|
Post #1
29 Mar 2006, 02:12
Nad leśną łąką unosi się jeszcze poranna mgła, powietrze jest nasycone wilgocią po deszczowej nocy - słońce już wygląda nad horyzont ale nie słychać ani jednego ptaka. Na skraju polany leży kilka ciał poległych, głuchą ciszę pobojowiska rozdziera krzyk - pełen bólu i cierpienia. Nieopodal zabitych grupka postaci kłębi się nad rannym towarzyszem.
- Nie dotykaj! Nie widzisz, że cierpi!? - Przecież trzeba to wyciągnąć... Z boku rannego sterczy ubrzechfiona strzała, nie ma wątpliwości co się stało. Kłebiący się pobratyńcy nieudolnie przytrzymując na ranie lniane bandaże trącają drzewiec tkwiącej w ciele strzały wywołując serię gorzkich jęknięć i krzykow. - Dość! Zaraz sami wyprawicie go w Jej objęcia! Odsuńcie się i nie przeszkadzajcie. Reszta zareagowała na to posłusznie dając pole do działania jednemu. - Trzymaj się Jaguarundi, trochę może zaboleć. Po tych słowach Amandil - bo tak sie zwała postać która siedzi teraz nad rannym, chwycił zręcznie strzałę i powoli lecz zdecydowanie zaczoł ciągnąć ku sobie. - Aaaah! Zachrypły i zdławiony krwią krzyk przedarł powietrze i po chwili ucichł, Jaguarundi tracąc przytomność z utraty krwi zdołał jedynie spostrzec przerażone twarze pobratyńców i zakrwawiony jaskółczy grot z ułamanym liściem... Ciemność... Co się stało? Urywki zdarzeń powoli zaczynają układać się w pełen obraz - A wiec wytropili nas... ale nie zaskoczyli - mieliśmy przewagę, deszcz w nocy zmienił łąkę w grzązki grunt i z trudem mogli do nas sie przedrzeć - to było jak strzelanie na ćwiczeniach... do puki na skraju lasu nie pojawił się on, szkaradny pogarbiony ork i do tego łucznik - najgorsza groteska łucznika jaką w życiu widziałem... Dlaczego chybiłem? Nie był trudnym celem, doskonale widziałem jego sylwetke na tle drzewa... Cięciwa - zapomniałem zmienić cięciwe po nocnej warcie, a ta przecież przemokła od deszczu! Taki błąd... przez to nierozgarnięcie dałem mu tylko znać o swojej obecności, no i stało się... Teraz ja Jaguarundi syn Sylantheriana umieram od broni którą pokochałem... Od wczesnych lat w sielankowej atmosferze Teldrassil dorastałem w przekonaniu, że to my jesteśmy najlepiej władającymi tym orężem - tak jak zwykło się uważać ludzi za panów stalowej klingi, a krasnoludzkich synów kamienia panami toporów i grzmiących rusznic... Może nie byłem najlepszym łucznikiem z mojego pokolenia, ale podczas wieloletnich treningów wyuczono nas, że jesteśmy elitą. Żyłem w przesyconym propagandą świecie gdzie wbijano nam do głowy, że wojna jest gdzieś daleko - a ona sama przypomina raczej spanie pod gołym niebem przy rodzinnej ogniskowej atmosferze i strzelanie do ruchomych tarcz... Tymczasem walki toczą się na ziemiach granicznych z wrogiem liczniejszym i wcale nie tak głupim jak propaguje to starszyzna. Nie żadko zostaliśmy obrzucani granatami, czy zmuszeni do odwrotu przez zaskakującą szarżę orkijskiej jazdy. Nasz wróg nie jest głupi, a jeżeli kiedyś był to już dawno zmądrzał. Naszą jedyną szansą są walki partyzanckie w lasach, tam jazda nightsaberów oraz lekkie uzbrojenie mają szanse przeciw bardziej zaawansowanym technicznie przeciwnikom - nie wtoczą do lasów ciężkiego sprzętu. Ciała poległych obu stron kwitną w lasach nasycając powietrze wonią rozkładających się ciał, nie jest to widok i zapach którego mogłem się spodziewać wyruszając na moje pierwsze patrole wraz z braćmi. Los łaskawie mnie oświecił, już nigdy nie pomyśle o sobie i rasie do której należe jako o lepszych czy bardziej cywilizowanych. Prowadzimy wojny tak samo jak orki czy trolle - dobijamy rannych, torturujemy jeńców dla uzyskania informacji a potem najczęściej skracamy ich męki, wszystko to oczywiście tłumaczy się tym, że to niższa rasa - nasz odwieczny wróg a zarazem barbarzyńca nie mający za grosz szacunku dla nas, pełno jest legend o napadających dzikich hordach orków, trolli czy taurenow - dla mnie to już są bajki do straszenia dzieci, a najgorsze jest to, że wierzy w nie znaczna część społeczności. Nie przeczę, że te historie są prawdziwe - ale wiem, że my robimy to samo z ich wioskami w imię lepszego życia bez tego "ścierwa"... Co w głowie takiego orka się dzieje gdy widzi wioske czy obozowisko z jego pobratyńcami wyciętymi w pień bez żadnej litości? Czy nie to samo co czujemy my patrząc na kolejną spaloną sicz? Ja w stereotyp głupiego orka już nie wierzę i nikt nie wmówi mi, że taki widok nie wymusi w nim chociażby gniewu i chęci odwetu oraz uczynienia tego samego - to konflikt który skończy się dopiero wtedy, kiedy jedna ze stron nie ulegnie zagładzie... - Jaguarundi... Jaguaru... Ooo nareszcie się ocknołeś, byłeś nieprzytomny przez cztery dni, mialeś wysoką gorączkę i majaczyłeś. - Co ze strzałą? Czy już wszystko ze mną w porządku? - Ehh ta feralna strzała... Mogę powiedzieć Ci tyle, że mialeś szczęście - Postać przysiada obok i kładzie grot obok posłania - Przywieźli to razem z tobą abyśmy wiedzieli co w tobie tkwi. Niestety... ułamane skrzydło grotu nadal w tobie jest, zrobiła sie wokół niego cysta na twoje szczęście. A teraz masz, napij się wody. Jesteś spowrotem z nami w Teldrassil i zostaniesz tu puki nie dojdziesz do siebie... Imię: Jaguarundi Rasa: Elf Profesja: łowca Wzrost: 183cm Waga: 79kg Włosy: Kruczoczarne Karnacja: Ciemna, brązowo-fioletowa Oczy: Szare Charakter: Zatracił wiarę w "czystość" i honorowe postępowanie elfów. Jest raczej zgorzchniałym i samotnym typem, przywykł do tego, że jego zdanie na temat tego konfliktu nie znajduje poparcia. Opis: Jest to elf, jest przeciętnego wzrostu jak na przedstawiciela tej rasy, jedo skóra natomiast jest dość ciemna, a czarne włosy spięte w koński ogon. Twarz jego nie odznacza się żadnymi szczególnymi cechami czy zarostem. Jego oczy nie widziały wystarczająco wiele by teraz nie ukazywać żadnego uczucia - radości czy smutku. Podczas rozmowy jego język jest raczej grubiański w porównaniu z innymi elfami i nie wtrąca w co drugie zdanie czegos o Pani... a możnaby nawet stwierdzić, że w ogole o niej nie wspomina. Odziany jest w skórzane ubrania, kolorem raczej stonowane i nie rzucające się w oczy. Przy pasie przytroczony jest toporek, niewielki lecz z pewnością praktyczny podczas leśnych wojaży. Po drugiej stronie zwisa natomiast niewielki kołczan pełen krótkich strzał - widać niedawno uzupełniany. Obok kołczanu znajduje się rownież sajdak z równie niewielkim powyginanym łukiem... Tak to krótki łuk refleksyjny - może nie nosi daleko, ale jest idealny do leśnych polowań. No to teraz coś odemnie - jak zwykle narobie pewno pełno byków za które najmocniej przepraszam 🙄. Pozdrawiam |
|
Post #2
29 Mar 2006, 03:08
Spoko 😊 podobalo mi sie 😊
Masz na + ze orki nie sa glupie ^^ 😀 hiehei a teraz wracam dalej do roboty 😛 |
|
Post #3
29 Mar 2006, 13:50
Jak dla mnie dobra w histori jest mało o głównej postaci ale nadrobiłeś to w opisie ciekawie sie czyta wogole +++
P.S troche sie nie zgadzam z pogladami o orkach ( sorry dla wszystkich orkow ) |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |