|
Post #1
14 May 2006, 10:03
-Ej, ty człekopodobny!- głośny bas krasnoluda rozniósł się po całej gospodzie- Tak, ty z kuflem wina!
-Do mnie mówisz?- odezwał się z rogu izby człowiek, rzeczywiście lekko podobny do elfa, ponieważ jego śniada cera, była delikatniejsza od skóry człowieka, ale bardziej twarda i stanowcza niż elfia. -A czy widzisz tu kogoś jeszcze, kto wygląda jak ty?! -Nie rozglądałem się... Czego chcesz? -Postaw mi i moim przyjaciołom kolejkę piwa, zrozumiano? Pixar nic na to nie odpowiedział, ani się nie ruszył, jedynie na jego twarzy ukazał się pagardliwy uśmiech. -Słyszałeś?- krasnolud odstawił piwo, powoli podchodząc do siedzącego w kącie półefla. Gdy ten nie reagował, podszedł do niego i przewrócił stół razem z winem. Wtedy Nyunva energicznie zeskoczył z ławy, uchylając się tym przed upadającym stołem. Teraz dokładnie można było go obejrzeć- wysoki, spod płaszcza wychylały się duże mięśnie, sam wyglądem przypominał człowieka, jedynie kilka szczegółów przypominało elfa. Podszedł szybkim krokiem do krasnoluda, a jego długie, biało-szare włosy rozwiały się. Ten, nie wiedząc co półelf zamierza zrobić, wyciągnął sztylet z rękawa tnąc tuż przed jego nosem. W odpowiedzi Nyunva jednym ruchem chwycił rękę wroga z sztyletem, podniósł ją ponad jego głowę, a drugą ręką chwytając miecz wbił mu go prosto w gardło. Trysnęła krew, spity krasnolud dojrzał jeszcze ogień w czarnych oczach Pixara, po czym zaczął dławić się własną krwią, przez co upadł w śmiertelnych drgawkach. Korzystając z osłupienia osób zdziwionych szybkim przebiegiem zdarzeń, Nyunva zarzucił szafirowy płaszcz na głowę i nie oglądając się wyszedł z gospody. Chwilę po tym zniknął w mroku jednej z ulic. Następnego ranka już go tam nie było. Przed świtem człowiek-wojownik opuścił nieznajome miasto i ruszył do niedawno otwartej krainy, zwanej Mrocznymi Wrotami. Gdy szedł dawno wytartym traktem, zobaczył grupkę składającą się z kilkunastu ludzi. Ci także go zobaczyli, bo odwrócili się i zatrzymali. Po minucie półelf dotarł do nich. Przywitali go z uśmiechem, podając ręce i przedstawiając się. Z bliska Pixar dostrzegł ich skrytobójcze sztylety, chusty wystające z kieszeni. To najpewniej byli jacyś rabusie, jednakże wcale nie chcieli półelfowi zrobić nic złego. Wręcz przeciwnie, nocą, gdy rozbili obóz, siedli wokół ogniska i zaczęli opowiadać: -Około kilometr przed nami idzie mała grupka krasnoludów, Pepes Złotko ich widział, nie? -Taa- lekko podchmielony, mały człowieczek przytaknął- Wozy wypchane skarbami, złote kielichy wystawały spod zakrytych skrzyń! To chyba jakiś transport jest. Oni sami są średnio uzbrojeni, ale gdybyśmy się zakradli w nocy i szybko ich pozabijali to nie zdążyliby się nawet połapać o co chodzi. Kilka osób krzyknęło, by iść tam zaraz, reszta dołączyła do nich. Nastało rytmiczne skandowanie, nie odzywały się tylko dwie postacie- Pixar Nyumva i człowiek, który pierwszy przemawiał. -Cisza!... Ja tu jestem szefem! Jutro ich zaatakujemy, a dziś na zwiady pójdzie Pixar i Pepes. Dowiedzcie się jak dokładnie wygląda sytuacja, ile mają straży i w ogóle. Ruszajcie zaraz! Pixar nic nie odpowiedział, tylko wziął swoje rzeczy i ruszył za Pepesem. Przez połowę drogi szli drogą, potem weszli do lasu, idąc ciszej i wolniej. Gałązki uderzały w twarz, krzaki kłuły, a drzewa podkładały swe korzenie pod nogi. Idąc, zauważyli w odległości około stu metrów duże ognisko. Wokół niego dostrzec można było sylwetki śpiących krasnoludów i jednego, stojącego na konarze niedawno ściętego drzewa. Opierał się na toporze, próbując przeniknąć wzrokiem mrok lasu. Obeszli naokoło obóz, dokładnie licząc i oglądając wszystko. Gdy już mięli zawrócić, półelf delikatnie wysunął miecz z pochwy, uniósł w górę i uderzył Pepesa głowicą prosto w kark. Ten zesztywniał i upadł, robiąc przy tym duży hałas. -Kto tam jest?!- ryknął tubalnym głosem strażnik. Pixar schował miecz, złapał ogłuszonego bandytę pod pachy, zaciskając ręce przed klatką piersiową i przytargał go pod nogi zdziwionego krasnoluda. Pozostali zbudzeni hałasami oraz krzykiem, powoli wstawali gromadząc się naokoło półelfa. -To jeden z bandytów, którzy chcieli was zabić i złupić wasze skarby. Nyunva opowiedział im wszystko to co mówili bandyci, oraz to co sam widział. -A zatem, uratowałeś nam życie, he?- przywódca krasnoludów przyglądał się Pixarowi- Nie wiem, czy powinienem ci zaufać, w końcu zdradziłeś swoich przyjaciół... -To nie byli moi przyjaciele! Nawet ich dobrze nie znałem. Po prostu spotkaliśmy się na drodze. -No dobra, możesz iść z nami, ale pamiętaj, że będę miał cię na oku! -Zgoda. -A co zrobimy z tym śmieciem?- przywódca kopnął leżącego na ziemi, już dochodzącego do siebie Pepesa. -Mam pomysł!- odezwał się krasnolud, który stał na straży- Zwiążmy go i zostawmy na drodze, niech poczeka sobie na swoich koleżków. -Mi się ten pomysł podoba, czemu nie? Tej nocy już nikt nie spał, każdy czekał świtu, by ruszyć dalej. Razem ze wschodzącym słońcem, podróżnicy poszli drogą w stronę krainy Mrocznych Wrót, zostawiając przestraszonego Pepesa na środku drogi. Już bez żadnych przygód, towarzysze dotarli do wielkich wrót. Przechodząc przez nie rozdzielili się, obiecując sobie, że jeszcze się spotkają. Półelf ruszył w stronę zielonych równin, krasnoludy zaś ośnieżonych gór. |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |