📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Historia postaci Alicji - Wojowniczka Człowiek
« Wróć do forum  •  1 post(ów) w temacie
Post #1 26 Mar 2006, 11:48
Imię postaci: Alicja
Rasa: Człowiek
Klasa:Wojowniczka
Oczy:Czarne

Historia postaci:

-Alicja, idziesz powkurzać gnomy?
-Wybacz, Marco, jestem trochę zajęta...
-Czym? Nie gadaj, że jeszcze pomagasz ojcu! Niech ten starzec w końcu da ci święty spokój. Zgoda kiedyś był Wodzem, ale niech zrozumie, że zniedołężniał, że czuć od niego pleśń. Niech da ci żyć
Pomyślałam o dwóch rzeczach. Pierwsza: Marco jest coraz bardziej irytujący. Druga: mój ojciec wcale nie spleśniał jak jakiś grzyb!Gdyby tylko Marco wiedział, że ojciec nie włada mieczem gorzej niż 20 lat temu w Bitwie . Gdyby tylko Marco wiedział, że teraz ja jestem jego jedynyną uczennicą...Ale nie mogę nikomu o tym powiedzieć. Obiecałam. Nie wiem jak ojciec wytrzymuje z taką opinią...
-Alicja... Alicja! – Marco pstrykną palcami tuż przed moją twarzą – czemu jesteś taka zamyślona? Co będzie z tymi gnomami? Będą Simon, Miguel i Thomas. Simon weźmie procę. Idziesz?
-Wiesz co, Marco? Ja kończę dziś 17 lat. Nie mam zamiaru nadal w to bawić. Poza tym, słońce już zachodzi. Muszę iść na spotkanie z ojcem.
Odwróciłam się na pięcie i zacząłam iść w stronę polany, na której już pewnie czekał ojciec.Marco parsknął złośliwym śmiechem.
-Skoro jesteś taka dorosła to czemu trzymasz się szaty staruszka? Jeśli chcesz naprawdę dorosnąć, naucz się żyć bez niego! Przyspieszyłam kroku. Nie miałam zamiaru tego słuchać.
-Ojcze! Ojcze, wybacz, że się spóźniłam! Ojcze?
Polana była pusta. To dziwne, bo nigdy nie byłam tu Sama. Zawsze czekał na mnie ojciec. Trenował mnie tu od kiedy skończyłam 9 lat. Codziennie o tej samej porze. Czy to w deszcz czy to w śnieg, ćwiczyliśmy walkę na miecze.
-Ojcze...- wyszeptałam żeby nie zbudzić żadnego gnoma, czy nawet Elfa.
Kiedy nie było ze mną ojca las rozciągający się zaledwie 10 metrów przede mną wydawał się ciemniejszy, straszniejszy... Może Marco miał rację. Może...
Przeraźliwy krzyk dziecka rozdarł ciszę w małej głowie. Wskoczyłam za drzewo. Wypatrzyłam zza pnia małego skulonego chłopczyka zalanego łzami przerażenia. Nie wiedziałem, co się dzieje. Trzy sekundy potem wszystko się wyjaśniło. Do chłopca zaczęło zbliżać się sześć Trollow. Bezlitośnie potwory otaczały bezbronne dziecko. Ich wykrzywione, żółte zęby zaczęły opływać w ślinie. Oczy stały się krwistoczerwone. Nigdy nie widziałam czego okropniejszego...Co miałam robić?
Z drzewa zeskoczył mężczyzna w błękitnym kapturze. Trolle były wyraźnie zaskoczone, bo zanim się zorientowały, o co chodzi dwa z nich już straciły głowy. Ich ciałka rozsypały się w proch. Powróciły tam, skąd przybyły. – do podziemi.
Pozostałe potwory prychnęły niczym hieny . Rzuciły się jednocześnie na mężczyznę. Ten co chwila dzielnie odpychał któregoś z nich mieczem. Jeden z Trollow skoczył mu na plecy i zdarł kaptur z głowy. Mężczyzna przerzucił go przez ramię.
Wtedy nasze oczy spotkały się w powietrzu. Te wodniste trochę smutne, ale pełne odwagi oczy.
-Ojcze... – powiedziałam jeszcze ciszej niż przedtem.
On zacisnął palce w pięść i przyłożył wrogowi prosto w łeb. Trolla odrzuciło na 5 metrów.
Ojcem nagle coś szarpnęło. Pozostałe potwory rzuciły go na ziemię. On... on nie miał szans. Opluły go jadem. Zaczęły jęczeć i walić się po piersiach. To wyglądało jak taniec zwycięstwa.Ojciec leżał nieruchomo. Trolle skakały. Ja nadal stałam jak wryta. Tchórz. Jestem tchórzem. A ten mały chłopczyk, którego ojciec chciał uratować? Tego chłopczyka zakrył cień. A z cienia wyłonił się dorosły mężczyzna.
Matka opowiadała z czarnoksiężnikach zmieniających postać, ale nie sądziłam, że to prawda... Ten musiał być naprawdę perfidny. Zresztą, te jego skośne, całkowicie czarne oczy mówiły wszystko. Czarnoksiężnik pochylił się nad ojcem i coś szepnął świszczącym głosem. Nie mogłam odczytać z jego warg ani słowa. Machnął peleryną i zniknął między drzewami. Trolle zakrakały kilkakrotnie, rozłożyły swoje skrzydła nietoperzy i uniosły się w powietrzu.
Podbiegłem do ojca. Ukląkłem przy nim.
-Alicja...twoja matka...
-Ojcze, nic nie mów. Musisz odpoczywać. Ja sprawdzę...
-Twoja matka jest w niebezpieczeństwie.
Oczy mi się rozświeciły.
-Wiesz, że mi już nic nie pomoże. Jad trollow za szybko rozchodzi się po całym organizmie.
Ścisnąłem ojca za przegub.
-Żegnasz się ze mną? – zapytałam drżącym głosem.
-Alicja, liczę na ciebie. Jesteś ostatnią z wojowniczek . Tylko ty możesz ich pokonać. Pokonaj Profana.
Profan... to na pewno ten czarnoksiężnik.
-Alicja... matka. Musisz ja chronić.
-Przysięgam ci, ojcze. Nic już nie mów.
Ojciec ścisnął moją rękę resztkami sił. Wziął głęboki oddech.
-Weź mój miecz. Niech pomaga Tobie, jak pomagał mi przez całe życie.
-Ojcze, nie...
Poczułam, jak ucisk ojca się rozluźnia. Jego oczy stały się nieruchome. Odszedł. Byłam sama.
Zacisnąłam szklane oczy. Żeby powstrzymać łzy. Wypuściłam z rąk jego dłoń.
Obok leżał miecz. Chwyciłam miecz i powstałam. Pochyliłam głowę.
-Ojcze, będziesz ze mnie dumny.
Obiecałam sobie – pomszczę go, nieważne, ile to będzie kosztować. Nauczę się żyć bez niego. A kiedy już dorosnę...lepiej dla hordy będzie nie wylatywać z jaskiń. Lepiej dla Profana będzie nie pokazywać się u ludzi. Zemszczę się...

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026