroczył do komnaty, zauważył niezwykłe poruszenie wśród podległych. Przerwali ceremoniał, więc zasługiwali na karę. Odruchowo wyjął berło by pokarać najniższego stopniem, gdy niespodziewanie prowadzący rytuał poderwał się przed grupę przyklęknął zaczął przemawiać:
- Panie oszczędź zlituj się, opanuj swój gniew. Panie kazałeś wzywać w takich przypadkach. Dusza, którą nakazano mnie przeistoczyć, nie może zostać zmieniona w forsaken. Panie on…On nie jest tknięty jeszcze plagą. -
Zamaszysty ruch kościstej ręki kapłana strącił głowę klęczącego sługi, czaszka poturlała się w kierunku wyrazistego pentagramu, zatrzymawszy się na rytualnym kandelabrze.
- Czy to jest powód głupcy by przerywać ceremonie? Usuńcie trupiaka wybierzcie następnego tym razem zarażonego. Zrozumiano!!! Rankiem zgłoście się po karę i przygotujcie się do błagania o litość. A teraz wracać i kontynuować obrzędy. -
Grupa kapłanów poczęła krzątać się po Sali bez sensu, próbując jak najbardziej wyraziście ukazać pragnienie jak najszybszego wznowienia obrzędu. Najwyższy zmierzył po raz ostatni grupę złowieszczym wzrokiem, po czym odwrócił się by opuścić salę. W jednej chwili wszyscy stanęli bezruchu, w sali rozległ się głos wcześniej ukaranego kapłana. Niżsi stopniem tylko skulili się z grymasem bólu obawiając się reakcji najwyższego.

- Panie wybacz mą śmiałość, ale ten trupiak posiada już duszę i własną wolę to nie jest zwykły Kościej. -
Kapłan podszedł zdecydowanym krokiem do czaszki, uniósł ją na wysokość swojej. Wzrokiem rozognionym ze złości, wpatrywał się w oczodoły biedaka, ten kontynuował.
- Panie opanuj się on jest… on jest naznaczony przez Ssstrażnika cienia i jego okrucieństwa.- Wymówiła z coraz większa niepewnością głowa. Wzrok kapłana ostygł w sekundzie ze złości przemienił się w zainteresowanie.
- Czy zbadałeś go dokładniej mów, co jeszcze wiesz? Podajcie resztę szkieletu waszego brata wałkonie. -
- Nic nie wiem, oczekiwaliśmy Ciebie Panie. Nie śmialiśmy się, go badać bez twej obecności. -
- Przygotować się do inkantacji poznania, zaraz dowiem się wszystkiego, co te krzywe resztki w sobie ukrywają. –
Wypowiedział z wyrazem zadowolenia najwyższy. Niżsi kapłani pospiesznie, aczkolwiek jak najdokładniej poczęli przygotowywać salę do rytuału, każdy z najwyższa starannością wykonywał swoje obowiązki, w końcu rytuał miał poprowadzić sam gwardian.




- I powróci on z miasta cierpienia
I oglądać będziemy oblicze jego
A imię udręka będzie miał na czole

I dane mu będzie kroczyć po plugastwie wszetecznym
I odnajdzie on pocieszycieli wśród takich jak on
Ciał pełnych katuszy tortury i zmory

Oto ów dzień oto nadchodzi On
Przed którego obliczem pierzchnie ziemia i niebo
I zobaczycie umarłych, wielkich i małych,
Stojących przed tronem krwawej rozprawy

Bójcie się zemsty, oddajcie jej chwałę,
Oddajcie pokłon temu, którego rozkoszą było cierpienie
Któremu ból będzie miłością

Żar gniewu przyjdzie z cala swa okazałością -

Niezwykłe zamieszanie zdało się wśród kapłanów. Gdy najwyższy skończył przemawiać złowieszcze słowa, kończąc rytuał poznania. Osunął się po nich na kolana. Ciało jego skręciło się w grymasie przerażenia. Żaden sługa nie odważył się jednak pomóc mistrzowi; moc pentagramu jeszcze nie wygasła. W ich umysłach poczęły wyobrażać się okropieństwa, jakie dojrzał najwyższy, poznając historię dziwnego szkieletora. Co odważniejsi starali się przypomnieć, straszliwe słowa wypowiedziane niespodziewanie przez mistrza. Po kilku chwilach nerwowego oczekiwania gwardian powstał; wymówił słowa kończące ceremoniał. Skinieniem wezwał kapłanów do siebie.

- Żadne z tych słów nie może wyjść poza umysły tutaj zebranych Nakazuję najściślejszą tajemnicę, jeśli ktokolwiek wyjawi to, co zdarzyło się przed chwilą, dozna takich męczarni, jakich nigdy wasze nędzne umysły nie będą sobie w stanie wyobrazić. Od tej chwili o wszystkich rytuałach związanych z tym krzywielcem macie mnie natychmiast informować. A teraz przepraszam, muszę odzyskać siły i zastanowić się nad naszą sytuacją. -

Po następnej jutrzence słuch o kapłanach biorących udział w rytuale zaginął. Tylko sam wielki mistrz wiedział o ich losie. Kolejne dni przyniosły następne rytuały. Mistrz towarzyszył ceremoniałom dotyczącym tylko jednej duszy. W rytuale psyche obrała ona imię Zirkhul. W ceremonii fatum za drogę obrała magię. Mimo przekazania jej pod opiekę magów, cały czas śledził jej losy, angażował się w jej poczynania. Podobno porozumiewając się z najwyższym nagusem, nakazał ograniczyć moce nowo powstałego. Ułożyli go do ostatniego snu by dusza ostatecznie odnalazła jedność z ciałem. Powiadają, że w najbliższe dni zbudzi się nie opodal mrocznej stolicy by móc wiernie służyć… Banshee?.
Post #2 19 Mar 2006, 22:27
😊 fajne
Post #3 20 Mar 2006, 13:21
Wyrazy uznania od starego deBergova......dla byłego gnoma Zirkiego.....
małego, wielkiego wojownika..... 😊 😊 😊

z szacunkiem:
de Bergov
Post #4 20 Mar 2006, 13:23
Jontek powie tylko *chlipa* dowiedzawszy sie (bo do mojej pustelni dochodza tak wielkie czyny) jedyne co moglem zrobic tylko zaplakac PANIE ZIRKI

KRZYZOWCY IM CHWALA I CZESC:D

ZEgnaM

JONTEK
Kahar
Post #5 20 Mar 2006, 13:35
Długa i fajna historia. Jak dla mnie to BOMBA !!!!!!! 😛
Post #6 20 Mar 2006, 14:39
Mi tez sie podoba 😀 😛
Post #7 20 Mar 2006, 19:40
Mistrzowski opis 😀:D Bravo Zirkacz!

Mnie też smutno się zrobiło po Krzyżowcach 😢 ... ahhhh to były wspaniałe dni krucjat, których nigdy nie zapomnę. Dziękuję wam, bracia za te wspólne chwile!!!

NA POHYBEL SUCZYSYNOM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Post #8 21 Mar 2006, 17:52
Nie myslalem ze w malym gnomie Tyle pomyslow siedzi ^^
Brawa i wiwaty normalnie 😉
dla mnie miodzio postarales sie wacpan, spisales sie na medal 😀
Mi tez bedzie Zirkiego dewastatora brakowac, bo nie wiem kto mnie teraz bedzie straszyc w Gadzetan 😉
Post #9 21 Mar 2006, 18:38
//// usuniety post
Post #10 21 Mar 2006, 18:42
moj orc mial na imie ZurGhal 😀 😉

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026