|
Post #1
22 Mar 2006, 18:41
-Dagon, spójrz co znalazłem!
-Czasami wolałbym nie patrzeć na twoje znaleziska - rzekł człowiek ubrany w czarną szatę. Kaptur zarzucony na głowę, spod którego zionął chłód, świadczyły o tym, ze starzec ten nie chce ujawniać swojego prawdziwego wyglądu. Grupa, z którą pracował nad przyczynami rozprzestrzeniania się pewnej dziwnej choroby, nękającej ludzi na terenach blisko dawnego Loarderonu, nie wiedziała o nim praktycznie nic. Nie wiedzieli skąd pochodził, dlaczego jest tak ceniony przez najwyższych kapłanów w Stormwind, ani dlaczego został przydzielony do ich drużyny. Był to dla nich zwykły starzec, który poruszając się bardzo flegmatycznie, starał się dotrzymać im kroku w marszu. Przez niego musieli często się zatrzymywać, co denerwowało przywódcę grupy - Aruda. "Przez ciebie kiedyś zginiemy" - mawiał. Lecz nie mógł nic na to poradzić - Dagon został do nich przydzielony przez arcybiskupa Stormwind, z wyjaśnieniem, że "jest on niezbędny w badaniach". -Więc, co my tu mamy?? - spytał Dagon. -Jakaś dziwna, zielona substancja pokrywa kawałek ściany, u dołu tej chaty - odpowiedział Ergon, łowca. -Dziękuję, teraz zostawcie mnie samego, muszę to sprawdzić. -Dlaczego ciągle się nas pozbywasz, w końcu my też od czegoś tu jesteśmy, prawda!? - krzyknął porywczy Melkor. Dagon nie odpowiedział. Drużyna usłyszała tylko pomruk, który zawsze mroził im krew w żyłach. Nie sprzeciwiali się dalej, postanowili poczekać w karczmie nieopodal. Tego wieczora w karczmie było wielu ludzi. Wchodząc, grupka składająca się z Aruda, Melkora i Ergona wywołała poruszenie. Dawno nikt nowy w wiosce się nie pojawił. I nic dziwnego. Ludzie umierali tu z dnia na dzień. Było to powodem epidemii jakiejś nieznanej choroby. Ciekawsza sprawa, że zwłoki ludzi znikały w nocy. Jednak stali bywalcy tawerny się tym nie przejmowali, nie zważali na chorobę. Trzej towarzysze zasiedli do stołu obserwowani, ale po jakimś czasie wszystko wróciło do normy. -Denerwuje mnie ten staruch! Ciągle tylko nami dyryguje. Myśli, że skoro ma poparcie kapłanów, to może robić wszystko co mu się tylko podoba! - mówił głośno Melkor -Mnie ciekawi, co on takiego zrobił, że kapłani tak go cenią - odparł Arud. -A mnie bardziej interesuje, dlaczego skrywa swoją osobę. No i ten pomruk...To nie może być normalne - rzekł Ergon -Tak. Jak to słyszę, to od razu odechciewa mi się żyć...Może on jest nieum... -Hahaha, niemożliwe. Przecież plaga została zmieciona kilka lat temu - przerwał Melkorowi Arud - i od tamtego czasu nikt nie spotkał truposzy. Skąd ci to w ogóle do głowy przyszło? -Mówisz tak, bo jesteś jeszcze młody i nie walczyłeś z tym ścierwem. Mówię wam, wcześniej tak bardzo na mnie oddziaływała tylko bliskość truposzy. A ten pomruk tak właśnie na mnie działa: odbiera mi chęć do życia... Nagle do tawerny wpadł Dagon. -Musimy jak najszybciej opuścić tą wioskę - powiedział swoim niskim, mrocznym głosem -Nie tak prędko. Czemu tak nagle mamy stąd wyruszyć!? Nie wiesz, że Arud jest kapitanem i to on o tym zadecyduje!? - krzyknął Melkor, zwracając ponownie uwagę ludzi na drużynę - poza tym mamy do pogadania! -Nie mamy na to czasu... -Nie ty to osądzisz! Ja poddaje się tylko pod rozkaz Aruda! - krzyczał Melkor. -Zawsze powtarzałem, że twoja ignorancja sprowadzi na ciebie nieszczęście - spokojnie odparł Dagon i wyciągnął rękę w jego kierunku. Coś potężnie odrzuciło go na ścianę. Wtedy zrozumieli, że nie jest zwykłym starcem. Był magiem. Melkor spokorniał: -Nie wiedziałem, że ty... -Tak. Ale później wam wszystko wyjaśnię...o ile będzie ku temu jeszcze okazja...A teraz idziemy, nie ma czasu do stracenia. Wyszli z karczmy, zostawiając zdumionych ludzi w środku. -Musimy stąd uciekać tak szybko, jak tylko to możliwe! - rzekł Dagon do towarzyszy, którzy teraz nie mogli dotrzymać jemu kroku. Jakby nabył nowych sił... -Ale co takiego się dzieje? Możesz nam wreszcie powiedzieć? - spytał Arud -Nie wiem czy to rozsądne w tej chwili. -Wal śmiało, dzisiaj już nas nic nie zaskoczy. -Słuchajcie więc... - rzekł Dagon, gdy skręcali w boczną uliczkę - wcześniej nie byłem tego całkowicie pewien, ale teraz... Przerwał. Wszyscy nagle stanęli jak osłupiali. Z ciemności wyłoniły się dwie pary przerażających oczu, a ciszę przerwał niski pomruk. Na twarzy Melkora malował się strach, przypomniał sobie koszmar, który nie chciał go opuścić i nawiedzał każdej nocy... -To nie może być prawda!!...Nie!!...NIE!! Jednak tym razem to nie był sen...W świetle księżyca dało sie dostrzec dwie upiorne sylwetki... -Ghule! - głos Dagona przybrał inną barwę - myślałem, że mamy jeszcze szanse na opuszczenie tej wioski niezauważeni przez nich! -Jest ich więcej? - spytał przerażony Ergon. -Niestety tak. Powietrze stało się gorące: dwa ogniste pociski trafiły nieumarłych. -Chciałem jak najszybciej dotrzeć z tą wiadomością do Stormwind, wtedy może udałoby się powstrzymać tworzenie armii... -Armi?!?! - przerwał Melkor. -Tak. Tworzy się nowa potęga nieumarłych, nie wiem jeszcze pod czyją wodzą. Ale ta dziwna choroba to nic innego jak "werbunek" do tego wojska. Tego się właśnie obawiałem. -Skąd o tym wszystkim wiesz? -Nie znacie mnie dobrze. Swój swojego pozna, jak mawiają - zdjął kaptur. Trzej towarzysze odskoczyli przestraszeni. Na tle nocnego nieba zobaczyli coś niezwykłego i przerażającego zarazem. Twarz starca z jednej strony przypominała martwą...była martwa. -Jestem pół-człowiekiem, pół-trupem... Tylko dzięki kapłanom nie umarłem podczas pochodu Płonącego Legionu. Ale nie zdołali przywrócić mnie całkowicie do życia...Zostałem skazany na egzystencję w pół-martwym ciele... Teraz wysłano mnie z misja zbadania, co się dzieje na tych terenach. Kapłani i ja domyślaliśmy się co to za choroba tutaj panuje, lecz chcieliśmy się upewnić... Nie sądziliśmy, że jest to tak daleko posunięte do przodu... Dzisiaj kiedy badałem tą wydzielinę na ścianie, zrozumiałem z czym mamy do czynienia... Poznałem niejako plany nowej nieumarłej armii... Wtedy to wpadłem do karczmy, żeby was stąd wyprowadzić, ale na to, jak widzę, jest juz za późno...Zawiodłem... Lecz przyjaciele, nie możemy usiąść i czekać na śmierć - rzekł podniesionym głosem, zakładając z powrotem kaptur na głowę -Trzymajcie się razem, wyślemy te bestie tam, gdzie ich miejsce... -Jesteśmy z tobą - rzekli zgodnie towarzysze. Ergon rzucił się biegiem do głównej drogi, a za nim starała się trzymać reszta drużyny. Lecz szybki łowca zniknął im z oczu. Dagon wiedział, że stracą dzisiaj życie...nie chciał tylko zostać nieumarłym, a wiedział też, że truposze potrzebują nowych sił. Poznał tą ścieżkę, ale na nią nie wkroczył...nie chciał...a teraz może zostać nią wepchnięty siłą... Ta myśl wzmagała w nim agresję...chciał zabijać. Gdy reszta drużyny dobiegła do głównej drogi, zastała zwłoki Ergona bezczeszczone przez ghule. To jeszcze wzmogło w nich chęć walki. Zanim stwory zdążyły podnieść łby, stanęły w ogniu. Dagon ruszył naprzód podpalając wszystkie chaty dookoła. Wiedział, że nie ma już tam ludzi... Rzeczywiście, z domów wypełzały trupy, które zaatakowały z furią. Jednak towarzysze zdołali odeprzeć uderzenie. -Może jednak myliłeś się co do potęgi tej "nowej plagi" - rzekł Melkor -Nie. Ci tutaj mają za zadanie tylko nas zatrzymać przez pewien czas. Większa potęga się zbliża...czuję to... Nagle reszta nieumarłych pierzchła w popłochu. -Nędzne monstra... - rzucił z pogardą Arud. Zapanowała cisza, którą przerywały tylko trzaski palonych chat. Dagon podniósł oczy ku niebu. Zamknął oczy. Nasłuchiwał czegoś... Nagle odwrócił się i rzucił kulą ognia w ciemność opiewającą drogę na wschód. Arud i Melkor nie mogli uwierzyć własnym oczom. - A więc tak to się kończy - rzekł Arud. - Za rasę ludzką!! - krzynkął Melkor i rzucił się z uniesionym mieczem na oświetlony przez Dagona legion. Za nim pobiegł Arud... Stary mag widział jak umierali. "Oby spoczywali w pokoju". Teraz został sam...Uniósł ręce...nie zamierzał się poddać...Rzucił czar... *** -Jest już gotów?? -Tak. Nie jest tak potężny jak za życia. Źle przeszedł przemianę i wiele zapomniał. Ale szybko to nadrobi. -Dobrze. Dostarczcie wiadomość, że mamy dla nich "świeże mięso". Niech im Daboth dobrze służy. ----------------------------------------------------------------------------------------------- Troche krytyki nie zaszkodzi...Jakbyscie byli tacy mili i skomentowali co nieco??😀 |
|
Post #2
22 Mar 2006, 19:19
Mi sie podoba. 😊
|
|
Post #3
22 Mar 2006, 19:33
No no no, fajnie 😀
|
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |