|
Post #1
23 Mar 2006, 12:53
Imię: Rindo
Rasa: człowiek Klasa: Paladyn Wzrost: 165 Włosy: czarne Oczy: niebiesko-zielone Właśnie spoglądasz na niewysokiego człowieka zajmującego się obróbka metalu. Cały był zaniedbany i brudny. Chodził w dość dziwnej pozycji a na domiar złego okropnie się garbił. Nie umiał sam o siebie zadbać. Nigdy w dotychczasowym życiu nie wyszło mu nic znaczącego. Od zawsze jest przezywany jako łamaga bądź krasnal. Nawet teraz w wieku 20 lat na niego wszyscy tak mówią. Z początku nie mógł wytrzymać tych wszystkich obelg jednak po pewnym okresie czasu zaczął się do nich przyzwyczajać. Czasem milo mu się zrobiło jak ktoś powiedział do niego po imieniu. Jednak to było rzadkością. Żył można powiedzieć na uboczu. Nie zadawał się z wielka ilością ludzi. Była to znikoma grupka znajomych. Jego cala rodzina wyprowadziła się z miasta wiec miał tylko ta niewielka grupkę. Tak próbował żyć. Pieniądze miał ze sprzedaży broni białej oraz różnego rodzaju tarcz i opancerzenia. Nie zawsze mu to jednak wychodziło. Często parę dni zajmowały mu same poprawki nawet nad samym mieczem. Nie był chwalonym przez ludzi. Praktycznie nikt nie mówił o nim w mieście. Chyba ze gdzieś tam żeby się pośmiać. Często również jego przyjaciele pomagali mu zdobywać pieniądze. Często przez cały dzień nie miał nic w ustach. W tym wypadku pił dużo płynów (deszczówki), bo na nic innego nie było go stać. Pił te płyny żeby, chociaż w części zaspokoić w jakiś sposób swój wewnętrzny głód. Mało spał gdyż nie mógł zmrużyć oka ze względu na to ze pilnował całego dorobku swojego życia, jakim była niewielka kuźnia oraz zbroje i broń zbudowana i przechowywana w niej. Jednak po pewnym okresie czasu nawet jego przyjaciele zaczęli śmiać się z niego. A wszystko przez to ze zaczął się zachowywać jak by mieszkał na jakiejś bezludnej wyspie sam. Wtedy zrobił cos, czego nikt się nie spodziewał. Postanowił wyruszyć w podroż i zacząć nowe życie. Chciał również pomóc innym ludziom w potrzebie. Po spakowaniu się w niewielki worek wszystkich rzeczy, które najbardziej mu się przydadzą oraz zbroje, tarcze i miecz, wyruszył w wielka podroż prosto przed siebie. Ostatni raz widziano go daleko na horyzoncie i wtedy ślad po nim zaginą. Pewnego dnia, gdy szedł lasem napotkał na swojej drodze bandziorów. Miał wielkie szczęście gdyż nieopodal szedł Paladyn. Pomógł on Rindowi w potrzebie. Po pokonaniu przeciwników Paladyn zauważył, że wokół Rinda wytworzyła się niewielka aura, ale zawsze aura. Paladyn spytał się czy może, Rindo nie chciałby brać nauk w Świątyni,, Ratibun ’’. Wahając się chwile Rindo zgodził się. Studiował nauki leczenia, poprawiał swoja figurę poprzez różne fizyczne działania. Bardzo dużo czasu spędzano na modleniu się. W Świątyni miał rywala Rio. We wszystkich wyzwaniach, tych dwóch uczniów rywalizował miedzy sobą. Rio był wrogo nastawiony do świata a przede wszystkim do Rinda. Za wszelka cenę chciał pogrążyć go. Na szczęście, Rindo, nigdy mu się to nie udawało. Pobyt w Świątyni zmienił mężczyznę zarówno wyglądu jak i również wewnętrznie, duchowo. Stał się człowiekiem otwartym do innych istot. Zaczął im ufać, cieszyć się razem z nimi. Często pomagał im w potrzebie. Miał nowe znajomości. Brakowało mu tego w swoim dawnym mieście. Teraz patrzył na otaczającą go krainę z innej perspektywy. Często się uśmiechał. Już prawie zapomniał jak osoba może cieszyć się życiem, każdą chwila spędzoną w gronie różnych istot. A w szczególności swoich przyjaciół, kolegów jak i również koleżanek. Chodził z podniesioną głową, nie chował już swojej twarzy. Przestał się garbić, stawiał kroki bardziej pewnie. Kobiety z czasem zaczęły uważać Rinda za jednego z najprzystojniejszych Paladynów. Po pewnym czasie jednak osiągnął swój cel. Stał się jednym z pełnoprawnych Paladynów. Nie trzymało go już nic w Ratibunie. Chciał powiększać swoje umiejętności i pomagać innym podróżnikom w potrzebie. Spakował swoje rzeczy, zabrał zbroje, miecz, tarcze, które zostały mu z jego starego miasta oraz wiedze zdobyta i poszedł pożegnać się ze znajomymi. Na końcu poszedł do Krajana Ingo jego nauczyciela. Był on Rivenem, mistrzem miecza. Nikt nie był od niego lepszy we władaniu bronią biała. Z nim Rindowi było się najgorzej pożegnać. Był bardzo do niego przywiązany. Po ostatniej modlitwie Krajan Ingo powiedział młodemu paladynowi, ze jest to dobra decyzja i aby moc była z nim. Żeby używał jej mądrze, i nie nadużywał jej jak przystało na prawdziwego Paladyna. Po tych słowach Rindo wyruszył przed siebie w stronę zachodzącego słońca. Po kilku tygodniach podróży dotarł on do niewielkiej osady. Słyszał o niej pewne historie. Ponoć Durbingshare była jedną z najszczęśliwszych miejsc w całym kraju. Rindo po ujrzeniu wioski i jej życia stwierdził ze to, co o niej mówiono było kłamstwem. Nie widział tam ani jednej osoby uśmiechniętej. Inna rzecz bardziej go zdziwiła. W całym miasteczku nie było ani jednego dziecka. To było bardzo dziwne gdyż zazwyczaj takich miejscach aż roi się od małych dziewczynek oraz chłopców. Poszedł on do pobliskiej karczmy napić się czegoś i popytać trochę. Po wypiciu kielicha mleka zapytał pierwszą napotkana osobę o stan miasteczka. Był to człowiek w podeszłym wieku. Dość biedny, więc Rindo dał mu trochę pieniędzy postawił kielich piwa. Staruszek powiedział, że wszystko zaczęło się pewnego pięknego ranka. Wszystkie dzieci zazwyczaj rana bawią się z rówieśnikami z innych domów. Nikt się niczego nie spodziewał. Cała akcja rozegrała się w kilka minut. Okazało się, że dzieci zostały porwane przez wilkołaki. Ludzie nie wiedzieli, w jakim celu. Rindo słuchał go uważnie. Dowiedział się również, że wilkołaki mieszkają w pobliskiej puszczy. Rindo przypomniał sobie przyrzeczenie, jakie składał, że będzie pomagał ludziom w potrzebie. Więc czym prędzej powiedział, że pomoże im. Ludność nie wierzyła, że jeden człowiek może pokonać całe stado składane się z tysięcy wilkołaków. Rindo poprosił ich tylko o to, żeby popilnowali jego rzeczy. Starzec wziął pod rękę jego worek i powiedział, że będzie go pilnował jak oka w głowie. Rindo zabrał tylko ze sobą najważniejsze rzeczy. Były to zbroja, miecz, tarcza oraz moc będącą w jego wnętrzu. Wyruszył prawie, że od razu. Dłuższy czas błąkał się po niekończącej się puszczy. Kilka godzin zajęło mu szukanie gniazda Wilkołaków. Okazało się, że jest to dziura wykopana w ziemi. Wyjął miecz dwuręczny zawieszony na jego plecach, i ostrożnie wszedł do mniemanej jaskini. Od razu zaczęło go gonić ponad sto Wilkołaków. On nie patrząc za siebie biegł do przodu. Prosto przed siebie. Nagle zauważył, że znalazł się w komnacie bez wyjścia. Jednak nadal był spokojny, jak go nauczył jego mistrz ze Świątyni Ratibun, wielki krajan Ingo. Mówił mu zawsze, że z nawet najgorszej sytuacji jest zawsze wyjście. Gdy tysiące Wilkołaków go okrążyło myślał, że będzie musiał walczyć z nimi wszystkimi. Pojawił się lekki uśmieszek na jego ustach. Jakby pragnął tego od zawsze. Zmierzyć się z całym stadem groźnych stworzeń. Jednak ku jego zdziwieniu stwory rozeszły się i podszedł do niego największy, najsilniejszy, masywny, z wielkimi zębiskami władca Wilkołaków Voltirius zwano go. Nie lękał się niczego, był prawie 2 razy większy od reszty stworów. Każdy, kto wypowiedział jego imię, ginął bez śladu. Rindo przeszedł do pozycji, jaką nauczył go Riven. Wilkołak dysponując szybkością zaatakował, Rinda. Paladyn został ranny w lewą nogę. Szybko się podniósł z ziemi i kontynuował walkę. Voltirius poraz kolejny użył swoich wielkich pazurów oraz zębisk. Tym razem Rindo został ranny w prawą nogę. Ledwo stojący mężczyzna zacisnął zęby i uśmiechnął się do Wilkołaka. On się bardzo zdziwił gdyż to zachowanie było mu bardzo obce. Zazwyczaj wszystkie jego ofiary albo próbowały uciekać bądź patrzył na mistrza bestii przerażonymi oczyma jak zadaje mu śmiertelny cios. Rindo nie był taki. On nigdy, przenigdy się nie poddawał. Nawet w najtrudniejszych momentach. Tak również zrobił tym razem. Gdy stworzenie zbliżało się do Paladyna on wykonał szybki ruch swoim mieczem. Jednym cięciem pod szyją powalił wielkiego mistrza. Podtrzymując się mieczem, aby nie upaść na ziemię wypowiedział zaklęcie uleczające. Reszta stada zaczęła uciekać w popłochu. Po paru minutach znalazł on dzieci uwięzione w podziemiach. Kilka wziął na ręce, kilkoro na barki, reszta szła o własnych siłach za nim. Gdy ludzie ujrzeli go wychodzącego z puszczy ruszyli biegiem w jego stronę. Płakali ze szczęścia. Całowali swoje dzieci po czołach, tulili do siebie. To był najpiękniejszy widok, jaki widział Rindo w całym swoim życiu. Nie stał za długo. Był bardzo spragniony. Nalał sobie kufel mleka i wypił jednym duszkiem. Ludność prosiła go żeby przyjął datki od nich. Lecz on nic nie chciał w zamian. Dla niego zapłatą było spojrzenie ludności miasteczka jak wraca z wyprawy ratunkowej. Poprosił tylko o jeszcze jeden kufel mleka. Oni, czym prędzej pobiegli po niego. Gdy już chcieli mu go dawać, jego już nie było. Tak wyruszył w dalsze podróż by pomagać innym istotom w potrzebie… |
|
Post #2
23 Mar 2006, 14:21
tekst nie czytelny....
bez akapitow... czyta sie smetnie. I czemu znow nastepna osoba wyrasta na super mistrza....ktory pomaga innym.... tak to widze... Poczatek ...jestes nieszczesliwy , tragedia , woda z deszczowki ( choc kuznie masz).... fik mik....i. radosc , sens zycia..... cuda na patyku ....jakby objawienie... czyta sie ciezko, jakbys skrobal na sile....... Postaraj sie o cos lepszego........ Wiem ze stac cie na lepsze.... Acha i bledy stylistyczne.....tragedia (podstawowka)...... 😊 Z szacunkiem Mortido |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |