📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Recovered topic 4911
« Wróć do forum  •  2 post(ów) w temacie
Post #1 14 Apr 2006, 11:34
Imię: Tuten’arak
Wzrost: 175cm
Waga: około 30kg
Włosy: Czarne wyleniałe
Oczy: Prawe niebieskie(po krasnoludzie), lewe czerwone(orkowe)
Klasa: Upadły paladyn
Rasa: Nieumarły

Historia i charakterystyka bohatera:

Była burza, wiatr wiał tak mocno, że przewracał drzewa. Cmentarz nieopodal wielkiej krypty świecił pustkami. Zbiorowe mogiły, nagrobki pokryte mchem, smród panoszący się wśród zapleśniałych zwłok zwierząt i ludzi. Tylko niektórzy leżeli pod ziemia inni zakopani do polowy, jeszcze inni w ogóle. Gnijące cała, w niektórych miejscach widać było przegnite kości, przez które przewijało się przeróżne robactwo.
-To właśnie znalazłem mój panie -powiedziała przygarbiona postać o ludzkiej sylwetce.
Odziana w wyliniały kawałek skóry.
-Dobrze, teraz odejdź. Musze zostać tu sam.
Burza była coraz silniejsza. Co parę chwil widać było jak po niebie przemierzały świetlisto- niebieskie pioruny.
-Ty chyba dobry moment panie. Czas zaczynać.
-Zamilcz, w innym razie wrócisz tam gdzie byłeś –krzyknął zakapturzony mężczyzna.
-Jestem tutaj, aby przywrócić was do życia. Wasze obłąkane dusze muszą powrócić do ciał! Wzywam was, powstańcie…!Czas, aby wyrównać rachunki…!
Huk uderzającego o glebę deszczu był coraz to głośniejszy.
Mężczyzna wyjął z czarnego płaszcza kostuch i wymawiał dziwne, zapomniane już niegdyś słowa. Wykrzyczał coś, odwrócił się i poszedł w stronę starej, opuszczonej krypty. Najpierw jeden piorun uderzył w ziemie, potem drugi i trzeci. Ziemia zaczęła drżeć, grobowce zaczęły przekrzywiać się, żeby nagle rozpaść się na strzępy. Grząski grunt zaczynał uginać się pod stopami. Nagle jakby z nikąd pojawiał się legion na wpół zjedzonych przez robactwo kościeni.
-Za mną moi wojownicy, moi synowie! -krzyknął nekromanta.
Władał potężnymi mocami, ale nie przewidział, że może być tak ciężko. Sam był człowiekiem ze skóry i kości. Oni leżeli kilkadziesiąt lat, tutaj na cmentarzu, gdzie nie potrzebowali pożywienia. Teraz, gdy powstali, głód był silniejszy od nich. Przez 30 lat od czasów pamiętnej bitwy ich jedzono. Jedni bez nóg, rąk, głów a inni bez tułowia. Same kości podtrzymywały ich spleśniałe ciała tak, aby mogli się poruszać. Nekromanta nie był w stanie powstrzymać wygłodniałej grupy. Jego opór nie trwał długo, po zaledwie kilku chwilach został zjedzony. Był rozszarpywany kawałek po kawałku, tak szybko, że nie zostały nawet kości. Jego sługus siedział schowany za pomnikiem. Nie wiedział, co ma robić. Nie uciekł, strach był silniejszy od niego, usiadł i czekał aż może wszystko to się skończy. Jedyne, co zostało po nekromancie to podarty płaszcz i kostuch, którym ich wskrzesił.
Truposze rozeszły się w mgnieniu oka w stronę wioski nieopodal. Nie przestawało wiać, deszcz był silny jak przedtem, kałuże były ogromne niczym wielkie jeziora, o które biły krople deszczu wielkości pięści gnoma. Jeden koścień został na cmentarzu, nie mógł iść bez nogi. Najpierw próbował podnieść się na rękach, jednak mu się to nie udało. Nie miał prawej nogi. Od wysokości kolana była urwana. Wyglądało to tak jakby była ona odcięta przez tępy topór. Na jego szyi wisiał srebrny naszyjnik, na którym widać było świetlisty miecz.
Był niegdyś paladynem. Spojrzawszy na miejsce gdzie tarzał się w błocie próbując wstać widać było nagrobek pokryty brązowym mchem, z zabrudzonym napisem:
”Materoth…”. Nic więcej nie było widać, w tym miejscu kamień był ukruszony.
Nie pamiętał, kim był, gdzie się urodził ani co tak naprawdę tu robił. Nie interesowało go pochodzenie, jedynym jego pragnieniem było, świeże soczyste mięso. Wyczuł smród sługusa schowanego za jednym z grobowców. Zaczołgał się aż do niego. Człowiek nic nie słyszał był za bardzo wystraszony. Załapał go za szyje i ugryzł –dalej żył. Jadał go powili, delektując się każdym gryzem świeżego a zarazem łykowatego mięsa. Mężczyzna próbował się wyswobodzić, ale nieumarły trzymał go mocno. Ból był olbrzymi, w końcu stracił przytomność z powodu ogromnego upływu krwi. Koścień jadł go jeszcze długo, następnie wyrwał mu nogę i umocował sobie do stawu. Teraz z nową mógł iść za swoimi braćmi grabić i niszczyć w poszukiwaniu jedzenia, gdyż głód narastał z każda chwila…
Bohater jest nieumarłym. Cechuje go duma i nienawiść. Jest sprytny, potrafi władać mieczem i nigdy nie wacha się zabić. Możesz być nawet jego najlepszym przyjacielem, ale uważaj tylko tobie tak się wydaje. Kiedy się odwrócisz on wbije ci nóż w plecy. Nie ma dla niego żadnych wartości. Jego największym problemem jest brak prawej nogi, którą musi ciągle wymieniać na nową, ale uważaj mimo to bardzo szybko biega. Nie meczy się jak inni śmiertelnicy. Nie ma płuc, te zostały zjedzone przez robaki. Jego prawa ręka jest krótsza od lewej o parę centymetrów. Niegdyś zwał się Materoth… Teraz jest Tuten’arak. Strzeż się, w końcu cię znajdzie. Zabijanie takich jak ty sprawa mi przyjemność… nędzny człeku.
Post #2 14 Apr 2006, 16:03
QUOTE(Sayggandquit @ Apr 14 2006, 12:34 PM)
Odziana w wyleniały kawałek skóry.
[right][snapback]14774[/snapback][/right]

chyba w wylnialy 😊

bledow jest troche, sytlistycznych sporo 😢

ale oglnie historia nieglupia, moze byc... tylko troche taka naciagana 😊

ale ogolnie OK 😊

Pozdrawiam!

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026