📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Historia mojej postaci - początek przygody w świątyni
« Wróć do forum  •  1 post(ów) w temacie
Post #1 24 Mar 2006, 13:01
To co teraz powiem nie jestem moją całą historią, jest to tylko mała część tego co mnie spotkało.

Gdzie przybyłem na świat? tego nie wiem, za długo żyję aby to pamiętać. Pierwszą rzeczą jaką pamiętam kiedy przebywałem w świątyni.
Już wtedy żyłem w jednym celu o którym zaraz opowiem.

W świątyni przebywałem od dziecka. Byłem bezimiennym. Mówiono do mnie uczniu albo jakoś podobnie.
Rodziców nie miałem, moją rodziną była świątynia w lesie gdzie byłem jedynym dzieckiem, reszta to dojrzali elfowi.
Na początku było to wszystko normalne lecz z upływem czasu i nudzących nauk o roślinach i zwierzętach w lesie stawałem się coraz ciekawszy na temat mojego istnienia.
Nigdy nie uczył mnie ten sam elf, zawsze był to inny których imion tez nie znałem. Pewnego ranka obudzono mnie w pośpiechu w nocy.
Wstałem jak mi kazano i poszedłem za elfem który mnie budził. Dziwiło mnie to ze nie dostrzegłem w świątyni żadnego elfa a ten który mnie prowadził był najwidoczniej zdenerwowany.
Wyprowadził mnie przed świątynie gdzie czekał na nas elf w płaszczu.
-Uczniu ruszysz z tym elfem na wyprawę i ukończysz swoje szkolenie-Powiedział pośpiesznie i z lękiem.
Wyruszyłem jak mi kazano razem z elfem który się nie odezwał ani przez chwile. Podróżowaliśmy przez wiele dni aż doszliśmy do śnieżnych krain i wtedy się odezwał.
-Tutaj dokończę twoje szkolenie i postaram się odpowiedzieć na większość twoich pytań które z pewnością masz, lecz powiem ci jedno... jeżeli cię te lekcje nie obchodzą możesz od razu odejść.
Lekko zdziwiony zgodziłem się aby kontynuować lekcje. Od tego momentu nie mięliśmy stałego miejsca pobytu. Całymi dniami chodziliśmy a on mi opowiadał mi o ziołach, drzewach i zwierzętach.
Na noc stawaliśmy i rozpalaliśmy ognisko i jedliśmy pieczeń z zwierzyny którą on upolował kiedy ja zbierałem chrust na ogień.
-Jakim chciałbyś być zwierzem jeżeli mógłbyś się w nie zamienić. - zdziwiony tym pytaniem po chwili namysłu powiedziałem ze tygrysem. Kiwną lekką głową i się już nie odezwał do snu.
Następnego ranka obudził mnie wcześniej niz. zwykle. Obóz był już złożony co mnie również zdziwiło.
-Ruszamy natychmiast zbieraj swoje rzeczy i w drogę. - Z jego głosu nie można było nic odczytać...nic jak zawsze. Po dwóch dniach ciągłej podróży stanęliśmy i rozłożyliśmy obóz, zjadłem pieczeń wycieńczony podróżą i położyłem się spać.
Obudziwszy się rano dostrzegłem elfa siedzącego przy ognisku najwidoczniej czekającego na mnie. Przygotowałem się szybko lecz tym razem obóz zostawiliśmy i ruszyliśmy w las.
Po niekrótkiej podróży doszliśmy na polanę. Nie wierzyłem oczom na polanie było kilkanaście srebrnych tygrysów.
Były to najpiękniejsze stworzenia jakie wiedziałem, poruszały się one z gracją. Ruchy były szybkie i ciche, łapy miale duże i silne a pazury i kły ostre jak wykonana mistrzowsko włócznia.
-Zostawię cię tu i masz obserwować te zwierzęta, jak się cos wydarzy znajdziesz mnie w obozie. Nie odpowiedziałem ale zrozumiał mnie.
Siedziałem na skraju polany oparty o drzewo zapatrzony w zwierzęta, nie wiem ile minęło dzien. albo tydzień kiedy poczułem dziwne powiązanie do tych zwierząt. Bez namysłu ruszyłem w ich stronę obserwując je.
Nie lękałem się, dziwnie się czułem jakbym był tym zwierzem. Nagle się ocknąłem i zauważyłem ze idę na czterech łapach! Zdezorientowany ruszyłem ku obozu.
Nigdy tak szybko nie biegłem, cztery mocno umięśnione nogi, niosły mnie jak z wiatrem. Dobiegłem w kilka minut do obozu. Dziwnym instynktem zaatakowałem w elfa który teraz nie jest mi znany.
Nie zdążyłem wykonać ruchu a byłem już nieprzytomny. Obudziłem się w nocy przy świetle gwiazd i trzaskającym ognisku. Elf siedział po drugiej stronie ogniska i uśmiechał się do mnie.
-Widzę ze dołączyłeś do swoich rówieśników. - kiwnąłem głową w odpowiedzi.
-I dobrze o to mi chodziło, wyczuwałem od początku w tobie moc lecz nie wierzyłem kapłanom bo powiadali ze masz w sobie nadzwyczajną moc.-powiedział już poważniejszym głosem.
Powiem ci co musisz wiedzieć a reszta należy do ciebie.
Nazywam się Płomień i jestem druidem. Odebrałem cię ze świątyni ponieważ nie dobrze się działo u nas u elfów.
W tej chwili znajdujemy się w Krainach Ironforge. Przebywałeś w świątyni ponieważ jesteś niezwykły. Odebrano cię rodzicom i szkolono na strażnika natury, Druida.
Twojego celu nie mogę ci zdradzić, sam musisz go odkryć. Przekazałem ci wiedzy ile mogłem i na tym skończy się nasze szkolenie. Niebawem ruszymy powrotem do stolicy elfów aby uczestniczyć w niezwykłej radzie.-Siedziałem cicho
i słuchałem go z wielką ciekawością a kiedy skończył położyłem się natychmiast spać. Rankiem kiedy się obudziłem Druida nie było przy obozie wiec spakowałem się, zjadłem kawałek zimnej pieczeni i czekałem... Druid nie powracał, do wieczora, zdenerwowany ruszyłem w las. Biegłem ile sił w nogach szukając Płomienia. Zaczynałem wpadać w panikę i nagle znów biegłem na czterech łapach jak niesiony przez wiatr. Wyostrzone zmysły pozwoliły mi znaleźć trop elfa. Biegłem i biegłem w wielkiej panice nie czując upływu czasu. Nagle napotkałem na ciało Elfa które leżało oparte o drzewo, panika zbierała się we mnie, oby mu się nic nie stało. Powoli podszedłem i poczułem zapach krwi. Jakoś sam z siebie przemieniłem się powrotem w elfią postać i podszedłem do ciała. Miał wiele ran i ledwo oddychał. Przechyliłem lekko jego głowę i spoglądałem na niego.
-Idź..... i dostań..... się.......naradę. - mówił cicho i z przerwami jak by mu to sprawiało trudność. Oczy mi napłynęło łzami i potrząsnąłem nim aby nie zasypiał.
-Nadaje....ci....imię....Płomień....-jego głowa opadła bezwładnie. Wściekły ruszyłem z całych sił w poszukiwaniu winowajcy. Nie mogłem się przemienić w Tygrysa lecz poruszałem się jak on, szybko, cicho i z gracją. Biegłem dzień i noc mając na tropie coś...kogoś, sam nie wiem. Końcu zauważyłem w oddali sylwetkę biegnącą lecz nie tak szybko jak ja. Był to troll który nagle się odwrócił i uśmiechną się drwiąco i powiedział:
-a wiec ta osoba być tobie bliska którą zjadłem.-po czym zaśmiał się. No choć pokazuj co cię nauczono. Wściekły do granicy ruszyłem ku niemu i skacząc na niego. Szponami rozerwałem go na strzępy a kłami wgryzłem się do brzucha. Troll był przerażony kiedy na niego skoczyłem, dopiero teraz zauważyłem ze jestem znów w postaci Tygrysa. Po pomszczeniu Płomienia ruszyłem w pierwszym kierunku jaki mi przypadł. Błąkałem się po polanach polując na króliki przez wiele tygodni. Nie wiedziałem do kąd ruszyć w którym kierunku. Rozpaliłem ognisko i usiadłem na ziemi wtulony w liście. Sam z siebie zacząłem cos nucić pod nosem. Nie znałem tej melodii i nigdy jej nie słyszałem którą nuciłem ale czułem się jakbym ją znał. Ptaki usiadły przy mnie na gałązce a zwierzęta z ciekawością wychodziły ze swoich skrytek. Nuciłem i nuciłem aż zrozumiałem ze ma nie jest to zwykła pioseneczka. To pieśń lasów. Żyłem w lesie kilka naście lat ucząc się coraz bardziej. Zbierałem zioła i różnego rodzaju liście i suszyłem nad ogniskiem. Uszyłem sobie torby ze skóry zwierząt. Raz na około trzy tygodnie zmieniałem miejsce obozu. Pewnego dnia jak zawsze z rana nabiłem nowy kawał mięsa na aby się już powoli smażyło. Wyruszyłem do lasu aby pomóc rannym zwierzętom i zbierać zioła, rzadko przemieniałem się w Tygrysa bo nie widziałem potrzeby. Kiedy już pod wieczór wracałem wyczułem zapach zwierzyny w moim obozie wiec ruszyłem. Zauważyłem całkiem wychudłą panterę śpiącą przy ognisku, pieczeń tez była zjedzona. Żadne zwierze tak blisko nie podchodzi a żeby pantera znajdowała się w zimowych krainach, a miała ona nadzwyczajne rozmiary. Dawało mi to myślenia lecz wiedziałem ze nagły posiłek po głodowaniu nie jest dobry. Położyłem Panterę na miękkiej skórze i przykryłem ją. Miała poranione łapy które opatrywałem i przykrywałem ziołami. Zwierze spało 2 dni i budziło się krótkimi chwilami i dawałem jej jeść i pić. Kiedy zmieniałem opatrunek nagle się obudziło i zerwało na nogi i pognało w las. Nie zaskoczony reakcją wiedziałem ze wróci, bo to nie była zwykła pantera. Dwa dni ukrywało się w zaroślach w tym czasie uzupełniłem straty ziół i jedzenia. Pantera co noc przychodziła i zjadała pieczeń która jej przygotowywałem. Nie zwracałem na nią uwagi tylko opiekowałem się nią a ona co raz bardziej zbliżała się do ogniska. Pewnego razu kiedy przyszła zjadła pieczeń i zasnęła. Jednego dnia nuciłem sobie tę pieśń co zawsze aby zwierzęta przedmą nie uciekały i mógł je uleczyć lub nakarmić. W końcu nadszedł czas aby znów zmienić miejsce obozu wiec je całe spakowałem i ruszyłem. Nie zdziwiłem się kiedy pantera ruszyła za mną, i podróżowała razem ze mną. Wyczuwałem w niej zachowanie elfie wiec zacząłem do niej mówić w języku elfów. Z ciekawości chciałem zamienić się w tygrysa i zobaczyć jej reakcje. Zrobiłem to i zaatakowała mnie jak ja kiedyś na mojego nauczyciela wiec mnie to nie zdziwiło i oplątałem ją korzeniami i straciła świadomość zmieniając się w elfkę. Natychmiast ją wziąłem i położyłem pod kocami przy ognisku. Co wieczór kiedy siedziałem przy niej przyglądałem się jej uważnie. Żyłem tyle w odosobnieniu i spotkałem kogoś. Elfa miała piękne długie zielone lśniące włosy. Twarz wydawała się delikatna i wrażliwa. Nigdy nie widziałem tak pięknej elfki. Zauważyłem również znak na jej biodrze... był to taki znak jak ja mam lecz oznaczał Panterę. Po dwóch dniach w świetle gwiazd i ogniska obudziła się.
-- Kim jesteś, moja piękna ? - w końcu mogłem zobaczyć jej piękne lśniące oczy, były takie same w postaci pantery.
Ja... nie wiem... – Wyszeptała, zlękniona, jak by nie wiedziała co myśleć i robić.
Zapadło milczenie a ja się jej przyglądałem a potem skierowałem wzrok na biodro gdzie był znak. Myślałem w milczeniu po czym powiedziałem:
- Czy wiesz co oznacza ten znak ? - zapytałem zdziwiony. Ona tylko pokręciła głową.
- „Pantera”. Znaczy w dosłownym tłumaczeniu Pantera. Lub też pani cieni... hmm... jak to możliwe? Przecież jesteś elfem, nie ma mowy o wymieszaniu krwi...Zastanawiałem się jak to możliwe ze ona również jest taka jak ja po chwili namysłu zorientowałem się ze siedzimy w milczeniu.
- Wybacz, straciłem głowę. Jak masz na imię? Mnie zwą Płomień, jestem druidem.
- Shadowlady. – Odparła i uśmiechnęła się blado. Nie pamiętałam jak wołali na mnie w wiosce, ale skoro mam być „panią cieni”, to nią zostanę!

Wędrowałem z nią przez długie lata przekazując jej wiedze jaką mi przekazano. Pewnego dnia powiedziała mi ze musi ruszyć do elfów lecz ja nie chciałem tam pójść... zastałem sam...sam zakochany w elfiej damie której możliwe nigdy już nie zobaczę.

P.S Wybaczcie za ortografie ale nie jestem świetnym pisarzem a co do historii tez nie za dobra pewnie.

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026