|
Post #1
21 Mar 2006, 16:05
Imię : Elvidien
Rasa: Elf Wiek : około 16 wiosen Waga : 2 małych tygrysów i jednej pantery Klasa: Kapłanka Opis: Jest średniego wzrostu, niewiem czy można Włosy splątanew warkocz, skóra jak u Elfa, dosyc ładna, widac ze dba o siebie. Stąpa po Ziemi dużym, odważnym krokiem. Historia Elf, hmm trochę tchórzliwy Elf. Dlatego nigdy nie atakuje sama nikogo. Inne Elfy hańbią Ją za to. Chciała się zmienić... Próbowała..... Nic nie wychodziło, ani porady starszych Elfów, którzy wiele w życiu przeszli.... Ani porady rodziców... Lecz przyjaciel Elvidien, bo tak właśnie ma na imię ten tchórz powiedział, że jedynym sposobem, aby "wyleczyć" Ją z tchórzostwa, to przedostać się SAMEMU do Astarri. Powiedział, że to nie jest trudne zadanie, lecz dla Elvidien wystarczająco trudne. Będzie musiała zapracować na wyżywienie po drodze, a także będzie musiała przeżyć, gdyż dla takiego tchórza to nei lada wyzwanie. Więc zabrała się za przygotowania.... Ćwiczyła wszystko, od walki wręcz, do walki na dystans. Minęły 2 tygodnie, gdy dokładnie o północy Elvidien wyruszyła. Wędrując uslyszal krzyk wolającego Elfa o pomoc , Elvidien, ukryla sie w pobliskich zaroślach. Zauważyl nadbiegającą postac wycienczoną i poranioną od ciosów goniącego ją raptora. Elf potknął sie i upadl przed nim , bohaterka przestraszyla się, skulila sie jeszcze bardziej. Elf zauważyl obecność bohaterki w zaroślach , wyciągnął ręke (łape) w jej stronę mówiąc aby mu pomógl. Coś nagle przełamało strach bohaterki i ruszył z werwa na raptora niczym głaz spadający z wysoka i kilkoma ciosami powalila go na ziemie.To był pierwszy zabity raptor, pierwsza zabita bestia w całym jej życiu. Gdy było już po wszystkim, Elvidien rozpliła ogień , i zaczęła opatrywać rany Elfa. Elf zaczął dziekować mu za uratowanie życia. Nawiązała się pomiędzy nimi długa rozmowa. Okazało się, że poraniony Elf zajmuje się Kapłaństwem. W podziękowaniu Elvidien, chciał Ją nauczyć czegoś, bez czego żaden Kapłan nie byłby Kapłanem.... Chciał Ją nauczyć jeszcze lepszego opatrywania ran, uleczania z najgorszych chorob... Tydzień minął.... Ostateczna próba... Uda się... Czy sie nie uda.... Elvidien podeszła do pantery... Małej pantery, aby nic Jej nie zrobiła... Podchodziła powoli... jak do małego dziecka by sie nie przestraszyło... Udało się!! Zabiła bestieę i po tym zdołała sie uleczyc.. Poranek... Słońce wstało, więc Elvidien również wstała i ruszyła dalej... Po drodze oczywiście napotykała różne bestie, lecz wolała je omijać... Jest... Widać miasto... To Astarri... Udało Jej się..? Jednak nie... To tylko złudzenie, które po tak długiej wędrówce, może Jej towrzyszyć. Dostała się do jaskini.. Wielkiej... Pomyślała o przenocowaniu, ale jak to Elvidien bała się samej zostać... No cóz, to było jedyne możliwe rozwiązanie... Musiała, iż był wycieńczony... Zapadła noc... Elvidien mogła zasnąć... W nocy słyszała jakieś, hmmm głosy? pojękiwania? Nie wiadomo jak to nazwać... Musiała.. musiała zobaczyć co to... więc wstała. Podchodziła powoli do ciemnego zakamarka, z którego te jęki pochodziły... Ujrzała tam wielki głaz... Cięzki głaz... Próbowała go przesunąć.. Nic.. Nie drgnął ani łokcia... Rozglądała się w koło głazu... Nagle!.. zobaczyła dźwignie... Pociągnęła za nią... Głaz zaczął się przesuwać.. Sam... Gdy głaz całkowicie się odsunął, Elvidien weszła do środka.... Ujrzała coś wielkiego... Stało ono na środku pomieszczenia... Spojrzała w ten dziw magiczny. Na początku nic nei widziała oprócz własnego odbicia... Lecz po chwili ujrzała jakieś miasto... raczej malutką miejscowość... Była tabliczka z napisem Astranar... Nagle... Ten dziw magiczny zaczął wydawać znów jakies dziwne jęki... W tym czymś było widać, coś dziwnego... Elvidien chciał dotknąć tego... I nagle zasnął... W swoim śnie widział tylko to miasto.. Obudziła się... ale... to nie było koło lustra... lecz, w mieście, małym mieście... Ujrzał tam tą tabliczkę, którą widział w tej rzeczy... Pisało na niej Astranar... Zapytała pierwszego, leprzego Elfa o to, gdzie się znajduję... Elf powiedział Astranar... Zapytała także jak mogła tu się znaleźć... Elf opowiedział o wielkiej magii, ktora utknęła w tym czymś... nie wiedzieli jak to nazwać.... Powiedział także, że wszyscy Elfi, którzy właśnie znajdują sie w tym mieście, przeszli przez to coś... I znaleźli się tutaj... Nazwali je Mroczne Wrota, Mroczne, ponieważ komnata w której to coś się znajdowało... Była mroczna.. A także powiedział jej że nie wiadomo, jak wyjść z tego świata... Tak zaczęła się wedrówka Elvidien w świecie Mrocznych Wrót... |
|
Post #2
21 Mar 2006, 16:12
sam pomysl sposobu dostania sie do tego świata ciekawy, ale opisany bardzo chaotycznie...
i takie male niedociagniecia typu... lustro... ktory ork wie co to lustro? dobra koniec, bo bedzie ze sie czepiam 😛 |
|
Post #3
21 Mar 2006, 16:14
Mi się podobało....Fakt są niektóre niedociągnięcia, ale ogólnie git..
---------------- Pozdrawiam 😀 |
|
Post #4
21 Mar 2006, 16:15
Dzieki poprawie to z lustrem ale... jak to nazwac 😛
|
|
Post #5
21 Mar 2006, 16:30
Miodzio 😛 tylko to lustro 😀
|
|
Post #6
21 Mar 2006, 16:31
hmmm w porzadku.
Podoba mi się imię 😀 |
|
Post #7
21 Mar 2006, 17:12
Całkiem , całkiem .
Widac pomysl , ale mniej już wysiłku. Kilka niedociągniec, ale mi sie podoba . Moglbym zwrocic uwage jeszcze tylko na chaotyczność, przeczytaj jeszcze raz i zmien budowe zdan, niektorych wyrazow. Mysle ,ze ulatwi to znacznie odbior tej pracy. |
|
Post #8
21 Mar 2006, 17:57
nie wiem jakies to takie hmmm , probowales cos zrobic i chyba nie do konca ci wyszlo , te urywane zdania hmmm wiem o co chodzilo ale nie bardzo pasuje, gubisz sie troche w tym co sie dzieje
|
|
Post #9
21 Mar 2006, 17:58
To moj styl pisania nowy 😛
|
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |