|
Post #1
10 Mar 2006, 15:08
W zwiazku z tym ze nie jestem modem to napisze ten post raz jeszcze, tym razem już we właściwym temacie(o to mnie prosił Mortido)
Witajcie, szlachetni bracia. Oto ja, Almuric. Zapewne ciekawi Was, z kim dokładnie macie do czynienia. Jaki jestem, każdy widzi. Nie ukrywam swych uczuć pod maską kamiennej twarzy. Zapewne kwestią dla Was ciekawą jest również to, jak znalazłem sie w Waszym gronie. Przytoczę więc wam krótką historię o tym, jak jedno, szczere spojrzenie na zawsze zmieniło mnie i mój los. Niegdyś, gdy byłem jeszcze małym pacholęciem, moj szlachetny ojciec - paladyn, uczył mnie jak siłą duszy udoskonalić ciało i umysł. Nie lubiłem tego, te ciągłe modlitwy i medytacje. Wolałem pobiegać z przyjaciółmi po lesie, łazić po drzewach. Modły były dla mnie przykrym obowiązkiem. Tak dorastałem, starając sie by ojciec był zadowolony z mych poczynań. Któregoś razu postanowił on, że nauczy mnie kowalskiego rzemiosła. Zawsze zwykł mówić: "Wadliwy oręż gorszym wrogiem w bitwie niż najbardziej krwiożerczy nawet ork". Ja również tak uważałem. Nieraz zdarzyło mi się oberwać od wilka z tępym mieczykiem...ale ojciec zawsze towarzyszył mi w moich skromnych polowaniach. Gdy sobie nie radziłem, podchodził i jednym potężnym uderzeniem rozpłatywał wilka na dwoje. Nauczył mnie również zdzierać drogocenne skóry ze zwierząt: "Cóż to by był za kowal, który nie umie pozyskać surowców pod oprawę" - to także są jego słowa. I tak spędziłem 6 wiosen mego życia, na modlitie, nauce i trenowaniu u boku ojca. Gdy 18-nasty raz ujrzałem topniejące sniegi, moj zacny rodzic zawołał mnie nad małe jeziorko leżące nieopodal naszego dworu. -Almuricu, jesteś mym jedynym synem. Moją dumą. Następnie zdjął miecz ze swych pleców. -Proszę, synu. Niechaj służy ci dobrze i niechaj powali kazdego przeciwnika na twej drodze. -Dzieki ci moj ojcze, po czym wziąłem miecz w obie ręce. -Pamiętaj synu, garda jastrzębia. Ręce uniesione do góry. Tak też zrobiłem. -A teraz pokaż, na co cię stać! Podbiegłem do warczącego wilka i jednym ciosem rozpłatałem go, jak to czynił niegdys mój ojciec. -Teraz widze, że te wszystkie lata nie poszły na marne. Oto Almuricu Dwuręczny Miecz Orła, przechodzi on z pokolenia na pokolenie, niechaj dobrze ci służy. Wiele dni spędziłem na opanowaniu tego jakże potęznego oręża. Któregoś lata zawitałem do Stormwind, w poszukiwaniu mistrza, który przekazałby mi swą wiedzę. Niestety, żaden z nich mnie nie znał, dlatego też nie podjąłem nauki. Chodziłem po pustkowiach, zabijająć złodziei i przemytników. Gromadziłem bogactwa, piłem alkohole. Nie zważałem na swiętości. Stawałem się tacy jak tamci rozbójnicy, którzy ginęli z mej ręki. Którejś nocy, spiąc smacznie na sienniku w karczmie nieopodal Wzgórza Stróży miałem sen. Śnił mi się moj ojciec, który powtarzał tylko słowa: prowdziwa moc drzemie w twej duszy, tylko doskonaląc usze udoskonalisz ciało. Stało się dla mnie przerażająco jasne, że utraciłem honor, splamiłem dobre imie mego rodu i ... zawiodłem ojca! Płakałem...płakałem całą noc! Jak mogłem aż tak się stoczyć? Szukałem ukojenia w Stormwindzkiej Katedrze. Rozmawiałem z Arcybiskupem. Wiele się nauczyłem przez te kilka chwil rozmowy z nim. Wiele mi wytłumaczył. Wychodząc ujrzałem osobę w białej szacie i kapturze. Nosiła ona także niebieską koszulę z herbem jakiegoś zakonu. Spojrzała na mnie i to spojrzenie...poczułem przenikliwą aurę dobra płynącą z tych oczu. Wydawało mi się że jasna poswiata ogarnia me ciało. Byłem oszołomiony jak po mocnym uderzeniu w twarz. Kręciło mi się w głowie. Wiedziałem że Mistrz Mortido to człowiek, z którym moge osiągnąc doskonałość ducha i uszczęśliwić mego ojca. Tak trafiłem do Zakonu. Było dla mnie wtedy jasne, że Nasz zakon zapewni mi chwałę i życie godne paladyna. Zycie godne syna mego ojca. Z treści wynika że znam się na kowalstwie oraz preferuję broń dwuręczną. |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |