|
Post #1
20 Mar 2006, 23:00
Nieumarły
Wzrost: 150cm Waga: 45kg Włosy: Ciemny Irokez Oczy: Skrzące się niebieską i żółtą barwą Karnacja: Rozkładająca się niebieska karnacja Był zimny wieczór, słonce zanikało już za horyzontem zostawiając za sobą ciemno czerwoną niczym krew Faure. Przy małej dróżce prowadzącej ku Mrocznym Wrotom pędziła na wspaniałym rumaku tajemnicza postać. Zauważyła ona jakiegoś męża leżącego na wznak, podjechała bliżej, był to mężczyzna o niebieskich oczach, ciemnych długich włosach, które powiewały delikatnie na wietrze zasłaniając jego czerwone policzki, zauważyła na twarzy jak i z boku liczne blizny a także krew wypływającą z jego boku, co dało jej do zrozumienia ze ma do czynienia z wojem, który ciągle podejrzliwym i przenikliwym wzrokiem ja obserwował. Mąż ten był dobrze zbudowany mogący pobić nie lada osiłka, lecz najwidoczniej coś lub ktoś musiało sprawić mu nie lada kłopot widząc jego rany. Nieznajoma postać zeszła z konia ściągnęła długi ciemnozielony kaptur. Ku zdziwieniu śmiałka stanęła przed jego oczyma kobieta, która nic nie mówiąc starał się pomóc opatrzyć ranę. Miała długie włosy niczym ogniste płomienie zaś na głowie błyszczący diadem. Rycerz starając się nawiązać rozmowę zaczął prawić w szoku, co go tutaj spotkało, mówił o ogromnym orku, który grasuje w tych że okolicach potężnie zbudowanym, miotającym ogromnym toporem wykutym niegdyś w kopalniach prastarych krasnoludów na zachód od Mrocznych Wrót gdzieś w krainach Aunitów. Po opatrzeniu woja tajemnicza kobieta wzięła go pół przytomnego na konia i pojechali ku Mrocznym Wrotom by tam spotkać się z przeznaczeniem... Po dotarciu do przedmieści Mrocznych Wrót kobieta zatrzymawszy się, stwierdziła, iż czas na odpoczynek. Rozbiła obóz zapaliła ognisko poczym podeszła do mężczyzny widząc, iż jest przytomny i delikatnym głosem zapytała się: - Jak się czujesz, czy ból ustąpił?? •Mężczyzna spojrzał nań delikatnie złapał ja za rękę wpatrując się w jej oczy połyskujące w ogniskowym blasku i przemówił: - Tak o Pani dziękuje za pomoc bez niej pewnie skonał bym a me ścierwo teraz rozszarpywały by okoliczne wilki. Pani zaś odparła: - Jak Ci na imię ?? Lecz On wpatrując się w jej twarz powoli zaczął zasypiać, aż w końcu oddał się magii snu, która siostrą śmierci jest. Pani także po trudach tego dnia położyła się i zasnęła czując na policzkach ciepło ogniskowego żaru. Był świt słońce zaczęło wychodzi zza konarów drzew, ogrzewając powoli całą twarz kobiety, która od razu poczuła ciepło i delikatnie otwierała powieki, nagle zauważyła, ze ktoś pochyla się nad jej głową, szybkim i gwałtownym ruchem niczym sarna, która wyczuła niebezpieczeństwo odsunęła się na bok i chwyciwszy swój diadem usiłowała wypowiedzieć słowo: - Farni.... Lecz spostrzegała się, że nie ma do czynienia z żadnym zbójem, który chciał bezlitośnie poderżnąć jej gardło w czasie snu, lecz był to uratowany mężczyna. Pragnęła się go zapytać, dlaczego nachylał się nad jej głowa, lecz mężczyzna jakby ogadł jej pytanie i odparł: - O Pani przyglądałem się tylko mej wybawicielce to chyba nie żadna zbrodnia? •Kobieta pomyślała przez chwile, nagle na jej ustach zawitał pogodny ciepły uśmiech i odparła: - Masz racje... Lecz uważaj następnym razem może stać Ci się krzywda, nachylanie się nad śpiącymi osobami bywa niebezpieczne. Widać było, że mężczyzna przyjął ową informacje do wiadomości. Nagle kobieta zadała pytanie: - Jak Ci na imię?? I co tam się tak naprawdę wydarzyło?? •Mężczyzna odparł: - Na imię mam Devolian i jestem łowcą głów, odkąd nie służę już w wojsku Lorda, Nastera, zająłem się pomocą tym, którzy jej potrzebowali, zabijam dzikie bestie, które grasują w okolicach i które uprzykrzają życie okolicznej ludności. W armii Lorda Nastera nie sądziłem, że spotka mnie tyle okrucieństwa, mordu, gwałtów, liczyłem ze będę mógł przez swój wybór pomagać innym, lecz niestety myliłem się, teraz pragnę naprawić swe błędy coś w rodzaju pokuty, ale niczego nie pragnę w zamian chce konając wiedzieć ze nie splamiłem swojego honoru. Od dziecka pragnołem bycia dobrym człowiekiem tak uczyła mnie matka i ojciec, ale niestety życie stawia nas w wielu sytuacjach i wyborach, które nie zawsze prowadza nas do tego, czego zawsze pragnęliśmy. Po ich śmierci nie potrafiłem jeszcze dokonywać odpowiednich wyborów, nie wiedziałem, czym jest tak do końca dobro i czym zło i mając 15 lat wstąpiłem do armii licząc ze będę dobrym żołnierzem. Nie przypuszczałem ze nasz dowódca będzie wykorzystywać nas do mordowania, plądrowania wiosek. Później ja zostałem dowódcą tych wojsk i to ja podejmowałem różne decyzje, których teraz żałuje z całego serca. W końcu powiedziałem „NIE” razem z mymi przyjaciółmi Lorthanem, Rolendem i Anfersem wyruszyliśmy by odkupić swoje haniebne czyny. Niestety wszyscy moi przyjaciele zginęli czy to walcząc z bestiami czy tez polegli z ręki łotrów, których nasłał sam Lord Naster. Teraz jestem sam i staram się jak mogę by me wcześniejsze winy zostały odkupione. Pani słuchając z zapartym tchem zapytała: - Czyli Lord Naster tak łatwo nie pogodził się z twoim odejściem? - Niestety nie Lord Naster wysłał różnych zbirów i opryszków, którzy maja się przyczynić do mej śmierci, i prawie by im się to udało gdyby nie twa pomoc. - Ale wspominałeś coś o Orku przecież ludzie prowadzą z nimi wojnę od początku dziejów - Tak masz racje, ale nie do końca. Lorda Naster podpisuje pakty z różnymi obozami, które pokonał, starając się sobie przychylić wielu sojuszników stąd właśnie ork pragnący mej zguby. Byłem w drodze do Mrocznych Wrót podobno błąka się tutaj jakiś potwór o 2 głowach potężnych ramionach podobno jest to połowa trupa i połowa orka, głowy te podobno tworzą ogromna broń, ponieważ jedna z nich pokryta jest grubymi łuskami, których żadna broń nie potrafi przebić zaś następna zionie potwornymi płomieniami, i wydawać by się mogło ze to smok, lecz ludzie mówią inaczej. W każdym razie podążałem by pomóc miejscowej ludności. Przechodziłem właśnie tą droga, na której mnie spotkałaś, gdy nagle czuje odrażający zapach, co już wzbudziło me podejrzenie... W lesie było cicho za cicho widziałem tylko patki, które w sporych grupach opuszczały swe gniazda. Napawało mnie to nie lada przerażeniem, nie miałem pojęcia, co mogło mnie zaatakować, ale musiałem być czujny i bacznie obserwować zarośla. I gdy już myślałem ze jest po wszystkim z paproci wyskoczył ogromny ork, w ręku trzymał potężny topór jeszcze nigdy takiego nie widziałem, widać było od razu ze to robota krasnoludów. Ork zaś tęgi, patrzył mi prosto w oczy z ogromnym gniewem, z jego paszczy powiewał ogromny smród a ślina spływała z jego paszczy aż na samą ziemię. Na sobie miał ogromny płaszcz zaś pod nim dobrze wyglądająca zbroje płytową połyskującą barwami złota i srebra. Nagle zaczęło się... ork szybkim ruchem wyciągnoł topór przed siebie i szybkim skokiem w bok chciał odciąć mi głowę. Liczył ze będę stał jak wmurowany, lecz Ja szybkim zwodem uniknołem jego ciosu, lecz widać było ze ork nie da tak łatwo za wygraną powoli zachodzące słońce obijało światło w jego toporze i moim mieczu, wyglądało to jak gdyby nasze bronie płonęły tak jak i my płoniemy w szale bitewnym. Pomyślałem sobie ze dobrze będzie wpędzić go do Lasu i myśl szybko ta przerodziła się w czyn. Szybkim gwałtownym ruchem rzuciłem się na bestie starając ugodzić się go w rękę a później szybko skierować się w stronę drzew i zarośli, co mogłoby spowodować małe utrudnienie tej potyczki dla orka ze względu na jego rozmiary. Szybko zorientowałem się ze mój plan zbyt się nie powiódł no wiec nie pozostało mi nic innego jak zewrzeć się z nim i liczyć na moje umiejętności. Ork wyprzedził moje intencje rzucił się na mnie w ogromnym szale widać było ze ma ochotę zakończyć tę potyczkę raz na zawsze. Omijał drzewka bez najmniejszych problemów z ogromna zwinnością, wiedziałem ze przeznaczenie jest blisko... Z całym impetem uderzył prosto we mnie, nie pomogła żadna przysłona tarczy odrzut był tak wielki ze musiałem zatrzymać się na drzewie po uderzeniu jednak w miarę szybko się pozbierałem i byłem gotowy stawić mu czoło. Ork szybko podbiegł do mnie starając się zakończyć ta rozgrywkę, lecz ja nie dałem tak łatwo za wygraną przeturlałem się w bok podcinając mu jedna z nóg, lecz najwyraźniej podrażniłem tym orka niż sprawić mu jakiś ból, bestia napięła się i zaczęła wymachiwać toporem w wszelkie strony licząc ze się nadzieje, i nie mylił się dopadł mnie prosto w bok... zrozumiałem ze, nie pozostało mi nic innego niż rzucić się na niego z całych sił i spróbować szczęścia. Podbiegłem do niego szybkimi ciosami miecza, starałem się zadać mu jakieś obrażenia. Niestety odparł wszystkie moje ataki, iskry z naszego oręża wiły się po ziemi i zanikały niczym ludzkie życie. Po tylu nieskutecznych atakach obróciłem się na lewa stronę sugerując unik, myślał ze zaatakuje go z lewego boku miał racje, zaatakowałem w bok, lecz nie w lewy pomylił się. Sugerował się moim unikiem niestety poszedłem w inna stronę i zanim ork się spostrzegł naciąłem jego ramie, gdy tego dokonałem szybko podążyłem w kierunku mej tarczy, bo tylko ona dawała mi jeszcze jakieś szanse. Zielona zmora szybko spostrzegła, jaki ruch chce wykonać wiec pobiegł odciąć mi drogę, był szybki za szybki bym mógł sprostać jego umiejętnością szybko odciął mi drogę. Łupnął z topora i prawie chybił, lecz nie zdążyłem do końca uniknąć tego ciosu, jego topór rozpłatał mą kolczugę przedzierając się tym samym do mojego ciała. Wiłem się z bólu ręce drżały mi z przerażenia lub tez z bezradności... ork nachylił się i rzekł: -To już twój koniec mały ludziku, szykuj się na spotkanie ze śmiercią hahah... Powietrze delikatnie głaskało me lica, słychać było szum drzew lekkie światło przenikające korony drzew delikatnie drażniło me oczy i już myślałem ze ta czarna postać, która stoi przed mną szybko zakończy moją tułaczkę jednym, kończącym ciosem. Mocno ściskałem w jednej ręce mój miecz a w drugiej źdźbła trawy przygotowany na śmierć. Wtedy ku memu zdziwieniu usłyszałem pędzącego konia. I nagle przeraźliwy dźwięk, który zbliżał się w mym kierunku. Obróciłem się lekko w bok i zauważyłem postać na koniu, która lekkim machnięciem ręki wystrzeliła jakiś pocisk o niebieskawej aurze. Pocisk ten pędząc z ogromna szybkością zostawiał za sobą zamarznięte krzewy i trawę, a zimno zaczęło przenikać me ciało. Pocisk ten z całym impetem uderzył w mego oprawcę, lecz mimo to udało mu się ocknąć i unikając konfrontacji z mocarnym magiem... szybko umknął do lasu a ja zdarzyłem mu powiedzieć ze się z pewnością jeszcze spotkamy. Resztkami sił doczołgałem się do drogi gdzie spotkałem Ciebie o pani. Słuchając całego opowiadania Devoliana kobieta zauważyła iskrę w jego oku prawdziwy żal za swe wcześniejsze postępki. Bardzo podobał się jej sposób, z jakim wyrażał jej cały swój wewnętrzny smutek. Widać było ze potrzebował tej rozmowy. Zauważyła także liczne blizny na jego Ciele jedna na policzku, jak i także łzy w oczach, kiedy mówił o swych kompanach, którzy stracili życie. Gdy opowiadał także tą historię ręce drżały mu widać było ze jego życie musiało wywrzeć na nim straszliwy ból nie tylko ciała, ale także duszy. Następnego dnia ich drogi się rozeszły. Ona wyruszyła za swą przygodą zaś Devolian został w Mrocznych Wrotach pomagając ludzią, którzy ów pomocy potrzebowali. Tak też mijały dni, tygodnie, gdy pewnego dnia na swej drodze spotkał pewnego krasnala, który zaoferował mu przystąpienie do pewnej gildii zwanej Górską Strażą. Devolina przemyślał argumenty za i przeciw… pomyślał ze w grupie można zdziałać więcej dobrego niż w pojedynkę i nie wahając się ani chwili uścisnął dłoń Krasnalowi i rzekł: - Z wielka chęcią pomogę twym przyjaciołom. Będę służyć im mym mieczem, w ścinaniu głów wszystkiemu, co złe i plugawe. Zaś Krasnal o imieniu Yagu rzekł: - miło mi to słyszeć … może jesteśmy mali, ale siły mamy jak 10 takich mężów jak ty hahahaha, poza tym nie mamy ochoty stawać na palcach do lad sklepowych wiec się przydasz i do tego hahahaha. Podążyli, zatem razem by dołączyć do swych kamratów i by razem z nimi walczyć o sprawiedliwość na tym ziemskim splugawionym złem świecie. I tak przez kilka wiosen Devolina razem z swymi kompanami starał się walczyć ze złem w każdej postaci. - Już świta przygotować się do wymarszu !! Słychać było grube okrzyki. Devolian był już przygotowany, miecz przewieszony przez ramię, ostry niczym brzytwa, kolczuga a na niej zaś połyskująca zbroja. Wyszedł z namiotu słychać było śpiew ptaków, słońce wspaniale rozbłyskiwało na bezchmurnym niebie dookoła słychać było brzdęki oręża przygotowywanego przez przyjaciół. Nic nie zapowiadało, iż ta wyprawa będzie ich ostatnią. Siadł wiec sobie na trawie i ze źdźbłem w ustach czekał na przyjaciół. Nagle podszedł do niego przyjaciel zwany Ranghar, zwany również potocznie drwalem. Jednym zamachem topora potrafił ściąć nie jedną głowę. Wysławił się tym, gdy podczas pewnej wędrówki w kryptach na zachód od Amenlu został napadnięty przez 4 umarlaków, tak bardzo się ich wystraszył, że jednym zamachem powalił czterech jednocześnie. - Czy wiesz mój drogi przyjacielu, dokąd zmierza ta droga?? Zapytał poważnym głosem. - Tak, wiem wiedze do opuszczonej świątyni nie umarłych zwaną Świątynią Nuzgala - Nie, Przyjacielu ta droga prowadzi do samego piekła… tam dopiero diabeł mówi dobranoc… a my przyjdziemy i powiemy DZIEŃ DOBRY !!! hahaha. Także strzeż się i miej się na baczności tutaj wszystko ma oczy i uszy. - Dziękuje za dobrą rade mój stary druhu. Z pewnością będę ją mieć na uwadze. - Miło mi to słyszeć nie mam ochoty uganiać się za Tobą po lasach tylko, dlatego ze pogoniło cię kilku umarlaków hahaha - Bez obawy… zobaczymy, kto tutaj, kogo będzie poganiać - Wszyscy są już gotowi wyruszajmy, więc… - Zaiste masz racje… chodźmy, zatem I wyruszyli droga ta wiodła przez bezkresne ziemie, pełne plugastwa, przez lasy, w których nie przebija się nawet promyk słońca, przez wzgórza spopielone niczym resztki spalonych ciał, aż do Świątyni Nuzgala Pana Śmierci. Gdy dotarli na miejsce świątynia była spowita gęstą mgłą, a dookoła czuć było zapach rozkładających się zwłok… - Ktoś chyba tutaj był przed nami rzekł Devolian - Ktokolwiek tutaj był żyw z tego miejsca nie uszedł, ale to dobrze przynajmniej nie oczyścili całego tego miejsca. Niech bogowie mają śmiałków tych w opiece. Rzekł Yagu w jego słowach nie było szczypty przerażenia czy tez strachu wiedział dokładnie, dlaczego tu jesteśmy i jaki jest nasz cel, dlatego jednego mogliśmy być pewni albo stąd wyjdziemy żyw lub tez zjedzą nasze plugawe ciała okoliczne szczury. Ruszyli, więc dalej, w głąb tejże świątyni… coraz bardziej był odczuwalny niepokój. Nikt nie wiedział cóż za stwór czyhał na nich w tych ciemnościach. Nagle doszli do ogromnej komnaty, ściany jej połyskiwały na zielono od ognia, który palił się ogromnym żarem w lampionach. Na środku zaś stał ogromy sarkofag. Devolian wraz ze swymi kompanami podszedł nieco bliżej… nagle ogromne kamienne wieko zostało odrzucone. Cóż za siła mogła odrzucić tak masywne wieko???… Pewnie to pytanie zadawał sobie każdy z śmiałków a dopiero później zastanawiali się, co zaraz wyłoni się z ów sarkofagu. Ich pytania i wątpliwości szybko zostały rozwiane. Nagle z sarkofagu wyłoniła się ogromna postać, w skrzącej się ciemno czerwonej aurze. Jego wzrok, jego straszliwie połyskujące ślepia skierowane na śmiałków. Jego mroczna postura lewitowała, zaś szaty połyskiwały i unosiły się również w smudze czerwonego niczym krew światła. Podniósł obie dłonie w geście przywitania i rzekł: - Aaaaaaaaaa śmiertelnicy czyż niczego się nie nauczyliście od swych poprzedników, teraz czeka was tu śmierćććć, czy jesteeeście przygotowani na jeeej nedejśśście ?? - Zaraz pokarzemy Ci, co znaczy śmierć Ty martwy pomiocie!! – Krzyknął Ranghar - Aaaaaaaaaa śmiertelne istoty zbezcześciłyście mą światynieee i macie czelność jessszcze mi grozić?? Aaaaaaa za to spotka wassss należyta kara Hahahaha. Devolian spokojnie obserwował każdy ruch maga… był skoncentrowany nie chciał łatwo oddać się w ręce śmierci. Przeklęty Pan śmierci ułożył ręce bliżej siebie… zaczął wypowiadać słowa w niezrozumiałych da nich języku, lecz każdy z nich wiedział ze czas pochwycić za oręż i wymierzyć temu przeklętemu stworzeniu należytą karę. Po wypowiedzeniu tajemniczych słów mag znów rozłożył ręce… i nagle fala ognistego kręgu wypłynęła w stronę podróżników paląc wszystko, co spotkała na swej drodze. Nikt nie myślał w tej chwili nad ruszeniem w stronę maga, lecz każdy z nich szukał odpowiedniej kryjówki by uniknąć nadchodzącej śmierci. Devolian szybko rozglądał się na boki zauważył małą wnękę w murze i szybkim ruchem wślizgnął się w zakamarek, zachowując swe życie na miejscu… słyszał tylko krzyki towarzyszy wijących się z bólu. Gdy zauważył ze już po wszystkim wybiegł w ogromnym szale, zauważył sylwetkę maga tym razem unoszącą się w fioletowej aurze, właśnie rzucał na siebie jakieś zaklęcie i już miał ściąć mu głowę, gdy nagle mag z ogromnym spokojem wysuwa dłoń w jego stronę. Nagle całe jego ciało zaczął przeszywać ogromny ból i zarazem zimno… tak pragnął ostatnimi siłami wydać pierwszy i ostatni cios, do którego się przymierzał, lecz jego ciało odmówiło posłuszeństwa, miecz wypadł z dłoni spadając na ziemię czuł jak jego życie ulatuje i dokoła widział już tylko ciemność. Ostatnimi słowami, jakie usłyszał były słowa: - Aaaaa śmierć to nie koniec twej tułaczki… Devolian ocknął się sam chyba nie wiedział, co się stało, nagle dotarło do niego ze coś jest nie tak… spojrzał na swe ciało, było całe sine, w niektórych miejscach wręcz się rozkładało. Spojrzał na swe dłonie, w niektórych miejscach widać było białe kości. Odczuwał ogromny chłód trawiący jego ciało. Nie czół niczego, prócz chłodu jego ciała jak i duszy. Wtedy zrozumiał, co się tak naprawde stało. Podszedł do ów krypty, przy której całe wydarzenie miało miejsce była nadal otwarta. Nagle odczuwał obecność kogoś jeszcze spojrzał się za siebie a tam postać upiora, która odebrała mu życie. Devolian zapytał się: - Eeeeeeee co się ze mną stało… ??? - Aaaaaaa jesteś teraz jednym z nas… przyzwyczaj się do swej nowej natury, ponieważ pozostaniesz nią już po wsze czasy… Aaahahahaha - A co z mymi towarzyszami?? - Wszyscy pomarli tylko nielicznych udało się wskrzesić w nasze szeregi. - A gdzie oni są nie widzę ich nigdzie!! - Są na polowaniu, polowaniu na ludzi haha Devoliana nie wzruszyło żadne jego słowo odczuwał pustkę… nie czuł nic prócz chęci mordowania. Upiór, zatem rzekł: - Idź, idź odszukaj swych zmarłych przyjaciół i pokaż ludzkiej razie prawdziwe piekło na Ziemi!! Hahahaha Devolian wychodząc z krypty natknął się na ogromna sadzawkę spojrzał na siebie… jego ciało rozkładało się, gdzie niegdzie widać było białe kości, jego skóra była ciemno niebieskawa, zaś oczy połyskiwały na niebiesko i na żółto, na głowie miał pasmo ciemnych włosów pnące się w górę na samym środku głowy. Cała sylwetka zgarbiona, chodząca powoli. Spojrzał jeszcze raz siebie i rzekł: - Jeśśśśść !!! |
|
Post #2
20 Mar 2006, 23:06
Jak widać to powstało małe rozwinięcie mojego opisu 😊 😊 Pozdrowionka
|
|
Post #3
21 Mar 2006, 21:26
Długie ale dobrze się czyta 😉
Co moge powiedzieć jeszcze Jeśśśśćććć 😀 |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |