📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Recovered topic 4707
« Wróć do forum  •  1 post(ów) w temacie
Post #1 26 Mar 2006, 14:23
Imię: Salmir
Wzrost: 160cm
Waga: około 85kg
Włosy: Blond- długie
Oczy: Błękitne
Klasa:Paladyn
Rasa:Krasnolud

Historia i charakterystyka bohatera:

-Salmir to bohater bardzo charyzmatyczny i oddany przyjaciel. Jego największa miłością jest mocny trunek. Jak sam mówi „-…Dobra gorzałka nigdy jeszcze nikomu nie zaszkodziła.. wręcz przeciwnie…”. Chodź jest mały ma wielkie serce i każdemu chce pomagać czasami, wpędzając się w kłopoty. Wiele razy wspierał i mnie.
-Jak wspomniałem jest niski, ma długą kędzierzawą brodzę, nie jest już młody ma 93 lata (jak na krasnoluda to jeszcze niewiele)… -Cóż nie oszukujmy się jest trochę nieporadny jak na swój wiek ale kiedy jesteśmy razem wszystko idzie po naszej myśli.
-Pewnego razu zaraz po ukończeniu ćwiczeń w Ironforge postanowiliśmy sprawdzić to czego się nauczyliśmy… Zawsze nam powtarzano ,że paladyn musi być wyważony i dawać przykład nieoświeconym. Nas to nie obchodziło… mieliśmy przecież tylko 50 lat… - ach ta młodość to już nigdy nie wróci…
Udaliśmy się do Westfall. Nie znaliśmy tej krainy ale wcześniej kupiliśmy mapy… to nie to samo… ale zawsze coś. Gdy przybyliśmy na teren wybrzeża było naprawdę pięknie. Była noc na niebie świeciły gwiazdy a pomiędzy nimi księżyc… wydawał się taki ogromny jak nigdy… Salmir zobaczył jakieś ognisko, podeszliśmy bliżej. To byli jacyś ludzie… chyba wojownicy nie jestem teraz do końca pewien. Powiedziałem -Witam, możemy się do was dołączyć…?
-Oczywiście- powiedział jeden z nich… ale tylko wtedy gdy jeden z was pokona najlepszego z nas… Salmir bardzo pewny siebie wyciągnął swój jednoręczny miecz. Ludzie zaśmiali się…
-Nie o to nam chodzi -odpowiedzieli wspólnym głosem jakby się wcześniej umówili. Macie tu beczułkę naszego najlepszego trunku. Tym razem my się zaśmialiśmy… widać było ,że te wielkoludy nie są zbyt mądre. Tylko ktoś nie posiadający rozumu staje do takiego boju z krasnoludem. Salmir usiadł na ziemi, a jeden z ludzi podał mu baryłkę oznaczoną napisem Piekielny Wywar 80%...
-Och to ma być piekielny wywar…- powiedział z uśmiechem. Po czym przechylił cała beczkę do góry… Nie minęło kilka minut jak byli już po 3 kolejce. Stwierdzam słusznie ten człowieczyna nieźle się trzymał nic nie wskazywało na to, że zaraz miał stracić przytomność. Po piątej partii Salmir wstał jakby nigdy nic, a ten wojownik leżał, a co śmieszne stracił całe swoje siły… Postanowiłem trochę ich podbudować i dodać im otuchy
-Nie jest źle…- dopowiedziałem. -Jesteście w świetnej formie… Ludzie których znaliśmy odpadali po jednej baryłce może dwóch.
- Zawsze się dziwiłem skąd u krasnoludów takie mocne głowy. Są tak niewielcy, nie wiem gdzie wam się to może mieścić… –powiedział zdziwiony mężczyzna.
-Oj…jesteś widocznie bardzo młody i mało wiesz na nasz temat –powiedział mój przyjaciel.
-Słyszałem tylko a waszej rasowej waleczności i oddaniu sprawie…-Powiedział młodzieniec.
-Z dumą musze potwierdzić ale to nie wszystko…-zaśmiałem się
-Powiedzcie mi co was sprowadza do tej pięknej ale zdradliwej krainy…? –Zapytał jeden z nich.
-My szukamy przygód… a wy?
-Przybyliśmy tutaj by polować na małe smoki. Ich skóry są bardzo cenne na północy kontynentu… za jedną można kupić nawet całe uzbrojenie. Maluchy to nie problem ale jest mały haczyk… one najczęściej przebywają z matkami…
-Jeśli tylko chcecie możemy się dołączyć. Ja i Salmir znamy kilka zaklęć które mogą się wam przydać… Jeśli oczywiście jesteście zainteresowani…? –zapytałem.
-Bardzo chętnie… każda pomoc się przyda. Ruszamy o świcie wiec musicie wypocząć- powiedział podekscytowany młodzieniec
-Musicie o czymś wiedzieć… nie mamy zbyt dużego doświadczenia w walce z tak nieokiełznanymi bestiami jak smoki –dodał Salmir.
-Wszystkiego można się nauczyć… żegnajcie.
Wczesnym rankiem ruszyliśmy w stronę jakiejś ogromnej jaskini. Nie baliśmy się wchodząc, w końcu podobne nas wychowały. Odór siarki towarzyszył nam od samego wejścia, można było powiedzieć, że był to nasz jedenasty towarzysz. Kiedy dotarliśmy do samego wnętrza zobaczyłem tuziny szkieletów a pośrodku nich wielkiego czarnego smoka wraz z dwoma małymi.
-Jak dla mnie czarne smoki są bardzo piękne ale już widzę złoto które za nie otrzymamy…-powiedział jeden z ludzi.
-Nie wiem. Ja już nie mogę się doczekać prawdziwej walki –powiedział rozwścieczony Salmir.
-Nie tak prędko mój mały przyjacielu… musimy się przygotować.
-Tylko nie mały…! Nie lubię jak ktoś ocenia mnie po wyglądzie.
Walka była ciężka niestety do obozowiska wracaliśmy na tarczy. Niestety już tylko siedem osób. Ja zostałem tylko zadraśnięty ale Salmir podczas pierwszego natarcia został odrzucony podmuchem i uderzył z całym impetem o skały. Stracił przytomność .Nawet ludzie nie przypuszczali ,że matka zaatakuje najpierw nas wzmacniających… Smok została zabity jednak małe nie okazały się na tyle słabe by bez trudu zakończyć ich żywot. Nie chcieliśmy iść za ciosem, byliśmy wycieńczeni i zdziesiątkowani… Ludzie postanowili wrócić tam ponownie następnego dnia i skończyć to co zaczęli. Ja zaś nie miałem ochoty, martwiłem się o mojego najlepszego druha który był ranny. Najlepsze co mogłem zrobić dla niego to darować sobie bitwę i wieść go do Stormwind. Świątynia to chyba jedyne miejsce gdzie mogli go uleczyć. Po dwóch dniach byliśmy na miejscu… Powiedziano mi, że wszystko będzie dobrze ale Salmir będzie musiał zostać parę tygodni. Zasmuciłem się, chciałem zostać. Powiedziano mi ,że może już nigdy nie być tak sprawny jak był… ale najważniejsze jest to ,że żyje. Salmir szepnął mi na ucho żebym wrócił do Ironforge i przekazał rodzinie gdzie się znajduje i co mu się przydarzyło… Skinąłem głową, pożegnałem się i wyszedłem. Wróciłem do naszej stolicy i zaraz pospiesznie udałem się do jego domu… Rodzina chyba się o niego bała… najbardziej ojciec który pokładał w nim tak wielkie nadzieje.
Minęły 3 tygodnie postanowiłem jechać do Stormwind i odwiedzić przyjaciela. Kiedy wszedłem do świątyni Salmira nigdzie nie było… zapytałem kapłana do którego wcześniej go przyprowadziłem gdzie jest.
-Każdy przebywa tu dobrowolnie… może wejść kiedy tylko chce i wyjść również. Nie mam prawa nikogo tu zatrzymywać. To było 2 tygodnie temu… rozmawiałem z nim tego dnia, złamana ręka zrosła się. Salmir powiedział mi ,że zawiódł samego siebie. Teraz dopóki nie wróci do dawnej formy nigdy nie odnowi kontaktów z dawnego życia, nawet z najbliższymi. Nie chce zawieść i ich…
Co miałem zrobić…? Przeniosłem się tu do Stormwind i nadal na niego czekam... Chodzą pogłoski,
że Salmir przebywa gdzieś w krainie elfów ale tak naprawdę nikt tego nie wiem…
Od 13 lat nie mam z nim żadnego kontaktu. Mam jednak ogromną nadzieję ,że znów spotkam tego skromnego i walecznego krasnoluda. Jeśli widział byś go gdzieś przekaż żeby się jakoś skontaktował… Bywaj!

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026