|
Post #1
16 Apr 2006, 18:26
Imię : Koznoth
Raza : Nieumarły Klasa : Kapłan Włosy : Blond, Irokez Skóra : Błekitna Wiek : 130 lat Waga : 50 kg Wzrost : 159 cm HISTORIA Pewnej ciemnej nocy, gdy oddawałem się medytacji, do wrót mego domostwa ktoś zapukał. Był to posłaniec z listem, od mego dawnego znajomego, Datrexa. Ten zielony, wielki i nieokrzesany ork towarzyszył mi w niejednej zbójeckiej wyprawie na ziemie Przymierza. - Ahhh!! Gdy wspominam te czasy, me nieumarłe serce zaczyna bić szybciej. Razem z mym kompanem skróciliśmy żywot niejednemu wścibskiemu człowiekowi, który stanął nam na drodze. W liście było zawarte tylko kilka słów, napisanych koslawym pismem orka. Bracie! Nasz czas nadszedł. Tak jak Ci wspominałem lata temu przygotowałem wyprawę. Bedzie to wielka i wspaniała misja. musisz się solidnie przygotować, bo wyruszamy na długo i mamy przed sobą daleką drogę. Wybierz tylko najpotrzebniejsze rzeczy, broń i prowiant. Nie obciążaj sie za bardzo, ponieważ opóźnisz wędrówkę. Czekam na ciebie 22 dnia, miesiąca Odmrożnonych Uszu wedle orkowej rachuby, na obrzeżach Stormwind. Datrex Po przygotowaniu niezbędnego bagarzu, odwiedziłem wyższego kapłana, aby zdobyć formuły kilku nowych zaklęć, które mogłyby być pomocne w drodze. Wyruszyłem z Deathknell na południe, aby dojść do krainy ludzi. Po 10 dniach wedrówki ujrzałem stolicę. Wielkie i rozległe miasto Stormwind, stolicę ludzi, zastepującą zrujnowany teraz Loarderon. Zchodząc ze wzgórza i wkraczając w niewielką kępę krzaków, nie spodziewałem się niczego dziwnego. Być może moje młode zmysły nie były zbyt czułe ?? Którz to teraz może wiedzieć ?? No cóż, ważne jest to, że nagle tuż obok mnie świsnęła czerwona, oznaczona czarnymi symbolami strzała. Dzięki temu, że moje nieumarłe ciało porusza się szybciej niż żywe, uniknąłem pocisku, który lądując wbił sie po lotki w ziemię. Łucznik musiał mieć sprawne oko i być niezmiernie silny, ale brak mu było doswiadczenia, gdyż nie wystrzelił już drugiej. Schowałem się za drzewem i czekałem jak potoczą się wydarzenia. usłyszałem głuche stąpnięcie i odgłosy ciężkich, równych kroków. Wyciągnąłem mą buławę i natężyłem umysł na odparcie wrogiej magii lub rzucenie własnego czaru. Nagle zza pnia wyjrzała wielka, włochata i zielona twarz Datrexa. Uśmiechnął się i rzekł : - Niezły refleks. Widzę, że ćwiczyłeś od czasu naszego ostatniego spotkania. -Tak. - Odbruknąłem cicho -Nie dąsaj sie bracie. To ja, Datrex, twój stary kompan. Odwróciłem się do niego przodem i ukłoniłem się, jak nakazuje prastary zwyczaj. Odwzajemnił ukłon z uśmiechem na twarzy, po czym uscisnął mą dłoń z siłą 2 ludzi. -Widzę, że ty też nie próżnowałeś.-Zlustrowałem go od góry do dołu. Był bardziej barczysty, wyższy i, co wypatrzyłem w jego oczach, o wiele bardziej rozważny i mądry. Nie był to ten sam młodzian, którego widziałem 6 lat temu, śmiejący się i zbyt pewny siebie. Spoglądałem na dorosłego orka, który ściął swym toporem niejedną ludzką głowę. Razem udalismy się w kierunku miasta wspominając stare czasy. Będąc około 200 metrów od murów, Datrex oznajmił, że odejdzie i schowa się na drzewie, aby móc ostrzeliwywać z łuku walczących ze mną strażników. Zgodziłem się, z uwagi na to, że sam mogłem zagrabyć łupy i większość z nich zachować dla siebie. Był to błąd, który kosztował mnie bardzo wiele. Podszedłem do murów miasta i zawołałem z bardzo silnym akcentem nieumarłego w języku ludzi : - NO!!! Plugawe ludzkie żmije!! Wyjdźcie i walczcie!!! Tchórzycie?? (słów tych żałowałem przez długi czas) Natychmiast zza bramy wybiegło 3 strażników w zbrojach mieniących się złotem i mithrilem. Widać przyjęli moje wyzwanie całkiem serio. Skupiłem w myślach całą energię i z wielką siłą rzuciłem w pierwszego ze strażników zaklecie. Zwaliło go z nóg, a miecz wypadł mu z ręki, ale poza tym był cały z zdrów. Otoczyli mnie a ja wyciągnąłem mą buławę i wywinąłem nią zręcznego młynka, aby nie podeszli zbyt blisko. Z gestwiny drzew wyleciała ze świstem strzała. Strażnik, który był odwrócony tyłem do drzewa, oberwał w bark i zawył z bólu. Ja, nieuważny, zagapiłem sie, przez co jeden z gwardzistów złapał mnie za ramię i wymierzył mi ciężką rękawicą siarczystego sierpowego w twarz. Zachwiałem sie i upadłem, ale podniosłem się po chwili, masując swój policzek. Znów skupiłem wolę i gdy drugi strażnik chciał mnie rozpłatać mieczem, z mych dłoni buchnęły plomienie, które osmaliły mu twarz. Wyjąc z bólu osunął się na ziemię podpierając się mieczem i zdejmując hełm. Zaśmiałem się głośno i nagle pooczułem uderzenie klingą miecza w głowę i straciłęm pzrytomność. Dalszą część wyprawy znam jedynie z opowiadan Datrexa. Upadłem i nie rusząłem się, on ogarnięty szałem zeskoczył na dół i swym ciężkim toporem odrąbał leżącemu strażnikowi rękę. Krew chlusnęła, ale on nie zważał na to. Zakręcił toporem młunka i kolejny żołdak padł bez ruchu z przeciętym brzuchem. Trzeci uciekł w popłochu do miasta. Datrex wziął mnie i wrócił do trisafal Glades, gdzie oddał mnie w ręce znachora i szamana. Oddalił się w nieznanym mi kierunku, pozostawiając mnie w opiece szamana. Doszedłem do siebie rankiem i gdy dowiedziałem się, że mój kompan mnie opuśćił, przeklinałem swój los i nierozwagę. Ta wyprawa byłą nieudana, a ja straciłem większość mego ekwipunku, broni i ziół. Dodatkowo za nic nie mogęłm przypomnieć sobie najprostrzych zaklęć. Zmuszony byłem nauczyś się wszystkiego od nowa. jednak chęć zemsty na ludziach żyła we mnie zawsze i nie gasła nawet w nieumarłym śnie. Koznoth Oceńcie i piszcie swe komentarze. |
|
Post #2
16 Apr 2006, 18:38
bez rewelacji ale bardzo ladnie napisana 😊
podobalo sie willi'emu 😊 |
|
Post #3
16 Apr 2006, 18:57
heh dzięki a tak na marginesie jeśli słuchasz IM to jeszcze bardziej doceniam twój comment
WPISYWAĆ SIĘ LUDZISKA!!!!!!!! |
|
Post #4
16 Apr 2006, 20:22
Nie będę się zbytnio rozpisywał, dla mnie jest OK. Z wielką przyjemnością cię posiekam. 😀
|
|
Post #5
17 Apr 2006, 05:05
no to 2 pozytywy ile potrzeba ??
co do posiekania to zobaczymy 😀 |
|
Post #6
17 Apr 2006, 09:46
No ładnie kolejny do chordy... trzeba troche zoltodziobow zaangazowac bo horda bedzie dostawac cienki baty... pozdro
|
|
Post #7
17 Apr 2006, 09:52
Hmmm... hmmm... hmmm...
Strach komentowac po Willim, ale tym razem miał racje. Bardzo fajna histeryjka 😉 tyle jestem w stanie rzec. |
|
Post #8
17 Apr 2006, 09:52
Czaderskie,szczególnie ta scena z walką.
PS.Chodźta wszyscy do Przymieża b jest nas mało 😀 |
|
Post #9
18 Apr 2006, 08:44
opis walki do niczego. Brakuje tu dynamizmu, szybkosci. Napisane od tak sobie...
Ta sielankowa historia wogole nie pasuje do nieumarlych. Sa oni skryci, zawsze planuja to co maja robic. Historia mi sie nie podoba. Jest za krótka. Tutaj nie ma opisanego nawet wygladu, co dopiero charakteru twojej postaci. Nic na dobra sprawe o niej nie wiadomo. Ty miales napisac "opis postaci", a nie walke jakiegos glupiego nieumarlego i orka latajacego po drzewach z ludzmi. Brakuje tu jakiegokolwiek sensu i logiki... ehhh... ludzie sie nie staraja ostanio... |
|
Post #10
18 Apr 2006, 09:14
eh..... wreszcie komentarz jakiego sie spodziewałem...... masz racje .... historia do bani ale nie miałem czasu jej napisac porządnie. Napisze nową ale za jakiś czas bo na razie nie mam go za wiele.....
|
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |