|
Post #1
21 Mar 2006, 16:31
<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>
KRONIKA LEGIONU ZAGŁADY <><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><> ![]() <><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><> Otóż ja Gerethor zwany "Śniącym" a więc przez wszystkich orków jako Kru'Shak rozpoznawany. Jednogłośnie przez rade Legionu wybrany aby dzieje nasze przeszłe opisać. Jako, że w kuźni i na wojaczce życie całe swe spędziłem w pisaniu biegłości nie posiadłem. Tak więc aby dzieje nasze należycie opisać posłużę się goblinem schtywanym w niewolę podczas jednej z wypraw, który na papier przeleje to co mu do ucha wyszeptam. W księdze tej opisane będą wszystkie wydarzenia które znacząco wypłynęły na Legion, lub też takowe które dzieje świata odmieniły za sprawą Legionu. Czytajcie więc i głoście chwałę i męstwo rycerzy Legionu Zagłady! <><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><> Historia Gildii: Siła Hordy od wieków rodziła się z wojowniczej potęgi orków. Siła fizyczna i bezwzględny i okrutny charakter... to znacznie odróżniało ich od ludzi. To jednak co sprawiało, że orkowie nieśli zniszczenie gdziekolwiek się nie pojawili bez względu na siłę z jaką opierali się atakowani to absolutny brak strachu. Nic nie przedstawia bardziej przerażającego widoku niż tabun orków wbiegający w amoku do wioski i szlachtujący każda żywą istotę by pożywić sie jej mięsem. Mordować i palić, to ich żywioł. Pewien ludzki mędrzec powiedział, że jedyną możliwością aby pokonać oddział orków to wziąc ich podstępem. Orki bowiem nie znały słowa taktyka. Orki zreszta w ogole nie znały się na słowach. Znały się na toporach, to zazwyczaj wystarczało... Znalazło się jednak wśród ludzi i ich sprzymierzeńców kilku wodzów, którzy potrafili urządzić zasadzkę tak zmyślną, iż nawet przeważające liczebnie siły orków ginęły w niej jak muchy rozgniecione taureńskim kopytem. Orkowie ponosili ogromne straty i mimo iż Horda nigdy nie była tak liczna, to fakt ten wywoływał coraz większa nerwowość u orkowej starszyzny. Aż pewnego dnia kiedy do Thralla przybył posłaniec donosząc o kolejnym starciu w którym ponad cztery tysiące orków poniosło klęskę w elfickim lesie, Wódz posłuchał wreszcie jednego ze swych doradzców. Doradzcą tym był pewien półork. Jeden z wielu narodzonych w wyniku gwałtów których dokonywali orkowie na kobietach z grabionych wiosek. Półork imieniem Ther'kuz od wielu lat próbował wymóc na swym wodzu aby ten wprowadził dyscyplinę w swoje oddziały. Tym razem Thrall miał już dość i rozkazał powierzyć Ther'kuzowi uformowanie doborowego oddziału. Ther'koz był nadzwyczaj okrutny i bezwzględny, nawet jak na orka. Wysłał swoich posłańców którzy przetrząsneli wszystkie orkowe wioski i pojmali dziesięć tysięcy najsilniejszych orkowych dzieci aby poddać im morderczemu szkoleniu. Szkoleniu które miało wyłonic tych, którzy walczyć beęda na chwałę Hordy w Legionie Zagłady. *** 10 lat później kiedy ludzie już nauczyli się odpierać orkowe ataki i ich czujność została znacznie uśpiona miało okazać się jak diabelnie dobrą decyzję podjął Thrall. Z dziesięciu tysięcy ostało się w Legionie jedynie pięciuset orków... reszta zginęła nie wytrzymując morderczego szkolenia, bądź uśmiercona została za nieposłuszeństwo. Tak twardo orkowie uczeni byli by słuchać rozkazów, by walczyć w szyku i by miażdżyć z niespotykaną dotąd siłą. Dowodził nimi Ragher. Ogromny i majestatycznie postawny półork, którego na kontynuatora swojego dzieła wybrał Ther'kuz. Ragher zwany był także przez orków "dwie twarze". Kiedy przygotowywali się do bitwy był spokojny i opanowany, beznamiętnie wydawał rozkazy. Kiedy jednak ruszali w bój, żaden z orków w oddziale nie dorównywał mu furią zjaką odcinał swoim dwuręcznym toporem ludzkie głowy. Lekceważące podejście ludzie szybko przypłacili utratą Kel-Marad ogromnego miasta zbudowanego na dawnych orkowych ziemiach... Pewnego bowiem słonecznego poranka widząc kilkuset orków wysyłali jak to zwykle bywało kilkudziesięciu łuczników i oddział konny aby wciągnąć ich w zasadzkę. Srogo się jednak zawiedli kiedy zostali pokonani ich własną bronią. Oddział dostrzeżony przez strażnika okazał się przynentą, a zwabieni ludzie zasypani zostali gradem orkowych strzał kiedy tylko wyściubili nos za mury twierdzy. Legion Zagłady dążył od zwycięstwa do zwycięstwa... a okrucieśtwo i potęga jego doborowych oddziałów obrastała w legendę. Przez wiele lat Legioniści nie napotkali oporu którego nie byliby w stanie przełamać, a ich szeregi uszczupliły się jedynie o czternastu wojowników. Legenda niezniszczalności wciąż dojrzewała lecz lata płynęły... *** Prolog *** Nastał wieczór. Ogrimmar zanurzony był w półmroku, oświetlony jedynie płomieniami buchającymi z ognisk i pochodniami trzymanymi przez strażników odgradzających schody tronowej sali od chmary orków zebranych na głównym placu. Nie byli tojednak zwykli orkowie, uzbrojeni po zeby wojownicy pochodzili z różnych plemion. Każdy z nich jednak przyodziany był w płaszcz z wyszystym krwawym znakiem. Na placu tłoczyli się wojownicy Leionu Zagłady - najbardziej doborowej jednostki Hordy wsławionej w dziesiątkach bitew. Dziś jednak panował wśród nich niepokój... niepokój oczekiwania. Nerwowe pokrzykiwania i drobne przepychanki normalne były dla orkowych zgromadzeń, tu jednak dało się wyczuć, że napięcie narasta z każdą chwilą. Orki niecierpliwie zerkały na zaryglowane wciąż drzwi pałacu. W końcu ukazał się! Jednak nie na schodach jak wszyscy go wyczekiwali, lecz na tarasie wieży górującej nad placem... orkowie umilkli... Thrall stał dumnie na tarasie w ceremonialnym pancerzu... uniósł zaciśniętą pięść okutą w żelazną rękawicę .. a potem uderzył nią w swój napierśnik. Tłum ryknął w entuzjastycznych spazmach a każdy ork powtarzał gest wodza wywołując niesamowitą wrzawę. Gdy wrzawa ucichła wódz przemówił: - Rozkazałem Wam przybyć na plac Ogrimmar aby obwieścić wam nowinę. Nowy czas nadchodzi dla Legionu! Oto bowiem nowe przywództwo Wam przynoszę! Abyście z niespotykaną dotąd wściekłością i siłą zmiażdżyli nędzne armie Przymierza! Tłum okrów znów oszalał, a plac Ogrimmar przepełniły bojowe okrzyki i rytmiczne uderzenia w bębny. Za plecami Thralla pojawiła się zakapturzona sylwetka. - Cisza! - Rozkazał Thrall, a po chwili szybkim ruchem wypuścił z ręki podręczny topór, który przefrunął kilkadziesiąt metrów by rozpołowić czaszkę orka który nie posłuchał rozkazu. Legion umilkł momentalnie. - Jak wiadomo wam, Ragher "dwie twarze" stracił w ostatniej bitwie oko i nie może już przewodzic Legionowi Na placu podniosły sie pomruki niezadowolenia. Orkowie jak nikomu ufali Ragherowi i nie jeden raz szli za nim w bój śmiertelny. - Nowe przywództwo wam przynosze - powtórzył Thrall - a każdy kto ośmieli się sprzeciwić poćwiartowany zostanie a głowa jego na pal nabita zdobić będzie moją komnatę! - grzmiał. Thrall skinął na zakapturzoną postać a ta podeszła i stanęła obok niego. Powoli podniosła głowę i odsłoniła kaptur... oczom orków ukazała się śniada orkowa morda zwieńczona końską kitą. Zza pleców Thralla wylonilo się jeszce dwóch orków, którzy podeszli do postaci, kłoniąc się wcześniej wodzowi. Pierwszy z nich był wyraźniej postawniejszy a na jego plecach zatknięty był ogromny dwusieczny topór, którego ostrze górowało nad jego głową. Był to Azagh, prawa ręka byłgo wodza Legionu jeden z najdzielniejszych wojowników jakich wydała na świat Horda. - Jam jest Azagh, przyjmij panie tą oto zbroję na znak przywództwa - powiedział wręczając mu wspaniałą kolczugę. Drugi wyraźnie niższy, lecz nie mniej majestatyczny. Z jego oczu biła wyraźna energia a dłonie delikatne miał jak na orka nadzwyczaj. - Zwą mnie Abakhus Panie. Pierwszym szamanem Legionu mnie Ragher zawżdy uczynił. Przyjmij ten amulet na znak przywództwa. Postać przyodziała amulet i momentalnie jakby zyskała majestatu i większy blask uderzył z jej oczu. - Niech i tak będzie, służcie mi radą bracia a wspólnie zniszczymy słabe rasy... ZA HORDĘ! - krzyknął unosząc zaciśniętą pięść w stronę tłumu - A IMIĘ JEGO - KRU'SHAK - wykrzyknął Thrall, lecz tego już nikt nie usłyszał, gdyż cały Ogrimmar pogrążył się w spazmatycznych wrzaskach i wojennych okrzykach... *** Kru'Shak siedział na ogromnym krześle przykrytym wilczym futrem a przed nim stało dwóch jego doradców. Trwała żywiołowa dyskusja. - Zwiadowcy nasi donieśli iż ludzie koncentrują siły w mieście Stormwind. Najwyraźniej szykują się do wyruszenia na wojnę - kontynuował składnie raportu Azagh - Bogowie zesłali mi zeszłej nocy wizje! Elfy również zbierają siły! Widziałem wiele spiczastych uszu i grad strzał! - dodał poddenerwowany Abakhus - Hmm - zadumał się Kru'Shak, lecz po chwili w jego oku błysnęła iskra - W takim razie i my sięgniemy po siły całego zła jakie drzemie w tym świecie! Sprowadźcie mi tu najzwiniejszych i najszybszych orków! Niech poślą wici do Thunder Bluffu i UnderCity. Niech mroczne siły natury ujarzmione przez taurenów i czarna magia we władaniu nieumarłych sprawi że nikt i nic nie będzie nas w stanie powstrzymać przed ostatecznym zwycięstwem! Wykonać! *** Kru'Shak wyłonił się z drzwi jednej z wież i wolnym krokiem wyszedł na obronny mur otaczający stolicę... jak okiem sięgał poza murami roztaczały się obozowiska... dziesiątki tysięcy toporów, mieczy i łuków skupionych w jednym miejscu... - Junata, taureńska Acrydruidka przybyła już Panie - szepnął przez ramię Azagh - Dobrze... a gdzie Ci cholerni truposze? - spytał podekscytowany i zniecierpliiony Kru'Shak - wysłałem przecież wici do samego Skorpiona, potężnego czarnoksięznika... ma przybyc wraz z armią demonów... - Już wyczuwam złe moce... - nie zdążył dokończyć zdania Abakhus gdyż horyzont pociemniał i wkrótce fala cienia ogarnęła cały Durotar i zawisła złowrogo nad Ogrimmarem - Nareszcie - odetchnął Kru'Shak - Jutro... Jutro czas zagłady... <><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><> |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |