📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Przebudzenie w lesie - historia postaci
« Wróć do forum  •  2 post(ów) w temacie
Post #1 23 Mar 2006, 12:01
W leśnej dziczy, kiedy słońce jest już wysoko na niebie, budzę się ze snu. Podnoszę się i siadam. Jedyne co czuję to ból głowy. W myślach tłoczą się jak opętane, nurtujące pytania:
- Co się stało, gdzie ja jestem, co ja tutaj robię? .... Kim ja jestem?!

Będąc kompletnie oszołomionym, nie wiem naprawdę co się stało, co się wydarzyło, i najgorsze: nie wiem kim naprawdę jestem!

Po dłuższej chwili, po okresie bezsensownych prób poszukiwania odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, zaczynam rozglądać się po okolicy. Znajduję się na skraju łąki, obok wygasłego ogniska, tuż przy lesie, który na pierwszy rzut oka wydaje się być ogromnym. Widzę przepięknie zieloną łąkę, przecinającą ją rzekę, dzieląc ja prawie na pół, dalej na horyzoncie widać kolejny las. Odwracam się w kierunku lasu, na skraju którego się znajduję. Wygląda tajemniczo, ale jakiś wewnętrzny głos podpowiada mi, że znam go, znam to miejsce, byłem tutaj nie raz. Niestety to wydaje się być jedynym, co mogę w tej chwili sobie uświadomić.

Podnoszę się, spoglądam na siebie, wydaję się być potężną istota, widzę racice, umięśnione nogi, skromne, skórzane ubranie, spięte solidnym pasem, umięśnione ramiona. Dotykam skóry, pokryta jest miękką, krótką sierścią. Podnoszę duże dłonie, dotykam karku, wyczuwam spadające nań długie włosy, a może to sierść? Nie, to włosy, koloru kasztanowego opadające mi na ramiona. Przesuwam dłonie na głowę, wyczuwam coś dziwnego, coś jakby spowijające ją.

Żeby się przekonać co mnie tak zaintrygowało podchodzę do pobliskiej rzeki. Spoglądam w toń wody. Tak! Znam tę twarz! To ja! Lecz w tym samym momencie spostrzegam, to co mnie przed chwilą zaintrygowało. Widzę w odbiciu wody, bandaże oplatające moja czaszkę, pomiędzy dwoma, jakże groźnie wyglądającymi, ogromnymi rogami. Zadaję sobie w duchu pytanie:
- Skąd one się tam wzięły?
I zaraz potem nasuwa się następne:
- Czy coś mi się stało?
A raczej:
- Co mi się stało?!

Rozmyślając o tym, postanawiam ugasić budzące się we mnie pragnienie. Wypijam kilka łyków krystalicznej wody. Powoli wracam do miejsca mojego snu, zastawiając się co się wydarzyło, co doprowadziło mnie do tej sytuacji. Teraz myśli tłoczą się w mojej głowie jak opętane. Nawet nie potrafię ich poskładać do kupy, zbyt dużo na raz. Dochodzę do miejsca mojego przebudzenia. Nagle zaczynam się czuć strasznie zmęczony, tak jakby cały świat spadł na moje barki. Ogarnia mnie senność, o niczym innym nie myślę, Spać! Spać! Usnąć na wieki. Zasypiam.

Budzę się nagle w środku nocy. Przerażony. Chyba śniło mi się coś. W każdym bądź razie mam nadzieje, że to był sen. Niewiele z niego pamiętam, ale wiem że był przerażający. Tyle postaci, potworów, wojny, krwi. Wszystko pląta mi się w głowie. Już nawet nie wiem o czym był sen. Zaraz, zaraz. Była tam jakaś postać, tak, to byłem chyba ja. Były też inne postacie podobne do mnie, coś do mnie mówiły, ale co? Zwracały się do mnie, nazywając mnie jakimś imieniem. Tak! Pamiętam! To imię to Valen! Ale czy to jest moje prawdziwe imię, może to jakiś przydomek, może nie mówili do mnie. Sam już nic nie wiem, wszystko się plącze. Jakże ciężko to wszystko ogarnąć umysłem, to co mi się śniło, w jednej chwili już myślę, że się czegoś dowiem, a zaraz w następnej chwili już nic nie wiem. Przynajmniej mogę zakładać, że mam imię i wiem jak ono brzmi, o ile jest moje. Zawsze to jakiś początek. Jakieś światełko na końcu mrocznego tunelu, jakaś nadzieja na odgadniecie przeszłości, mojej przeszłości!

Siadam, rozmyślam. Przypominam sobie kolejne fragmenty snu, a może to nie był sen, tylko moja przeszłość. Nie będąc niczego pewnym, nawet swego imienia, spoglądam w niebo, nocne niebo pełne gwiazd. Czy mi się zdawało? Czy może jedna z jaśniejszych gwiazd, tuż nade mną, tak jakby migała? Czemu ogarnia mnie dziwne przeczucie? Tak jakby ta gwiazda miała ze mną coś wspólnego, a raczej, to ja miał coś z nią wspólnego. Ale, zaraz, co może znaczyć jedna gwiazda na ogromnym niebie, jedna mała gwiazdeczka? Może mieć na mnie jakiś wpływ?

Niespodziewanie przychodzą wspomnienia, fragmenty wspomnień. Wydaje mi się jakbym rozmawiał z dwoma osobami. Obie wyglądają podobnie. Jedna jeż troszeczkę niższa i nie ma rogów. Tak! To musi być kobieta, a ten typ obok niej? Kim oni są? Wydaje się mi jakby coś do mnie mówili, ale co? Co oni do mnie mówią? - nie mogę sobie przypomnieć. Pokazują na niebo, właśnie na tę gwiazdę na która przed chwilą patrzyłem, na którą znów spoglądam. Wiem już co mówią, przynajmniej jedno słowo rozumiem. Tak, brzmi ono 'Valen'. Zwą mnie chyba tym imieniem i zaraz zwracają głowę ku gwiazdom, ku tej małej ale jasnej, niebieskawemu światełku pośród milionów neonów nocy. Zatem to musi być moje imię. Valen. Tak, wydaje mi się, że się nie mylę, że wydarłem przynajmniej moje imię spośród fragmentów, strzępów nieistniejącej przeszłości. Ale cóż może mieć ze mną wspólnego ta gwiazda? Co w ogóle mają gwiazdy wspólnego z nami? Nasuwa mi się tylko jedna hipoteza. Otóż sądzę, że to jasne światełko na niebie może być moim przewodnikiem. Takie mam odczucia.

Zaraz, zaraz, ale kim byli te postacie? Dlaczego wydawało mi się, że spoglądają na mnie nieco z góry, tak jakbym był niższy od nich? Może to byli moi rodzice? Patrzyli na mnie takim troskliwym, opiekuńczym, niemal kochającym wzrokiem. Możliwe, że to byli moi rodzice, ale nie jestem już o tym tak bardzo przekonany jak o swoim imieniu. Dlaczego? Nie wiem. Nie mogę być już niczego pewien.

Po długich rozmyślaniach, na których zeszło mi się aż do świtu, spoglądam na las. Dlaczego ciągnie mnie do niego? Czyżbym lubił lasy? A może właśnie w nim czeka moje przeznaczenie? Sam już nie wiem. W każdym bądź razie siedzeniem tutaj niczego się nie dowiem. Postanawiam więc zaczekać do nocy i wyruszyć w wędrówkę w poszukiwaniu prawdy, prawdy o mnie, o tym kim jestem i co tutaj robię. W ogóle prawdy o świecie. Nie mając przeszłości, nie wiedząc jaka jest przyszłość, czując jedynie obecność mojej gwiazdeczki (muszę chyba ją jakoś sobie nazwać), stwierdzam że będę się kierował w kierunku który mi wskaże.

Ale z czym ja się wybieram w wędrówkę? Z pustymi rękoma, z pustą głową? Nie będąc niczego pewnym, nawet nie mając zaufania do siebie. Jedyne co mam to chęć poznania prawdy, prawdy o przeszłości, ale przede wszystkim prawdy o mnie! Z nadzieją w sercu wyruszam w świat, z nadzieją, bo przecież ona nic nie kosztuje!

Charakter
Kasztanowe, długie włosy, piwne oczy, dwa duże rogi o kremowym odcieniu. Lekko zaokrąglona twarz. Silnie zbudowany: potężne ramiona, mocne nogi, wydaję się być nie do pokonania. Lecz dobrze wiem, że to tylko złudzenie.
Jestem spokojnym, trochę leniwym, raczej powolnym Taurenem. Powolność wydaje się być jednak pozorem, jeśli trzeba potrafię być wystarczająco szybki. Czuję ogromną wieź do przyrody, tak jakbym był jej drobnym elementem. Odwaga, gniew i nienawiść także nie są mi obce, ale podchodzę do każdej żyjącej istoty z szacunkiem, nawet do potencjalnego wroga. Nigdy w końcu nie wiadomo, wróg może być mniej niebezpieczny niż przyjaciel.
Odczuwam silną więź do istot mnie podobnych, tak jakby oni byli najważniejsi. Wydaje mi się, że byłbym gotowy na ogromne poświecenia dla nich, nawet kosztem najwyższej ceny.
Czasem rozmyślanie nad trudnymi sprawami sprawia mi kłopot. Może to oznaka iż myślenie nie jest moją mocna stroną, choć osobiście uważam to raczej za powód trudności w koncentracji. Ciężko mi się jest czasem skupić.

CDN.
Post #2 06 Apr 2006, 16:16
Cóż, nie ma innego wyjścia, przecież nie będę siedział tutaj na zawsze, trzeba ruszyć w świat, poszukać przeznaczenia, poszukać prawdy, prawdy o mnie... a może odnajdzie się przy okazji sens życia?

Na przygotowania zeszło kilka dni, zgromadziłem zapasy wody, pozbierałem trochę ziół. Tak, pamięci nie ma, ale tak dokładnie wiem co mam zrobić, wiem które kwiaty, rośliny mogą się przydać. Człowiek jednak nie zapomina, nawet amnezja nie zabiera wiedzy, która posiadł. No ktoś mnie tego nauczył, a skoro pamiętam to być może to było moje zajęcie, być może. Fajnie by chyba było być lekarzem, robić miksturki z ziół, pomagać innym. Ale czy ja to robiłem, możliwe że i tak, gromadząc zapasy na podróż tak mi się wydawało.

Jednak gdy przyszło do poszukania jakiejś broni, zawsze lepiej mieć choćby kamień, lepszy on od gołych rąk...Wybrałem się do lasu, poszukać czegoś co może mi się przydać. Długo nie szukałem, potknąłem się o sporą gałąź, podniosłem ją, zważyłem w ręce, wydaję się być poręczna. Odłamałem boczne gałązki, no i miałem w dłoniach potężny kij, długi, dębowy, niepozorny, będzie dobrą laską do podpierania się w podróży.

Nie odwlekło się długo, stało się jeszcze tej nocy, zrozumiałem że może to być bardzo groźna broń, w wprawnych rękach. Zrozumiałem, że moje właśnie takie są. A jak do tego doszło? Już opowiadam!

Zaatakował mnie jakiś wilk, możliwe że chory, zwierzęta boja się ognia. W środku nocy zaatakował, może w poszukiwaniu pożywienia, nie wiem. Byłem zmęczony przygotowaniami, ale wyczułem go wystarczająco wcześnie. Instynkt mnie uratował. Gdy już prawie dorwał się do mojego gardła. Niewiele myśląc porwałem moją laskę, uderzyłem i zrozumiałem...

Zbyt dobrze mi poszło, instynktowne to było, ale czułem cała precyzję mojego ruchu, przez chwile nawet nie zwątpiłem, że nie poradzę sobie z napastnikiem.

Gdy już wilk leżał martwy koło mnie ogarnął mnie smutek. Zabiłem! Ale to nie było najgorsze. Najgorsze było to, że zdałem sobie sprawę, że to nie był pierwszy raz, zbyt perfekcyjnie to zrobiłem, nie czując litości, co prawda broniłem się, ale czy to usprawiedliwia?

Przez resztę nocy nie zmrużyłem oka, nie byłem w stanie usnąć. Myśli się kłębiły w głowie...

Rano, zrozumiałem znów coś. Wziąłem odłamek skały, trochę przypominający nóż. Mimo ubogiego narzędzia, nie miałem problemów z oprawieniem skóry nieszczęsnego zwierzęcia, nie miałem problemów także z zrobieniem zapasów z jego mięsa. A skóra, w moich rękach, kolejne instynktowne posunięcie. Przepasałem ją wokół swojego tułowia, związując na plecach. Zbroja, tak zbroja! Tylko po co mi ona? Dobrym ludziom zbroje są nie potrzebne...

Wszystko zaczynało stawać się jasne, mój świat nabierał choć trochę sensu... Odkrywałem siebie, nowonarodzonego, bo nie pamiętającego przeszłości. Wystraszonego tym co się wydarzyło wcześniej w moim życiu. Wstrząśniętego tym co się jeszcze może wydarzyć. Nie ma co za wiele rozmyślać jak człowiek boi się myśli, które mogą niepożądane nadejść.

Niewiele więc myśląc wyruszyłem po południu, z nadzieją... Nie, z obawą o przyszłość, z lękiem przed przeszłością... Wyruszyłem!

Wędrówki nie ma co opowiadać, nie wydarzyło się nic ciekawego, dopiero u jej kresu można zacząć znów opowiadać.

Ale o tym później...

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026