|
Post #1
21 May 2006, 20:04
Spotykasz niewysokiego orka o zielonobłękitnej cerze właściwej mieszkańcom nadmorskich rejonów, poruszającego się równym, pewnym krokiem. Ubrany jest w przestronne szaty, odsłaniające ramiona i umożliwiające swobodne poruszanie się. Przez lewe ramię przewieszona jest torba podróżna, z której wystają rąbki kilku książek w oprawie ze skóry, na nogach surowe sandały. Na niepokrytej głowie bujną czupryną, przeciągniętą jedynie szeroką opaską, rosną czarne jak węgiel włosy, w prawej ręce trzyma wypolerowany kostur pokryty tajemniczymi elfickimi runami. Ponieważ rasy orków i elfów nie łączy przyjaźń domyślasz się że kij ten jest łupem wojennym. U pasa wisi pobrzękująca przy kazdym kroku sakiewka z miedziakami oraz niewielki bukłak. Gdy Cię zauważa przyjaźnie kiwa głową i cicho pomrukuje powitanie. Na pytanie o to kim jest z uśmiechem podaje Ci zwój pergaminu, a gdy go rozwijasz z pozoru niezrozumiałe znaki same układają Ci się w głowie w zdania. Z uśmiechu orka wnioskujesz, że zarówno on jak i pergamin muszą mieć styczność z magią, więc z zaciekawieniem spoglądając na uśmiechającego się spokojnie wędrowca czytasz dalej...
Karta Absolwenta Kręgu Szamanów i Druidów w Mulgore Imię:Dregash Przydomek:Ghash-Rak (ósmy strumień) Wiek:24 lata Rasa, profesja:Ork szaman Pochodzenie:nieznane Wzrost: około 6 stóp (170-180 cm) Kolor oczu: czarne Kolor skóry: zielonobrunatna Kolor włosów:czarne, bujna czupryna Waga:80 kg Cechy charakterystyczne: - na obu przedramieniach wyraźne blizny; na lewej "Jut" (woda), na prawej "Bumbullaum" (piorun,grzmot) - kły średniej wielkości, lekko żółtawe -wzdłuż prawego ramienia tatuaż z imieniem "Dregash" Opinia Mistrza Opiekuna: nadzwyczaj spokojny i opanowany, dał się poznać jako nieugięty w swoich zamiarach. Bardzo honorowy, nie dający się jednak sprowokować. Jego mottem życiowym z powodu szacunku do wszystkich istot życiowych jest "Żyj i dać żyć innym", choć po latach podróży stał się ostrożny względem innych. W ich trakcie uzyskał przydomek "Rak" - strumień, bowiem tych, którzy staną mu na drodze zmywa jak wiosenny strumień zmywa wszystko na swej drodze przez skaliste równiny; przyjaznym mu zaś tak jak strumień dodaje sił do życia jak tylko potrafi. "Biografia Dregasha Orka spisana przez Rakgora Mądrego" Jego historię i pochodzenie poznałem raz podczas biesiady mającej uczić osiemnastą wiosnę życia młodego orka i przyjęcie w Krąg Druidów i Szamanów. Przy pomocy wina korzennego i mikstur nieznanych mu do tej pory (przez co nie mógł świadomie kontrolować ich działania) wprowadziłem go w w trans i wyciągnąłem z najgłębszych zakamarków duszy wspomnienia. Sporządziłem podczas trwania obrzędu stosowne notatki, bowiem musiałem przedstawić je do oceny w Kręgu. Pierwszym jego wspomnieniem było słońce schodzące w morskie fale na widnokręgu, na wodzie łódki wieczornych rybaków, a na brzegu niewielka osada. Powoli wyłaniały się szczegóły - była to niewielka dolina, skryta od reszty kontynentu przez wysokie pasma górskie i doskonale chronione przez wojowników przestrzenie Ogrimmaru. W tej szczęśliwej krainie przyszło mu spędzić pierwsze lata życia, jakże surowo potem naznaczonego przez Los... Nadeszła ósma wiosna jego wieku i Wielki Ocean rozszalał się w jednym ostatnim sztormów Straszna to była burza, pioruny biły i grzmiało donośnie, a on i współplemieńcy zebrali się w chacie Rady Plemienia. Co chwilę kolejna błyskawica rozświetlała na krótką chwilę oblicza wykrzywione strachem. Widziałem dawnego mojego znajomego Kemaka, szepcącego, że podobną rzecz widział jedynie dwa razy - podczas jego narodzin i podczas obchodów ósmej wiosny Dregasha w plemieniu. Widząc ten przedziwny związek młodego orka z siłami natury postanowili dać mu rok okresu próbnego, po którym miał zapaść wyrok dotyczący dalszego życia w plemieniu. Oglądałem co ciekawsze mijające dni, ale żył on życiem zwykłego peona. Aż w końcu nadszedł dzień, kiedy wraz z innymi odbywał szkolenie u starego Nagora Łowcy. Było ich sześciu i zaledwie zaczynali tropić dziki w górach pod czujnym okiem starego myśliwego. Gdy dostawali przydziały do par, zrządzenie losu i wybór Nagora połączyło go z Gurkiem, synem drwala mieszkającego nieopodal chaty rodziców Dregasha. Od tej pory nierozłączni, przemierzali dzikie stepy szukając śladów, śmiejąc się i ścigając po stromych zboczach skał. Nieszczęśliwym trafem po pościgu za kolejnym dzikiem, wyskoczył na nich rozwścieczony wieprz i rzucił się do szaleńczej szarży. Usiadłem wygodniej i zwolniwszy nieco przepływ myśli notowałem dalej... Silniejszy i sprawniejszy Gurk stąpił krok naprzód i uchwyciwszy moment uskoczył przed szarżującym stworem tnąc jednocześnie swą siekierką monstrum przez łeb. Nieszczęśliwie ogromnych rozmiarów dzik nie odniósł poważniejszych kontuzji, stracił jedynie swój prawy kieł. Przebiegłwszy jeszcze kilkanaście metrów zawrócił by zaatakować ponownie. Nagle mięśnie Dregasha zwiotczały, z ust wyrwały się chrypłe, rytmiczne dźwięki. Uniósłwszy rękę wystrzelił z niej błyskawicę, która poraziła potwora, sam jednak osunął się na ziemię. Mocno zaciekawił mnie taki niekontrolowany pokaz mocy, ręka wykonała skomplikowane gesty tak perfekcyjnie, jak gdyby kierowała nim sama Natura. Lekko zniecierpliwiony wznowiłem trans. Po pewnym czasie młody ork podniósł się chwiejnie i ze stłumionym ryknięciem zaczął badać ranę na przedramieniu. Ja ten kształt poznałem bez trudu, każdy z Kręgu ma błyskawicę na prawym przedramieniu, on jednak musiał być tym zszokowany. Zapewne oszołomiony oglądając się po okolicy zmierzył spojrzeniem martwego dzika, ale pobiegł w stronę krwawiącego Gurka. Następne kilkanascie sekund wspomnień zaszokowały mnie bardziej niż niejedna rzecz w życiu, bowiem zaczęła mu drgać tym razem lewa ręka. Nie było by to zupełnie dziwne, gdyby nie fakt, że Dregash zaciskając z bólu żółtawe kły uniósł ją i wystrzelił falę leczniczej energii. Odruchowo klasnąłem kilka razy po udach wyrażając aprobatę... Takiego czynu nie dokonywali nieraz nawet nasi adepci w trakcie szkoleń, on zaś zrobił to ot tak, wiedziony swą naturą. Ominąłem ciemne i niewyraźne fragmenty majaczeń spowodowanych zapewne przeciążeniem układu nerwowego przez nieumiejętne uzycie czystej Mocy. Dotarłem do chwili gdy zbudził się na posłaniu w chacie najstarszego szamana w osadzie. Kemak otworzył oczy, spojrzał na niego i rzekł: "Tym samym dowiodłeś swego przeznaczenia. Kropla na lewej ręce i Błyskawica na prawej świadczą o Twej drodze w życiu. Już jutro wyruszysz wraz z kupcami w kierunku Crossroads, gdzie przyjmie Cię Rakgor, dawny mój znajomy". Zgodnie ze wspomnieniami tak też się stało i w kilka tygodni później dostawiony na miejsce wraz z wozem ryb i soli zjawił się u nas. Zaczął się trudny czas, pełen wyrzeczeń, surowych medytacji i treningów na wysokogórskich płaskowyżach. Skromne posłanie z liści i mchu, gliniana miska z cienką polewką, i ostre treningi rozdzielone medytacjami stanowiły doskonałą ilustrację naszej odwiecznej zasady "Pełna kontrola umysłu możliwa jest jedynie dzięki pełnej kontroli ciała". Tym podobne monotonne wspomnienia z niewielkimi wyjątkami świąt i niektórych innych dni mijały przez kolejne lata, aż do dnia uzyskania dwudziestej wiosny, czyli do dnia dzisiejszego. Orzekłem wtedy, że Dregash pomyślnie ukończył Pierwszą Kwadrę nauki i opanował już ciało i umysł w stopniu pozwalającym na rozpoczęcie nauki Mocy. Teraz od moich notatek zależeć miała jego przyszłość, jednak byłem pewien że czekają go wielkie czyny.... QUOTE Dopisuję te fragmenty w dzień jego dwudziestych czwartych urodzin. Znów uderzyły pioruny i świat spowiła okrutna ciemność. Siedzieliśmy spokojni wkoło ogniska i nucąc starożytną melodię medytowaliśmy. Po chwili wzięliśmy się za ręce i zamknąwszy oczy zaczęli nucić coraz głośniej. Nagle odrzuciło mnie do tyłu, otworzyłem oczy, źrenice uciekły mi ponoć wgłąb oczodołów, a z piersi wydobył się mrożący krew w żyłach krzyk. Ocucony przez nich rzekł ze smutkiem - "Musisz nas opuścić, natychmiast. Przykro mi, ale natychmiast. Pamiętaj nasze nauki..." QUOTE Te słowa dopisuję już po czterech latach. Dregash powrócił dziś rano i po odpoczynku pozwolił poddać się przeglądowi umysłu. Z szacunku do Niego nie opiszę tu tego co ujrzałem, bowiem był w tym jedynie ból, śmierć, płacz i lęk. Przedstawiwszy notatki Radzie wystąpiłem o przyznanie mu tytułu absolwenta Kręgu, co zostało przyjęte jednogłośnie. Na mocy wydanego mu dokumentu może on reprezentować od dzisiaj nasza wspólnotę. Na uroczystej wieczerzy, gdy słuchaliśmy z zaciekawieniem tak częstych grzmotów i wspominaliśmy czasy gdy był wśród nas, obiecał wrócić tu po kolejnych ośmiu latach by opowiedzieć ciąg dalszy swej historii. Tymczasem udał się w podróż mającą wyjaśnić powiązanie jego urodzin z dzikością sił Natury w te wieczory... listy Dregasha do Rakgora (czyli dalsza historia młodego Szamana) LIST 1 Kończę dopisywać ten list pilnując snu taureńskiego posłańca, wraz z którym postaram się wyłać go do Ciebie Mistrzu. Prosiłeś o opowieść o tym, co się ze mną działo więc opiszę to w tym liście. Tak jak prosiłeś, co kilka dni robię notatki, żeby nie wyjść z wprawy w pisaniu. Dzięki temu mogę opowiedzieć jak zdobyłem moją obecną broń - misterny elficki kostur. W niedługo po tym jak odszedłem od was, podczas wędrówki zaczął mi dokuczać głód. Na jednej z wielkich równin Mulgore'u spotkałem karawanę Taurenów idących na wschód. Z początku odnosili się nieufnie, ale kiedy zobaczyli że jestem szamanem, zmienili swoje nastawienie. Podzielili się ze mną jedzeniem, a nawet pozwolili się przyłączyć do swojej wyprawy. Podczas dalszej wędrówki dowiedziałem się, że są oni osadnikami, którzy zgłosili się do kolonizacji ziem na dalszej północy. Postanowiłem więc iść z nimi, w końcu nic nie stało na przeszkodzie. Cała wędrówka odbyła się spokojnie, aż do czasu kiedy stanęliśmy w porcie, którego nazwy zapomniałem zapisać. Kapitan statku, stary Troll z ułamanym kłem, odniósł się do mnie bardzo podejrzliwie i nie chciał pozwolić płynąć razem z nimi. Uratował mnie przywódca Taurenów, który powiedział że jestem w ich grupie szamanem i lekarzem. Tak więc po uzupełnieniu zapasów wypłynęliśmy. Morze było spokojne, wiatry nam sprzyjały, płynęliśmy wiec wzdłuż wybrzeża na pełnych żaglach. Kilka razy widzieliśmy na brzegu bandy Trolli, ale one nie mogły nam w niczym zaszkodzić, więc płynęliśmy dalej. Jednak czternastego dnia podróży na horyzoncie pojawił się mały stateczek, który szybko się zbliżał. Po południu było już jasne, że to korsarze - bandy złożone z trolli, orków i mieszańców tych dwóch ras, zajmujące się rozbojem na tych wodach. Widzieliśmy też, że spotkanie nastąpi dopiero po zmroku, mieliśmy więc niewielką szansę na ucieczkę. Mimo to w pośpiechu szykowano broń, chowano do ładowni bagaże i oblewano wodą pokład aby trudniej go było podpalić. Ja próbowałem przypomnieć sobie wszystkie zaklęcia porażające jakie znałem, ale w pamięci zostały mi tylko proste formułki leczące czy wywołujące płomyki niewielkiej wielkości. Ze złością postanowiłem chwycić za topór, skoro nie umiem pomóc magią. Wybrałem sobie więc odpowiednią broń, i usiadłem obok innych orków w oczekiwaniu na walkę... Atak zaczął się od strasznego gradu płonących strzał lecących w naszym kierunku. Na szczęście wiele z nich nie trafiło, a inne zostały szybko ugaszone. Nastąpił abordaż... Przypomniałem sobie moje dzieciństwo, kiedy to drewnianymi toporkami bawiliśmy się w szermierkę pod okiem starego żołnierza. Nie na darmo byłem jednym z lepszych, udowadniałem to teraz skacząc z niewielkim jednoręcznym toporem, unikając ciosów napastników, a sam powalając jednego z rozciętą tętnicą. Odkoczyłem za ster aby ochłonąć, rzucając przy tym zaklęcia lecznicze czym uratowałem sporo naszych wojowników. Czasami małym płomykiem na warkoczu któregoś z piratów pomagałem naszym w walce, bowiem gasząc mały pożar na głowie nie byli w stanie skutecznie się bronić. Rozglądając się za kolejnym rannym zobaczyłem coś co przestraszyło mnie śmiertelnie. Na sterburcie tamtego statku powiewała długa karmazynowa szata, na tle księżyca wyraźnie rysowały się spiczaste uszy. "Zbuntowany Elf, a do tego mag..." - pomyślałem ze strachem kiedy zobaczyłem kostur pokryty świecącymi się runami. Nasz kapitan pomyślał chyba to samo, bo stał tuż obok mnie blady od strachu na trzęsących się nogach. Za chwilę jednak się opanował, pobiegł między walczącymi do kajuty i wrócił z kuszą i kilkoma bełtami. Mnie wciągnęło w walkę dwóch wysokich, niezgrabnych Trolli wymachujących wielkimi mieczami. Miałem przewagę szybkości, oni przewagę siły. Cudem uniknąłem ciosu jednego i przetoczyłem się w prawo, pod burtę. Drugi rzucił się na mnie, a tamten patrząc przed siebie szklistymi oczami osunął się ze sztyletem kapitana w plecach pod łopatką. Tamten niewzruszony uniósł kuszę i zaczął zelować do maga, a mnie czekała walka z drugim trollem. Kilka razy parowałem ciosy, kilka razy wiórki poleciały od uderzenia miecza o burtę, ale w końcu wyczekałem moment i uderzyłem oburącz. Był szybki, sparował cios, ale siła była na tyle wielka, że się potknął, wyleciał przez niską burtę i znikł w morskich falach. Z trudem łapałem oddech i patrzyłem jak kapitan celuje w maga, strzela i... Zakląłem paskudnie. Tamten nic sobie z tego nie robiąc zatrzymał bełt w powietrzu, zakręcił nim młynka,a później spalił jednym gestem... Nagle w głowie zaświtał mi pomysł. "Przecież maga łatwo jest zdekoncentrować! A co jeśli..." Gwizdnąłem do kapitana i mrugnąłem do niego pokazując bliznę na ręce. Zrozumiał bez słów i zastygł w bezruchu celując. Elf demonstrując pewność siebie i pogardę wobec tak marnych przeciwników odwrócił się plecami i to był jego błąd. Nie zdążył zareagować na malutki płomyczek wytworzony przeze mnie, który podpalił mu jego wspaniałą szatę. Wyciągnął rękę by go ugasić.. Widziałem jak szarpnął ręką słysząc świst bełtu, ale było już za późno. Strzała zboczyła z toru, ale miast trafić w korpus nieszczęśliwie przeszyła mu gardło i utkwiła w ścianie kajuty. Brocząc krwią, w tlącej się szacie osunął się dumnie na pokład... Nasi wojownicy, widząc co się dzieje ze zdwojoną siłą ruszyli do walki. Po chwili ze zdumieniem patrzyłem na wypełzających z ładowni pokojowych dotąd Taurenów, chwytających za wszystko co popadnie i zgodnie napierających na napastników. W niedługim czasie było po wszystkim. Wielu piratów poddało się, przekładając niewolę nad haniebną śmierć, ci co walczyli dalej zostali zabici. Ucichł szczęk oręża, tylko krew i trupy na pokładzie przypominała o tym co się stało. Zaczęło się opatrywanie rannych... Do dziś nie wiem jak to możliwe, że wśród nas nie było ofiar. Było wiel groźnych ran, ale nikt nie poległ. Zabitym napastnikom wyprawiliśmy godny pogrzeb, puszczając ich ciała na fale w płonącym statku, żegnając ich starym, wojennym marszem. Elfowi zabrałem tylko kostur, bo uznałem że należał mu się pogrzeb w dostojnym ubraniu. Pogoda utrzymała się i w kilka dni później dotarliśmy do celu - niewielkiej faktorii. Postanowiłem pozostać tu jakiś czas aby odpocząć i być może pomóc tym którzy zastąpili mi rodzinę. Kończę już, nadchodzi ranek i niedługo trzeba będzie obudzić posłańca. Daleka droga przed nim... |
|
Post #2
22 May 2006, 17:53
Hmmmmm od czego zaczac? Pewnie od poczatku.. a wiec:
slowa jakich uzywa... to nie sa slowa orka szamana skad ten czlowiek (czy ty, nie wiem ktory z was) znal jezyk orkow, i to na tyle dobrze zeby spisac biografie? za krotki opis postaci, tozto glownie historia ciezko sie to czyta ot, po prostu I czy sekretarz głównego kapłana zajmowałby sie spisywaniem histori kogos z hordy? ... |
|
Post #3
22 May 2006, 18:36
zgadzam się z przedmówczynią:
Piszesz jak poeta z okresu romantyzmu nawalony opium... Taki wiersz ciągiem pisany to się przyda na jakimś forum o liryce, a nie o fantasy. Napisz normalnie, bo tego się czytać nie da, a co dopiero oceniać. |
|
Post #4
22 May 2006, 18:46
poprawiłem błędy w pracy i wykasowałem starą... proszę o ponowną ocenę 😊
|
|
Post #5
25 May 2006, 17:11
Błędy poprawione. Jest git. Gorsze opisy przechodziły dalej. +
|
|
Post #6
25 May 2006, 17:28
jak dla mnie lekki przerost formy nad trescia...czy na odwrot... duzo gadania a niezbyt wiele z tego wynika
niepodoba mi sie to co piszesz na poczatku, zdania w stylu , patrzysz na ... widzisz... ile razny mozna mowic , nie sugeruj , nie mow mi jak mam postrzegac twoja osobe co moge stwierdzic pisac umiesz w miare a i wyobraznie przez to masz sporawa |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |