📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Przygoda braci w Northrendzie - Kronika podróży
« Wróć do forum  •  2 post(ów) w temacie
Post #1 29 Mar 2006, 15:48
Northrend
22 listopad rok: nie istotny
Kolejny zapluty dzień pod gołym niebem. Spoglądając na brata zdałem sobie sprawę jak dawno nie widzieliśmy już ojczystych ziem. Khel’Tharrak okrył się jeszcze bardziej płaszczem, aby jego martwe ciało nie rozpadło pod wpływem mrozu. Byliśmy już blisko, bardzo blisko. Ogień pomimo moich starań zgasł przysypany nieustannie padającym śniegiem. Wiatr wzmagał się coraz bardziej. Nasze, już od bardzo dawna, poszarpane szaty pod wpływem lodu stały się bardzo ciężkie. Zmrok zapadł dziś wyjątkowo szybko. Postanowiliśmy przeczekać tę noc w nie dawno odkrytej jaskini.

Northrend Korona Mrozu
23 listopad
Odpoczywaliśmy dobre 9 godzin. Ku memu zdumieniu ciągle było ciemno. Nie zanosiło się na to, iż słońce dziś wstanie. Zebraliśmy nasz ekwipunek i wyszliśmy przed grotę. -Cholerny śnieg!-Chrząknąłem. Po chwili stania na mrozie usłyszałem szorstki głos brata:
-Khel’Nazhak- powiedział drżącym głosem-Wyczułem zapach ludzkiego ścierwa! -Też to czuje. Czego te łachudry tam szukają!?.
Wysunęliśmy się kawałek do przodu aż do krawędzi urwiska. W dolinie pod nami rozlegał się głos. Blask ognisk oświetlał wnętrze doliny.-Dziwne?- Powiedziałem-Jak oni są w stanie przeżyć taki mróz? Kąciki warg u obu braci lekko się podniosły.-No tak, ale My jesteśmy w stanie to „przeżyć”. Kąciki ust podniosły się jeszcze bardziej. Wyruszyliśmy w dół kanionu. Droga była długa, a nieustannie padający śnieg ograniczał widoczność prawie do zera. W końcu, gdy dotarliśmy na miejsce uznaliśmy, iż nie grzecznie by było się nie „przywitać”. Ruszyliśmy na przód. Wychyliliśmy się zza drzew i ogarnęło nas wielkie zdziwienie. Nasi „przyjaciele” byli po prostu wszędzie. Nawet na drzewach wisiały ich truchła, a na śniegu widać było jedynie wielkie tropy. Spojrzeliśmy na siebie i na naszych trupich twarzach pojawiła się złość.-Ktoś nas ubiegł! Powiedział ze złością Khel’Tharrak.- Może to i dobrze. Odparłem.-Zachowamy siły na wypełnienie zadania.
Przeszukaliśmy bezowocnie obóz ludzi. Z ich ekwipunków pozostały jedynie drzazgi.
Wolnym krokiem brnęliśmy przez zaspy świeżego śniegu. Usłyszeliśmy trzask łamanego drewna. Złowrogi ryk rozległ się po dolinie. Strach sparaliżował nasze zimne ciała. Nigdy w „życiu” tak się nie bałem. Po chwili znad koron drzew wyłonił czarny włochaty stwór.-Ma, co najmniej 8 metrów!!! Krzyknął Khel’Tharrak. –Cienko to widzę!!!! W nogi!!!!. Wykrzyknąłem. Ruszyliśmy w las. Na naszą korzyść drzewa spowalniały bestię. Noc utrudniała nam ucieczkę, potykaliśmy się prawie o każdy korzeń. Las urwał się niespodziewanie, a przed nami rozpościerała się jedynie lodowe pustkowie, które kończyło się kamienną ścianą.. Wiedzieliśmy, że koniec jest bliski. Rozpaczliwie parliśmy przed siebie. Przebiegliśmy kawałek. Wendigo deptał nam po piętach. Spojrzałem pod nogi i krzyknąłem-To lód!!!! Biegniemy po lodzie!!!! O ile nam szczęście dopisze to lód nie wytrzyma i to cholerstwo wpadnie do wody!!!!. I rzeczywiście. Wbiegliśmy na miejsce, w którym lód był cieńszy. Z uśmiechem na twarzach patrzyliśmy jak stwór rozpaczliwie walczy o życie.
- A myślałem, że Matka Natura pomaga tylko elfom. Po czym powędrowaliśmy w kierunku kamiennej ściany. Droga upłynęła nam szybko. Wiatr targał koronami drzew we wszystkie strony. Utrudniał nam marsz.-Nie ma sensu iść dalej. Przeczekajmy burzę śnieżną. Nazajutrz wyruszymy dalej! –Odparł brat.-Może masz racje. Dobrze, więc, przeczekajmy do rana! –Odpowiedziałem.




Northrend Korona Mrozu
24 listopad
Ranek był pochmurny. Z trudem odróżnialiśmy dzień od nocy. Wiatr ustał i zapanowała grobowa cisza, która nawet w takich jak my wzbudzała pewnego rodzaju niepokój. Przetarłszy martwe oczy rozejrzałem się po okolicy. Jedynie śnieg delikatnie prószył, pokrywając coraz to grubszą warstwą zlodowaciałą krainę. Z lekkim grymasem na twarzach wyruszyliśmy w dalsza drogę. Dobrze wiedzieliśmy, co nas czeka wewnątrz góry. Gdy zbliżaliśmy się do groty skalnej spostrzegliśmy, iż wewnątrz ktoś był. Przybliżyliśmy się na bezpieczną odległość, aby bliżej przyjrzeć się tajemniczym postaciom. Przeczekaliśmy pewien czas wsłuchując się w rozmowy. Chwile po tym jedna z postaci wyszła przed jaskinię. Był to mały włochaty krasnolud. Chwila niepokoju minęła. Nie wahając się dłużej ruszyliśmy w ich stronę. Im bardziej przybliżaliśmy się do jaskini, tym więcej szczegółów mogliśmy dostrzec. Wewnątrz znajdowały się jeszcze dwa krasnoludy ustawiające beczki z prochem. Prawdopodobnie chciały wysadzić w powietrze wielką skalną ścianę, która dzieliła ich od postawionego sobie wcześniej celu. Po chwili stojący na zewnątrz krasnolud wykrzyknął coś dla nas niezrozumiałego (- Thak karek ungh grak!!!!!). - Nie trzeba być wyjątkowo inteligentnym żeby domyśleć się, o co mu chodzi. Chwile po tym wbiegł do wnętrza groty, a pozostałe krasnoludy jakby przyspieszyły kroku. Zwiadowca zabarykadował się i zaczął mierzyć w naszą stronę z wielkiej strzelby. Rozległ się huk. Kule świsnęły koło naszych głów. –Wiesz, co robić!!!!!- Wrzasnąłem. Po czym rozdzieliliśmy się, aby uderzyć na przeciwnika z dwóch stron. Ta technika jeszcze nigdy nas nie zawiodła. Gdy już znaleźliśmy się pod ścianą, ustawiliśmy się plecami do niej, powoli podchodząc do wejścia. Krasnolud przez chwilę wydawał się być zdezorientowany. Nie czekaliśmy długo. Rozpoczęliśmy zmasowany atak z obydwu stron, ognistymi pociskami. Krasnolud szybko przejrzał nasze zamiary, lecz nie przewidział, jak zresztą i my, że kule trafią w stojące nieopodal beczki z prochem. Przez naszą głupotę i zarozumiałość omal nie straciliśmy życia. Wybuch odrzucił nas na kilka metrów. Leżeliśmy na śniegu nieprzytomni przez kilka godzin. Gdy otworzyłem oczy ujrzałem stojącego na de mną poranionego brata, który wyciągał do mnie rękę. Z naszych wrogów nie było co zbierać, żadnego większego kawałka mięsa abyśmy mogli się nim posilić, żeby zregenerować utracone w trakcie eksplozji siły. W miejscu gdzie jeszcze niedawno stała skalna ściana ujrzeliśmy wielkie mroczne wrota, które były celem naszej misji. Podeszliśmy do nich i z wielką nadzieją, że nasze wysiłki nie poszły na marne, poprosiliśmy je o przepuszczenie nas na drugą stronę do innego świata, który skrywał w sobie wiele tajemnic i zagadek…..
Post #2 29 Mar 2006, 16:24
Malo dowiedzialem sie z opowiadania o Was... a szkoda. CZyta sie całkiem przyjemnie (nie liczas literowek i bledow)

Ale NIE zgadzam sie na:
jeden opis dwa konta. Nie i kropka. Już raz bylo coś takiego, wtedy sie zgodzilem, ale jesli znowu sie zgodze, takie opisy beda wyrastac jak grzyby po deszczu. (opis 4 braci, opis piecioraczkow, opis calej wioski [niech cala wioska dostanie konta! 😛 ])


PS. To samo pod opisem twojego brata

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026