📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Historia postaci Thain - Wojownik Krasnolud
« Wróć do forum  •  7 post(ów) w temacie
Post #1 23 Mar 2006, 17:46
Imie : Thain
Płeć : Mężczyzna
wiek : 43
waga : 67 kg
wzrost : 120 cm
Klasa : Wojownik
Rasa : Krasnolud

Historia postaci :

Thain stanął tyłem do wyglądającego znad horyzontu słońca. Na pieńku przed domem ustawił polano, naciągnął mocno rękawice i chwycił oparty o nogę malutki toporek. W pobliskim lesie rozległo się echo powtarzające trzaski rąbanego drewna. Thain zdjął z szerokich barków pomarańczowy płaszcz, przeszywany złotymi nićmi, po czym załadował go drobnymi kawałkami drewna i zwinął w tobołek. Stanął przed drzwiami wielkiego fortu, odgarnął włosy. Chwilę majstrował przy zamku drzwi.

- Niech to szlag ! Dlaczego te kluczyki są takie malutkie ! – burknął pod nosem.

Niezgrabna dłoń dopasowała w końcu klucz do małej dziurki w stalowych drzwiach. Thain szarpnął kołatkę, a stare żelazne drzwi zaskrzypiały w zawiasach. Wielką owłosioną łapą chwycił płaszcz i przekroczył próg fortu. Ściany domu pachniały drewnem i płynącą po nich żywicą. Mężczyzna wciągnął w nozdrza ten zapach, a jego ogromna klatka piersiowa powiększyła się tak, że niemal rozrywała szwy koszuli. Ruszył w kierunku schodów, stawiając przy tym nad wyraz duże kroki – jak na długość jego krasnoludzkich nóg. Zszedł do piwnicy, w której na kamiennej podłodze rozłożony był krwistoczerwony dywan. Pod ścianami ustawionych było kilka stołów, na każdym z nich przeróżne przyprawy, na półkach słoje miodu i butelki przedniego wina. Miedzy dwoma stołami wybudowano kamienny piec. Dzielny kucharz, w swym trudzie, doszedł do niego i z ulgą zrzucił ciężki tobołek. Wrzucił odrobinę siarki i kilka szczap drewna do wnęki pieca i przy pomocy hubki i krzesiwka próbował rozpalić ogień. Po chwili w jego niemalże czarnych oczach odbił się blask pierwszych płomyków ognia tańczących wesoło i skaczących między suchymi kawałkami drewna.

- HA ! – zakrzyknął i od razu stłumił zawołanie, spoglądając na sufit kuchni. – za drugim razem. Będzie dzisiaj dobry dzień.

Uśmiechnął się do siebie. Nikt jednak nie zauważyłby tego, gdyż cała jego twarz zarośnięta była gęstą, ciemną brodą z dwoma finezyjnie zakręconymi warkoczykami wiszącymi z każdego policzka. Podszedł do szafki, w której wisiała bielusieńka spódnica. Przebrał się w nią, a że nie była szyta na niego, tedy zakrywała całe nogi, stopy i jeszcze kawałek wlókł się za nim po ziemi. Podszedł do beczki z wodą i zanurzył w niej aż po same łokcie dwie potężnie umięśnione ręce. Starannie je wyszorował i wytarł w spódnicę.

- Hmm – zamruczał do siebie – to co my tu dzisiaj zrobimy ?

Otworzył malutką oprawioną w skórę książeczkę, która z powodzeniem mogłaby być przykryta jedną jego dłonią, a wysypało się z niej całe mnóstwo karteczek.

- No ładnie – wymamrotał po cichu starając się nie robić hałasu.

Pozbierał małe karteczki i nieskładnie wrzucił między okładki. Odłożył książkę na stolik.

- No to dzisiaj gotujemy z pamięci, nie ma czasu na sortowanie tego bałaganu.

Wyciągnął stojącą na półce miskę. Następnie otworzył pudełko i chwycił kilka leżących w nim jajek. Miał bardzo duże dłonie. Zgrabnym ruchem rozbił jaja o miskę, a ich płynna zawartość spłynęła po ściance do środka. Wyciągnął leżący pod stołem wielki skórzany worek z białym sproszkowanym zbożem i odmierzył wielką ręką dwie porcje. Rozejrzał się po kuchni w poszukiwaniu dzbana z mlekiem.

- No nie. Przecież prosiłem, nie tak wysoko – westchnął, ustawiając sobie stołek tuż pod wysoko zawieszoną półką. Musiał tak uczynić gdyż natura poskąpiła mu wzrostu i jako dorosły mąż niewiele przerastał ludzkiego dwunastolatka.

Zalał zawartość miski. Uklęknął na dywanie, a misę zacisnął między kolanami. W misce mieściła się tylko jedna ręka małego kucharza, co odrobinę utrudniało zagniatanie ciasta. Teraz każdy, kto uczył się zacnej medycznej nauki anatomią zwanej, mógłby zapoznać się z wyglądem i pracą każdego mięśnia, znajdującego się na rozrośniętych plecach tej ‘wielkiej’ małej istoty. Po zagnieceniu ciasta mistrz kuchni zgrabnym ruchem skroił do miski kilka jabłek, wlał odrobinę miodu i skruszył szczyptę suszonego zioła. Wymieszał wszystko wielką łapą, uformował kształt i ułożył we wnęce pieca.

- Świetnie – rzekł zadowolony z siebie i z czasu, w jakim się uwinął.

Słońce jeszcze nie wzeszło, a ciasto już rosło w piecu, z którego buchało gorąco.

- No i czas na coś konkretnego – mówiąc to skrzywił się i począł buszować ogromną dłonią w rozczochranych długich włosach, spływających mu na ramiona, robiąc w nich jeszcze większy bałagan.

Nie zastanawiając się, odruchowo chwycił inną drewnianą misę, główkę sałaty, ząbek czosnku, 2 marchewki, ogórek i pomidora. Wszystkie warzywa posiekał na drobno i sproszkował na nie korzeń ostrej przyprawy. Jak na kogoś o takiej posturze zabawa nożem przychodziła mu nad wyraz lekko. Płynność ruchów zadziwiłaby niejednego zgrabnie zbudowanego szermierza, a praca i budowa poszczególnych mięśni ramienia wniosłaby z pewnością dużo w nauki medyczne.

- I jeszcze coś do tego, a potem zostanie tylko czekanie, aż ciasto dojdzie.

Wyciągnął blaszane naczynie z długim uchwytem wyrzeźbionym z jasnego drewna. Wbił na nie jeszcze dwa jaja i ułożył obok wyfiletowane kawałki mięsa. Wszystko ustawił w drugim piecu, a potem rozpalił pod jego płytą malutkie ognisko.

Teraz nadszedł moment, by chwilę odpocząć. Mężczyzna podstawił kufel pod żelazny matowy kranik beczki i odkręcił zgrabnie dwoma palcami malutki drewniany kurek. Do kufla spłynął złocisty płyn tworzący na powierzchni gęstą pianę. Ale, ulubiony trunek krasnoludzkiej rasy, spływał teraz przez gardło jednego z jej przedstawicieli. Klatka piersiowa i krtań unosiły się rytmicznie w miarę przepływania kolejnych łyków.

- Aahhh – odsapnął – tego mi było trzeba.

Odstawił kufel na orzechową ladę i usiadł na stołku. Wodził swoimi wielkimi oczyma, nad którymi wyrastały dwa łuki krzaczastych brwi po całej kolorowej i pięknie urządzonej kuchni, jaką sprawiła mu pewna Księżniczka.

- Zacna to baba jest, trza to powiedzieć głośno.

Wypił ostatni łyk piwa i opierając się o blat stołu wstał ze stołka.

Do pieca przywiódł go zapach przyrumienionego na brązowo mięsa, świeżych ziół.

- Jak na mój nos, to chyba starczy już tego ognia – rzekł wtykając duży, spłaszczony nos w kształcie kartofla niemalże w samą wnękę pieca. – Taaak, zdecydowanie.

Thain wziął wiadro wody i powoli, żeby nie zadymić kuchni, zalał ogień w jednym z pieców. Całość z patelni zsunął na gliniany talerz i ustawił na tacy, zaraz obok miski z warzywami. Wyciągnął z drugiego pieca niekształtne ciasto, z którego wystawały kawałki owoców, a całość miała rumiany kolor. Jego dłonie były pokryte grubą skórą, dzięki temu prawie nie odczuwał gorąca bijącego od słodkiej formy. Położył ciastko na następnym talerzu i ustawił na dębowej tacy obok innych specjałów.

- Jeszcze tylko kubek mleka i będzie dobrze – uśmiechnął się nalewając zimne mleko w duży gliniany kubek – Teraz jest idealnie!

Przerzucił sobie przez masywne przedramię kawałek serwety, a na wielkiej dłoni położył tacę, albo lepiej rzec można spory kawał, ładnie okrojonej i wyszlifowanej deski. Odetchnął i jego klatka piersiowa znowu urosła w oczach.

Powoli pewnym krokiem ruszył w stronę drewnianych schodków. Mięśnie ud i wspaniale rzeźbione łydki napinały się kiedy kroczył po kolejnych stopniach. Dla wprawionego, uczonego oka byłby to niezły materiał na naukę zacnej sztuki jaką jest anatomia. Całą drogę na piętro pokonał stabilnie stąpając i uważając by nic z tacy nie spadło na podłogę.

Na piętrze unosił się zapach inny niż w kuchni i inny niż w całej reszcie domu. Nie było tu czuć pieczonego w cieście jabłka, ani zapachu żywicy. W pokoju pachniało woskiem świec, starymi papirusami i kobietą. Cudowną, zaprawdę powiadam wam.Thain odstawił tacę na malutki stolik przy łóżku i pocałunkiem w czoło obudził dziewczynę. W zasadzie nie obudził jej sam pocałunek ile drapiąca gęsta broda, którą podrapał jej pół twarzy.

- Dzień dobry Księżniczko – rzekł do przecierającej oczy Ekashy, kładąc jej na kolana haftowaną serwetę – usiądź, przygotowałem Ci coś dobrego.

Dziewczyna usiadła, ucałowała krasnoluda i z wielkim zapałem poczęła zajadać przygotowane smakowitości.

- Wiedziałem, że to będzie dobry dzień – chłop uśmiechnął się do siebie spoglądając przez okno na złote, oślepiające słońce…

PS. Zmieniłem imie postaci
Post #2 23 Mar 2006, 18:02
Dobre to dobre..... 😊
W koncu normalna historia bez bohaterow....krwi....i zemsty.....

Chyba sam wezme sie za gotowanie...... 😛

Jedyny mankament to brak opisu postaci......
i to imie Nexo nie godne krasnala...

Po za tymi drobnostkami.....miod malina 😀

Z szacunkiem
Mortido
Post #3 23 Mar 2006, 18:11
Ciesze sie ze ci sie podoba 😊
Post #4 23 Mar 2006, 18:18
Ale pan kleci zdania......perfecto.....
widać że stary chłop z ciebie hehe.....
albo młody formułujący zdania jak powieściopisarz..... 😊 😊 😊

Ale Nexo??? 😐

z szacunkiem:
deBergov fechmistrz Mortido
Post #5 23 Mar 2006, 18:34
Dlaczego nie moze byc imie nexo?
Post #6 23 Mar 2006, 18:45
Moze byc....

Ale Nexo prawie brzmi jak z cyberpunka i dla krasnala mi nie lezy.....
Nexo nexo nexo ...jak jakis proszek.. 😊

Ale to tylko moje zdanie a ono tak naprawde nie jest takie wazne....

Ale jak nexo ulegnie zmianie.....
Pomnik w swojej miejscwosci stawiam ku chwale.!!! (za Talent Tworczy)

Z szacunkiem
mortido
Post #7 23 Mar 2006, 18:59
ja mialem nexciek, zlozyli skarge i musialem zmienic. Nic do imienia nie mam, ale lepiej je zmien (tak na pryszlosc, zeby sie nikt nie doczepil 😛 )

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026