|
Post #1
25 Mar 2006, 14:38
Rasa-człowiek
Klasa-Wojownik Wiek-25 lat Wzrost-185cm Kolor oczu-zielone Wlosy-czarne HISTORIA POSTACI: Słońce wschodząc powoli zza drzew wdzierało się we wszelkie szczeliny. Bagienne przegnile rośliny powoli łapały tchnienie życia dawane przez promienie rozsiewane po okolicy. Być może tego nie chciały..., wolały żyć w mroku, egzystować w zatęchłym środowisku, lecz i one potrzebowały odrobiny słońca do rozwoju. Po paru minutach już cała okolica mieniła się na pomarańczowo, od słońca prześwitującego przez opary wydobywające się z bagien. I wieża stojąca pośrodku wioski schowana za innymi budowlami się przed nim nie uchroniła. Mrok był wypędzany z wszelkich zakamarków. Nocne stworzenia czmychały do swych kryjówek, a mieszkańcy owej osady powoli budzili się ze snu. Mieszkali tu wielcy magowie oraz wojownicy, zarówno młodzi jak i starsi mędrcy. Zwani byli Władcami Zwierząt. Założyciele tej wioski posiadali bowiem dar komunikowania się ze zwierzętami. Byli bowiem z tego znani na całym świecie. Zwierzęta ich kochały i często z wielką ochota służyły w potrzebie. Ci najwybitniejsi potrafili nawet rozmawiać ze smokami..., a i one same doceniały ich zdolności i służyły w potrzebie pomocą. Jednak nie wszyscy mieszkańcy tej wioski posiadali takowe zdolności. Wielu z nich po prostu z zamiłowania do przyrody pomagało jej strzec. Jedną z takich osób był Angelus. Znany wśród swoich jako mężny wojownik. Miłował się w dzikiej przyrodzie, roślinności i często chadzał po okolicznych lasach oraz polanach sprawdzając czy nic nie zakłóca tutejszym stworzeniom życia. Uwielbiał wieczorami spacerować na północny zachód od osady, przez las do malej polany z jeziorkiem i mostkiem przez nie przeprowadzonym. Siedział zawsze na nim i rozmyślał o rożnych sprawach bądź przyglądał się codziennemu życiu ogników. Miłował je również gdyż i one strzegły okolicy. Pewnego wieczoru, gdy jak zwykle siedział na mostku, doszedł jego uszu dziwny szelest. Wstał gwałtownie łapiąc dłonią trzonek topora przypiętego u pasa. Rozglądał się nerwowo wpatrując głęboko w las, lecz niczego nie dostrzegł. Miał obawy, mimo iż przebywał w bezpiecznym miejscu, gdyż cała pozostała okolica niebyła zbyt przyjazna. Częste ataki wrogów wyczuliły jego zmysły na wszelkie objawy czyjejś obecności. Stojąc jak słup zapatrzony miedzy drzewa pilnie nasłuchiwał szmerów, lecz już nic nie usłyszał. Po chwili uspokoił się, lecz lekko zaniepokojony udał się do domu. Następnego dnia sytuacja się powtórzyła jednak i tym razem nic nie dostrzegł i nic nie usłyszał. Podenerwowany ponownie udał się do domu na spoczynek. Kilkukrotnie spotykało go to jeszcze i tyleż samo razy nie udało mu się znaleźć źródła hałasu, jaki dobiegał jego uszu. Postanowił przez pewien czas nie odwiedzać tego miejsca. Chadzał po okolicznych lasach, odwiedzał jaskinie, które dawno zaniedbał, lecz ciągle go korciło, aby wrócić w okolice mostka i dowiedzieć się skąd były owe szelesty. Wybrał się tam wieczorem tego samego dnia, lekko uzbrojony, lecz i czujny. Siedząc na mostku i oczekując zachodu słońca, usłyszał szelest jak się wcześniej spodziewał. Zerwał się na nogi w mgnieniu oka i szybkimi susami wskoczył w las biegnąc w stronę skąd dochodził szelest. Dobiegł na jasna mała polankę, na której rosła bujna trawa. Polanka ta była nadzwyczaj rozświetlona, biorąc pod uwagę porę dnia oraz, że rosły wkoło wysokie drzewa. Nie zwlekając zaczął przeszukiwać wysokie trawy. W pewnym momencie, gdy odsłonił większa kępkę zobaczył małego białego króliczka kończącego właśnie wcinać drobne źdźbła. Uśmiechnął się szeroko w głębi duszy naśmiewając się z siebie samego. Króliczek przestał jeść i swoimi dużymi oczami wpatrywał się w Angelusa. Zdawało by się jakby jego pyszczek się uśmiechał. Wziął go wiec na ręce i zaczął delikatnie smyrgać za uchem. Króliczek wyraźnie zadowolony prężył się na wszystkie strony, aby drapać go dalej. Angelus śmiał się, lecz nie dostrzegł ze wokół wszystko umilkło, a jasna poświata jaka spowijała polankę zgasła. Nagle jasny grom przeciął niebo z wielkim hukiem. Angelus uskoczył w bok miedzy drzewa, trzymając w dłoniach królika, jakby chciał go uchronić. Mgła spowiła lasy wkoło tak ze żaden promień słoneczny nie docierał dalej jak do koron drzew. Wszędzie rozległo się pohukiwanie, jakby setek sów, potem szelest jakby dziesiątki jeleni krążyły wkoło. Nagle Angelus usłyszał glos..., jakby echo rozbrzmiewające od wieków, silne, donośne, lecz delikatne w swej istocie, gdyż kobiece. -Odłóż go na ziemie!! Nic nie mówiąc mocniej chwycił królika i przyłożył do piersi jakby chroniąc swój najcenniejszy skarb. -Odłóż go powtarzam!! Bardziej stanowczo rozbrzmiał glos. -Nie dam ci go skrzywdzić!! Krzyknął mężnie. -Skrzywdzić?? Któż go chce skrzywdzić?? To ty wkraczasz do mego lasu stwarzając niebezpieczeństwo dla mojego podopiecznego. -Twojego lasu?!?! Kim ze ty jesteś ze mianujesz się władczynią tych ziem?? Nagle w polanę uderzył z wielkim impetem Grom. Jego blask oślepił Angelusa, a huk ogłuszył. Mgła opadła, mrok uległ światłości, a z jasnej łuny wyłoniła się postać kobiety w białych szatach z wolna stąpająca w jego kierunku. Dłonią wskazała na siebie wypowiadając słowa jakby pieśni elfickiej, a królik zeskoczył z dłoni Angelusa i szybkimi susami znalazł się u stop kobiety. Oszołomiony zaczął dłońmi przecierać oczy i jakby przez mgle ledwo dostrzegał ową kobietę, lecz usłyszał dość wyraźnie. -Jam jest Luna. Bogini tych lasów oraz władczyni wszystkich żyjących tu zwierząt!! I jakby na potwierdzenie tych słów w całej okolicy rozbrzmiały głosy zwierząt oraz szelest liści na drzewach. Angelus oszołomiony obrazem, jaki udało mu się dostrzec oraz tym co usłyszał mimowolnie padł na kolana. -Wybacz pani! Nie wiedziałem... Lecz nie zdążył skończyć, a czarne chmury zebrały się na nowo. Luna uniosła dłoń w gore i jakby miała skazać go na śmierć wypowiedziała: -Niema przebaczenia dla tych, co wkraczają na me ziemie i niszczą lasy, którymi się opiekuje!! Lecz w tym momencie królik zerwał się najszybciej jak mógł i stanął przed klęczącym Angelusem jakby chciał go obronić przed gniewem swojej pani. -A cóż to?? Powiedziała Luna. -Bronisz go? Nie dostrzegasz krwi, jaką przelał? Nie widzisz ile zła wyrządził? Lecz królik stal uparcie przed Angelusem i nie miał zamiaru się ruszyć. Luna uległa, opuściła dłonie i przyjrzała się wojownikowi. -Czemuż on cię broni?? -Nie wiem, ale jestem mu życie winien. Angelus wstał i wiol królika na ręce. -Dziękuje ci króliczku za uratowanie życia. -Niki... -Słucham?? -On się nazywa Niki. Wyszeptała Luna. -Ach wiec dziękuję ci Niki za uratowanie życia. Angelus się uśmiechnął i posmyrał królika za uchem, a ten ponownie zaczął się prężyć. -Jakże łatwo kupić jego miłość. Powiedziała Bogini z oburzeniem w glosie. Niki zeskoczył z dłoni Angelusa i pobiegł trochę dalej na polanę skubać trawę. Wojownik stal zakłopotany przy Lunie i nie wiedział, co powiedzieć. -Naprawdę wybacz mi, nie wie... -Niemów nic. Przerwała mu Bogini. -Niki już wystarczy tych hasanek po lesie!! Chodź tu już! Królik szybko przybiegł, wskoczył Lunie na dłonie, a ta jednym ruchem ręki wywołała mgle, w której znikła bez śladu. Angelus bardzo zmęczony tym przeżyciem poszedł do domu prędko, lecz nic nikomu nie mówił o tym zdążeniu. Tej nocy męczyły go straszne sny... Jeźdźcy..., miecz..., światłość..., Niki..., Luna... Lecz rano, gdy się obudził był bardzo wypoczęty i wbrew pozorom bardzo pozytywnie nastawiony do życia. Dzien spędził dość milo... Wybrał się do miasta za pomocą życzliwego maga, który mu pomógł. Zakupił trochę zapasów żywności oraz na wielkim targu udało mu się wytargować dobra cenę za wspaniały topór, wspaniała robotę krasnoludzkich rzemieślników. Lecz cały dzień myślał o wczorajszym zdarzeniu, dlatego też planował wybranie się tam ponownie wieczorem. Gdy wrócił z miasta do domu zrobił porządek. Poukładał od dawna zalęgające na ziemi zbroje oraz oręż. Topór... , zakup dnia przypiął do pasa i dumnie przy nim nosił. Gdy wreszcie zbliżał się wieczór, ubrał się lekko i zwyczajowo wybrał na spacer. Przechodząc lasem dostrzegł, że ogników jest więcej nic zwykle, dlatego czuł się jakoś milej. Gdy dotarł do mostku już z daleka zobaczył Nikiego biegającego po polanie za ognikami. Śmiał się cicho, lecz królik go usłyszał i od razu do niego przybiegł wskakując na dłonie. Oboje szczęśliwi często się bawili. Co wieczór spotykali się na polanie skąd chadzali na spacery, bądź siadali na mostku i Angelus opowiadał Nikiemu swoje przygody. Nie wiedział o tym, lecz zawsze z ukrycia obserwowała ich Luna. Przysłuchiwała się Angelusowi i zauważała ze buduje się miedzy nim, a królikiem wielka nic przyjaźni. Zmieniała zdanie o wojowniku..., dostrzegła w nim dobre cechy i polubiła nawet. Po paru tygodniach i ona czasem się przyłączała do tych spacerów oraz opowieści, nieraz bawiąc swoją, a potrafili tak chadzać do późnych godzin księżycowych. Pewnego wieczora parę godzin po spotkaniu do drzwi wieży Angelusa zapukała Luna. On wielce zdziwiony wpuścił ja i Nikiego do środka. -Co się stało?? -Mam do ciebie prośbę... Luna odsłoniła kaptur od szaty, która miała na sobie, wypuściła Nikiego żeby sobie pobiegał, a z Angelusem usiadła przy stole. -Musze odejść z Gaji na jakiś czas. -Co?? Dlaczego?? -Nie pytaj dlaczego. Musze zająć się pewnymi sprawami, lecz szybko wrócę nie zdążysz zatęsknić. Angelus się uśmiechnął mówiąc: -Niki zostanie u mnie, tak?? Nie uzyskał odpowiedzi, lecz tylko miły uśmiech ze strony Luny, po którym rozpłynęła się w powietrzu. -Zostaliśmy sami Niki. Królik chwilę pobrykał po nowym miejscu, po czym szybko zasnął w rogu pod łożem. Angelus podniósł go delikatnie i ułożył na ciepłym kocu. Rankiem obudził go mokry język Nikiego na poliku. -Już wstaje..., jeszcze pięć minutek... Niki odbiegł i znikł gdzieś. Dwadzieścia minut później Angelus przeciągając się głośno wstał z łoża i poszedł na pierwsze piętro cos zjeść. Niki pojawił się po godzinie cały ubrudzony w szlamie z bagien. -Jak ty wyglądasz?? Gdzieś ty był?? I jak wyszedłeś?? Załamał ręce i wlał w misę dzban wody. Następnie złapał Nikiego i dokładnie go wymył. Wyczyścił mu futerko, a potem wysuszył kocykiem. Około południa wybrali się na spacer, a następnie na chwile na targ do miasta. Ludzie dziwnie zerkali na Królika spokojnie chodzącego za człowiekiem i pod nosem puszczali dziwne uwagi, lecz ani Niki, ani Angelus się tym nie przejmowali. Żyli tak sobie spokojnie kilka dni, często odwiedzając miasta oraz wieczorami spacerując po lasach. Jedenaście dni po zniknięciu Luny Angelus z rana wybrał się do jaskiń zarobić trochę złota. Gdy wychodził Niki spokojnie spał w rogu pod łóżkiem. Po powrocie zastał królika skaczącego po stole za ćmą, co na ścianie siedziała. Oczywiście był brudny jak zwykle..., widać miał jakąś dziurę w ścianie, która wychodził na zewnątrz. Angelus lekko zmęczony wyszedł na dach, aby poobserwować okolice i wtedy dostrzegł ze miedzy budynkami przedzierają się dwaj jeźdźcy na koniach w pełnych zbrojach gotowi do ataku. -Całe szczęście ze jesteśmy tutaj Niki. Zerknął wkoło siebie i nic nie zobaczył. -Niki!! Wyłaź już... Zszedł piętro niżej, ale tam tez królika nie było. Wybiegł w pośpiechu na dach i zaczął nerwowo rozglądać się po okolicy. Kątem oka dostrzegł białe futerko przebiegające koło domu Emisha. Wybiegł przed wieże w pośpiechu łapiąc jedynie topór w dłoń. Dostrzegł szybko Nikiego na ścieżce miedzy twierdza, a domem Emisha. -Niki!!!! Chodź tu... Lecz jego glos urwał się z przerażenia. Atakujący jeździec jechał w stronę królika. Angelus zerwał się do biegu i w ostatnim momencie chwycił Nikiego nim został stratowany pod kopytami konia. Stał teraz przyparty do muru otoczony przez dwóch jeźdźców, nie mając żadnej szansy na ucieczkę. Przycisnął królika do piersi i starając się go osłonic został trafiony ostrzem miecza. Upadając nakrył królika swym ciąłem. Ostatnim tchnieniem wyszeptał: -Twe życie będzie wieczne, szkoda ze mnie już przy tobie nie będzie... Głos urwał się w ostatnim oddechu, a serce przestało bić. Jeźdźcy odjechali. Królik wydostał się spod ciała Angelusa i ukucnął przy jego głowie... Lizał go po policzku jakby chciał obudzić ze snu, lecz Angelus nie miał się już obudzić nigdy. Niki zdał sobie chyba z tego sprawę i zaczął głośno piszczeć. Ten przeraźliwy pisk podobno odbił się nawet echem w górach miasta Minoc, przerażając ludzi. Dobiegł on także jeźdźców, którzy odebrali Angelusowi życie. Ich konie spłoszyły się zrzucając ich z grzbietu, a same na oślep uciekając w dal. Słuch o jeźdźcach zaginął, podobno nakrył ich taki strach, że do tej pory chowają się po mrocznych jaskiniach. Pisk dotarł także dalej..., dużo dalej..., ponad ludzkie rozumowanie. Dotarł on do uszu Luny, która zaniepokojona udała się natychmiast na Gaje. Czas nagle się zatrzymał..., jasność otoczyła wszystko..., zginął wszelki mrok. Owady nad bagnami zawisły w powietrzu..., iskry wylatujące spod młota kowalskiego w Minoc skrzyły się nad kowadłem... Wszystko zamarło w miejscu. Tylko Luna i Niki stali nad ciąłem Angelusa i lamentowali. Bogini postanowiła użyć swych całych mocy, aby przywrócić mu życie. Czas nagle przyśpieszył i na nowo spowolnił..., zatrzymał się i cofnął na chwile i znów zatrzymał... Chwile tak czas płatał sobie figla ze wszystkiego... Nagle z nieba spadł silny promień słońca na ciało Angelusa. Jakby wielki słup z samego słońca. Promieniem tym spłynęła jasna kula, czysta energia życia, nadawana przy narodzinach, gasnąca przy śmierci. Wchłonęła się w ciało Angelusa i rozświetliła je całą swoja energią, po czym nagle zgasła. Czas wrócił do normy, owady zaczęły fruwać, kowal uderzać w kowadło..., świat nic nie poczuł... Luna z lekkim uśmiechem dotknęła zimnego czoła Angelusa. Ten pod tym dotykiem ocknął się, usiadł oparty o ścianę i spytał: -Co się stało?? Już nie żyje?? -Żyjesz mój drogi... Już żyjesz... |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |