📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Recovered topic 4726
« Wróć do forum  •  11 post(ów) w temacie 1 2
Post #1 27 Mar 2006, 19:24
Imię: Orlam
Wzrost: Dorosłego mężczyzny ( 186 cm )
Waga: 86 kg
Włosy: koloru zboża ( blond )
Oczy: niebieskie
Budowa: Bardzo rozbudowany od małego dosyć silny

Rozdział I


Kolejny cios sparowany. " Czy on się w coś ze mną bawi? Skrywa swą siłę, lecz, po co? ". Rozmyślania są czasem bolesne, tak jak i w tym przypadku. Chwila nieuwagi i wielka maczuga opadła na me ramię. Rozległo się głuche chrupnięcie kości. " Niech tylko nie będzie złamana"- pomyślałem z rozpaczą i od razu mi ulżyło, gdy zdołałem poruszyć ręką. Sprawiło ból, lecz teraz nie miałem na to czasu. Wstałem z miłego w dotyku mchu i zaszarżowałem na taurena. Odbił moje dwa ciosy, lecz trzeciego już nie zdążył. Śnieżne ostrze zagłębiło się bez problemu w tłuste ciało potwora.
- W imię światła PODDAJ SIĘ!!!
- JA SIĘ NIGDY NIE PODDAĆ JAKEM MIRETHORN!!!!
- Więc GIN bestio!!
Zdołałem jeszcze raz popchnąć ostrze, zanim kopyto ścięło mnie z nóg. Miecz odleciał o kilka metrów dalej, a moja twarz uderzyła o ziemię z taką siłą, że aż na chwilę ciemność ogarnęła me oczy. Z ledwością uniknąłem dwóch ciosów turlając się w stronę miecza. "Jeszcze tylko raz" pomyślałem, lecz ostrze zostało mocno odepchnięte w krzaki przez jakąś gałąź.
- Hahaha- zaśmiał się obrzydliwie Tauren
- Tak się składa- powiedziałem wstając-, że też coś umiem.
Jedno słowo i stwór został odepchnięty nieznajomą dla niego siłą. Zaskoczony poleciał jeszcze dalej niż się spodziewałem. Miałem kilka sekund, cennych sekund. Pobiegłem do miecza, które zamarzło tuż po moim dotyku. " Dzięki Frosword". Drugie słowo aura gotowa. Kolejna chwila już kolejna szarża na taurena. Zaskoczony nie miał czasu na sparowanie, lecz też pchnął maczugę, co wytrąciło mnie z równowagi i przerwało atak. Tym razem tauren zaatakował. Uderzył trzy razy ze średnią siłą. Dwa ciosy sparowane, lecz trzeci trafił mnie w bok i przewrócił na podszycie. Przed oczyma stanął obraz zakonu, oraz cmentarza. „ Muszę się podnieść”. Robiąc to poczułem ogromny ból, lecz nic nie miałem już do stracenia. Wyprowadziłem dwa słabe ciosy, które nawet nie doszły do taurena. Ten jednak całą swą potęgą, trzepnął w moją stronę, a ja ostatkiem sił uniosłem tarcze. Teraz naprawdę można było poczuć jego całą siłę. Cios bez problemu przebił się przez tarcze i uderzył mnie w głowę ponownie przewracając. Już dalej nie mogłem. Zasnąłem w mgnieniu oka.
Przed moimi oczyma stanął obraz dawnej wioski. Taki spokojny, kojący... Narodziłem się w tej wiosce. Byłem młodym niebieskookim człowiekiem, z włosami koloru dopiero, co ściętego zboża. Miałem łagodną cerę i dosyć silnie jak na młody wiek zbudowany. Wioska, w której się urodziłem, była nieopodal Stormwind. Wszyscy ludzie się tam przyjaźnili. Nie znaliśmy nienawiści. Moja matka była magikiem, a ojca prawie nie znałem. Od ludzi dowiedziałem się, że jest szaleńcem. Wyruszył gdzieś twierdząc, że „ musi obronić Azeroth” i nikt go więcej nie widział. Od początku wszyscy z wioski mówili, iż będę świetnym magiem tak jak mama i że mam do tego ogromną pasję. Szkoliłem się w tej dziedzinie jak chciała mama. Dotarłem na wyższy poziom doświadczenia maga i dostałem dyplom od rady magów w Stormwind. Przez kilka lat, aż do 16 roku życia trenowałem jeszcze tą szkołę. Aż pewnego dnia stała się rzecz, która odmieniła me życie na zawsze. Trenując w pobliskim lesie natknąłem się na orka. Na moje nieszczęście był o wiele silniejszy ode mnie. Walka była zacięta. Rzucałem w niego wszystkimi czarami po kolei, aż zabrakło mi energii do dalszej walki. Jedynie cudem zostałem uratowany przez palladyna. Gdy ork miał mi zadać ostateczny cios ten uderzył go swym mieczem i przy pomocy zaklęcia zakonu, pokonał go. Byłem ogromnie zafascynowany nim i sposobem, w jaki z ogromną łatwością pokonał wroga. Zacząłem go wypytywać o zakon, szkołę, ludzi i o niego. On ze spokojem odpowiadał na wszystkie me pytania. Po skończeniu opowieści powiedział, że jeśli chce mogę pójść razem z nim do zakonu i zobaczyć go. Z przyjemnością przyjąłem propozycję i wyruszyłem. Szliśmy dość długi czas, lecz w końcu dotarliśmy do celu. Był to wielki „ pałac” a na zewnątrz wszyscy trenowali: a to sztukę opanowania ciężkiego miecza dwuręcznego, a to sztukę uleczenia lekkich ran. Byli oni młodsi ode mnie, co mnie lekko zasmuciło.
- O co chodzi przecież chciałeś ujrzeć zakon?
- Tak, ale tak mnie zafascynowałeś, że chciałem zostać paladynem.
- Paladynem nie można zostać nim się jest...
- Lecz ja nie wiem kim jestem
- To leży głęboko w twej duszy chłopcze, przyjdzie czas a dowiesz się o swoim przeznaczeniu.
Z lekkim uśmiechem przytaknąłem i ruszyłem dalej. Poznałem mistrza zakonu i kilku przyjaciół... Właśnie, kogo?
- Eeee... Przepraszam, ale tak jakoś wyszło... nie znam twego imienia.
On ukłonił się i z uśmieszkiem rzekł:
- Zwą mnie Ardin przyjacielu.
- Ardin...
Po jakimś czasie spędzonym w zakonie, przypomniałem sobie o kochanej matce, którą zostawiłem samą w wiosce. Natychmiast poszedłem z tym do Ardina. On rzekł:
- Nie masz się co frasować młody Orlamie. Ja i moi przyjaciele odwieziemy Cię do wioski.
- Lecz ja tu chcę wrócić
- Więc weźmiesz swe rzeczy, powiadomisz matkę i znów Cię tu przywieziemy.
Chcąc lub nie przytaknąłem i zostawiłem palladyna. Szedłem ze smutkiem w duszy. „ Jak ja mogę? Zostawić moją ukochaną matulę samą? Przecież ja nie mogę tak zrobić”. Postanowiłem podjąć decyzję już po dotarciu do wioski. Przespałem noc, w ciągu której miałem okropny sen. Był on o paleniu mojej wioski. Wszyscy krzyczeli. Ludzie byli wieszani lub zabijani przez stwory z samych krańców piekieł. Nagle zobaczyłem moją matkę powieszoną na drzewie z wyprutymi wnętrznościami. Chciałem się odwrócić, lecz nie mogłem. Zobaczyłem też jej oczy, które wyraźnie mówiły do mnie „ Synu, dlaczego nie zostałeś w wiosce”. Z wręcz ogłuszającym rykiem zbudziłem się i zacząłem gorzko płakać. Na ten hałas przybył do mej komnaty Ardin. Zaczął mnie uspokajać. Gdy już przestałem spytał mnie co się stało, a ja opowiedziałem całą historię.
- Nie musisz wracać do nas, jeżeli to by sprawiałoby ci cierpienie..
- Lecz ja bardzo pragnę zostać paladynem.
- Coś poradzimy- odpowiedział z uśmiechem- a teraz nie frasuj się i idź na zasłużony wypoczynek.
Lekko uspokojony poszedłem spać i na całe moje szczęście nie miałem, żadnych niepokojących snów.



Rozdział II


Rankiem następnego dnia pojechaliśmy do wioski. Podróż już nie trwała tyle czasu, co poprzednia. Tym razem była na pięknym koniu Ardina. Był on koloru śniegu zdobiącego szczyty gór. Miał on na sobie herb zakonu. Drugi koń, należący zapewne do Kaelna przyjaciela Ardina, był koloru kasztana. On również miał na sobie herb.
- Za jaki czas dojedziemy? - zapytałem
- Chyba za chwile- odparł szybko-, jeśli się nie mylę to za tym laskiem jest...
- Nareszcie!!!
Zza lasku wyłoniły się dobrze mi znajome domy i staw, nad którym tak lubiłem się bawić w młodości. Na drodze szli ludzie jak zwykle uprzejmi i mili. Jaskółka jak zwykle przelatywała wysoko nad naszą wioską. W małym lasku za wioską pasły się młode jelonki wraz z rodzinami. W drzwiach domku bardzo mi bliskiego stała moja matula. Stała tam z uśmiechem na twarzy jak gdyby wyczekując mojego powrotu. Na jej widok od razu zeskoczyłem z siodła i rzuciłem się w jej ramiona. Jej usta delikatnie dotknęły mojego policzka, a kasztanowe włosy matki spłynęły na moje ramie jak górski potok. Byłoby to dziwne przywitanie, ponieważ widzieliśmy się zaledwie dwa dni temu, lecz po tym okropnym koszmarze chciałem się tak przywitać.
- Cieszę się, że cię widzę- rzekła mama.
- Oj nawet nie wiesz jak ja się cieszę- odparłem i odwróciłem się lekko do moich towarzyszy- byłbym zapomniał, to moi przyjaciele Ardin oraz Kaelen. Obydwaj są paladynami.
- Witajcie czcigodni- powiedziała matka- zapraszam do mych skromnych progów.
- Przepraszamy serdecznie, lecz my tylko na chwilę.
- Jak to?
- Ee... Mamo- rzekłem z lekkim smutkiem- chciałbym porozmawiać z tobą chwilę w domu.
- Jak sobie życzysz skarbie.
Wszedłem do domu zostawiając paladynów. Opowiedziałem o wszystkim: o ataku orka, o uratowaniu mnie, o zakonie...
- Bardzo chciałbym zostać paladynem- rzekłem na końcu-, lecz boje się zostawić cię tu samą.
-, Jeżeli chciałbyś zostać wielkim wojownikiem, nie winiłabym cię. Jeśli chciałbyś zostać wielkim kapłanem, nie winiłabym cię. Dlaczego więc mam cię winić za to, że chcesz zostać paladynem? Każdy człowiek rodzi się ze swym powołaniem i wcześniej czy później go odkrywa. Jeżeli sądzisz, iż odkryłeś swoje, nie zatrzymuje cię. Lecz mam tylko jedną prośbę: pamiętaj o mnie i odwiedź mnie czasem.
- Oczywiście mamusiu- rzekłem, a łza zakręciła mi się w oku i spadła na podłogę. Podszedłem i uściskałem mamę, a potem poprosiłem o pomoc w pakowaniu. Oczywiście pomogła. Po upływie kilku chwil byłem już gotowy. Wychodząc z domku zobaczyłem, paladynów tak jak ich zostawiłem. Uściskałem jeszcze matkę i udałem się w podróż powrotną wraz z mymi przyjaciółmi.


Rozdział III


Po trzech dniach pobytu w zakonie zostałem pasowany przez samego mistrza na rekruta. Odtąd zaczęły się moje przygotowania do ostatecznego testu. Za pierwszy cel postawiłem sobie dotarcie do mistrzostwa w magicznej odnowie. Jako paladyn mogłem uleczać a nawet wskrzeszać ludzi. Zajmowało to nie więcej niż chwile i nie zużywało zbyt dużo mej energii. Po pewnym czasie byłem już w tym mistrzem.
„Szkoła magii”, bo tak nazywałem przygotowanie magiczne trwała kilka lat w tym czasie poznałem nowych ludzi, a nawet zaprzyjaźniłem się. Wszyscy byli dla mnie bardzo serdeczni tak jak w wiosce. Czułem jakbym tam był. Chodź od niektórych bardzo odstawałem nikt nie zwracał na to uwagi. To była po prostu czysta przyjaźń.
Po kilku latach magii rozpocząłem „Szkołę miecza”. Ta szkoła zajęła mi o wiele więcej czasu, ponieważ od młodości miałem do czynienia tylko z laskami. Takie przejście na broń ciężką było dosłownie szokiem. Choć miałem dosyć mocną posturę, posługiwanie się mieczami i młotami na początku sprawiało mi trudność. Po kilku latach już udawało mi się swobodnie władać brońmi, a potem uczyłem się jeszcze strzelać z łuku.
Przy końcu przygotowań to ja tym razem odstawałem od innych i to w tą dobrą stronę, lecz tak jak i moi przyjaciele nic sobie z tego tytułu nie robiłem. Nie było też czasu na wywyższanie, bowiem za dokładnie siedem dni miałem przejść ostateczny test. Tak więc przygotowywałem się jeszcze. Uczyłem nowych technik walki, nowych przydatnych czarów, ale też trenowałem swój umysł. Aż w końcu nadszedł ten dzień. Poszedłem do mistrza o on rzekł do mnie głosem pełnym grozy:
- Młody Orlamie jesteś już gotowy stanąć do testu ostatecznego?
- Tak jestem wielki mistrzu.
- Dobrze więc. Na pustkowiu jest wejście do jaskini. W niej czekają cię trzy próby prawdy. Jeżeli dobrze wykonasz wszystkie zostaniesz paladynem.
-A więc wyruszam wielki mistrzu.
- Powodzenia.
I tak wyruszyłem na pustkowie, o którym wspominał i zacząłem szukać wejścia do jaskini. Szukałem cierpliwie, a gdy miałem się zdenerwować pomyślałem chwile i szukałem dalej. Tak szukałem prawie całe dwa dni o suchym gardle i pustym żołądku, aż w końcu znalazłem. Uradowany wszedłem z ręką na mieczu i zagłębiłem się w ciemności jaskini. Szedłem tak przez dłuższy czas, prostą drogą, aż natknąłem się na rozgałęzienie. W jednej drodze było pełno złota diamentów i różnych kosztowności. Na samym końcu leżała na podeście upragniona przeze mnie woda i żywność. W drugim zaś korytarzu był olbrzym, który walczył z chłopcem. Chłopiec nie miał najmniejszych szans na wygraną. Nagle po całej jaskini zagrzmiał głos:
- KTÓRĄ DROGĘ WYBIERZESZ PALADYNIE!!!
Po chwili zastanowienia nie odpowiadając pobiegłem w stronę chłopca. Po wykańczającej drodze i poszukiwaniu wejścia byłem bardzo wyczerpany, lecz musiałem mu pomóc. Gdy dotarłem do niego olbrzym złapał chłopca za głowę i nogi. Stwór był bardzo gruby i z wyglądu bardzo potężny. Choć nie miał żadnej broni, walka z chłopcem nie sprawiła mu najmniejszego problemu.
- Ty odejść paladyn bo ja go zaraz zabić!
- Nie możesz tego uczynić bestio!
- Ja wszystko móc!!
- Dobrze! Puść go a w zamian weź mnie!
- A po co ty być mi!!
- Poświęcę całego siebie za życie tego chłopca!
W tym momencie olbrzym znikł, chłopiec przemienił się w mistrza zakonu.
- Zaprawdę Orlamie jesteś paladynem.
- Dziękuje mistrzu.
- Jutro gdy słońce pokona księżyc zostaniesz mianowany paladynem.



Rozdział IV

Zostałem pasowany na palladyna! Było to cudowne uczucie. Wszyscy mi gratulowali i cieszyli wraz ze mną. Po uczcie postanowiłem pożegnać się ze wszystkimi, spakować i wrócić na dłuższy czas do domku. Dostałem własnego konia i mogłem ruszać. Podróż była krótka, ponieważ chciałem w pełni zobaczyć, na co stać tego rumaka. Po dotarciu na miejsce moje serce omal nie pękło. Zobaczyłem zburzone domy i pomordowanych ludzi nie było to tak jak w moim śnie, ale naprawdę przerażające. Gdy rozpocząłem szukanie mamy, przypomniałem sobie o schowku w domu pod podłogą i pomyślałem, że mama z niego skorzystała. Poszedłem, więc tam, otworzyłem i zobaczyłem kopertę z moim imieniem. Szybko otworzyłem i zacząłem czytać list.
„Drogi syneczku. Nie martw się nic mi nie jest. Na naszą kochaną wioskę napadła zgraja najemnych orków. Na szczęście dowiedziałam się o nich wcześniej. Powiedziałam, komu mogłam i zaczęliśmy uciekać. Niestety nie wszyscy zdążyli. Lecz ci orkowie, oni chyba czegoś szukali. Synku nie martw się o nas. Nie mogę napisać, dokąd się udałam. Mogłoby to nam zagrozić. Kocham cię i nie przestanę kochać. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Żegnaj”
Lekka ulga ogarnęła me ciało, lecz zaraz potem smutek i złość. Postanowiłem odnaleźć matkę i to za wszelką cenę.
Moje poszukiwania trwały długo, bardzo długo. Szedłem najpierw w kierunku Ironforge, po dotarciu poszedłem do Loch Modan, a następnie wróciłem do Elwyn Forest. Gdy szedłem w lesie, zacząłem słyszeć co chwila kroki. Nikogo nie widziałem, lecz byłem pewien, że ktoś tam był. Nagle przed sobą ujrzałem twarz... nie mordę... mordę taurena.


Rozdział V

Gdy się obudziłem ponownie zobaczyłem taurena tym razem wyczerpanego. Zdziwiony byłem tym widokiem, ponieważ gdy go zostawiłem miał jedną ranę i był tylko lekko zmęczony. Mrugnąłem i zobaczyłem w oddali jeszcze jedną postać, choć bardzo małą. Był to gnom po ubiorze sądziłem, że to mag. Rzucał pojedynczo czary w taurena, a on był coraz bardziej obolały. W końcu dał za wygraną i uciekł w stronę Westfall.
- Witaj podróżniku!- rzekł wesoło gnom.
- Witaj gnomie- wysapałem
- Uuuuu... troszeczkę się wyczerpaliśmy. No to trzeba cię troszku podkurować
Rzucił jeden czar i w jednej chwili wróciły mi prawie wszystkie siły.
- Dziękuję
- Hahaha... nie ma za co.
- Co tutaj robisz?
- A tak sobie chodziłem a tu patrzę tauren chce dobić człowieka. A więc rzuciłem w niego ognistą kulką, a potem jeszcze kilkoma. A dalej to już chyba widziałeś...
- Tak. Zaprawdę jesteś potężnym magiem. Jak ci na imię?
- Dimble przyjacielu! Dimble Yebedoo i tak dalej. Ale to moje dwa podstawowe imiona. Haha
- A więc Dimble... uratowałeś mi życie jestem ci dożywotnie wdzięczny.
- E tam... Jeśli chcesz ze mną iść do Stormwind to zapraszam.
- Będę zaszczycony...
I ruszyliśmy do miasta, a następnie po dotarciu zwróciliśmy się do karczmy. W tej historii jak dla mnie jest jeden morał: najlepiej jest " Zatopić wszelkie smutki i słabości w karczmie".
Post #2 28 Mar 2006, 20:16
Dobra robota!
dlugie, ciekawe i dobrze sie czyta.
Post #3 28 Mar 2006, 23:08
nie czytalem nawet opisu, przeczytam kiedy indziej, moze, ale od razu poczatek mnie zrazil:
wzrost 186cm, waga 86kg i budowa rozbudowana, cokowliek to ma znaczyc, to intuicyjnie wnioskuje ze chodzi Ci o solidna budowe ciala, co jakby nie patrzec przy tych parametrach wzrostu i wagi to jest niemozliwe 😀 chodzi mi o to ze nie mozna byc rozbudowanym przy tej wadze bo bedzie to raczej karykatura czlowieka niz silnie zbudowana postac :wink:
Post #4 29 Mar 2006, 07:08
No masz racje zapomniałem poprawić tej wagi. Powinno być sporo więcej. Dzieki za te odpowiedzi i zapraszam do dalszych 😀
Post #5 29 Mar 2006, 12:51
Imię: Orlam
Wzrost: Dorosłego mężczyzny ( 186 cm )
Waga: 107 kg
Włosy: Koloru świeżo zboża ( blond )
Oczy: Niebieskie, a może nawet błękitne
Budowa: Dobrze umięśniony od małego dosyć silny


Kilka poprawek 😀 bo było trochę żle 😐
Pzdr
Post #6 29 Mar 2006, 15:28
no teraz to juz moge zaczac sie Ciebie bac :wink:
Post #7 31 Mar 2006, 18:55
To jest... piekne!
Malo ktora historia na tym forum tak mnie nie wciagnela!
6+!!!
Post #8 01 Apr 2006, 09:30
Historia zajefajna. ALE przeciez zaczynasz gre na 1 lvl'u a z opisu wynika ze jestes juz bardzo dobze wyszkolony i duzo umiesz.

Ps. kiedys sie spodkamy i zniszcze Cie 😛 😀
Pozdro
Post #9 01 Apr 2006, 09:40
Budowa: Bardzo rozbudowany od małego dosyć silny


Masz moc od małego? nie ma to jak duzy mały ^^
Post #10 04 Apr 2006, 20:41
przeczytalem w koncu, mozen ie mam nastroju, ale jak dla mnei to jest dlugie i nudne 😢

ilosc z reguly nie idzie z jakoscia, po prostu przynudzasz :wink:

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026