|
Post #1
24 May 2006, 10:01
Urodziłem się na wyspach Echa. Moi rodzice nie byli nikim ważnym w naszej społeczności trolli. Matka była kucharka a ojciec rybakiem. Ojciec każdego dnia rano wychodził z chaty i wracał wieczorem z siatka pełną ryb. Matka wychodziła rano i wracała pod wieczór gdy cała wioska miała uszykowana wszystkie posiłki na cały dzien. Chcąc nie chcąc rodzice brali czynny udział w życiu wioski. Nigdy nie byłem tak jak oni nie potrafił bym poświęcać się dla innych marnując swój czas. Całe dnie spędzałem szwendając się po wyspach, nie interesowało mnie co w tym czasie robią inni. Wracałem do wioski tylko na posiłki i na noc. Pewnego dnia w czasie mój ojciec wrócił wyjątkowo wcześnie i w pośpiechu wraz z innymi rybakami. Gdy tylko przekroczył próg wioski pognał do duchowego przywódcy naszego plemienia. Spędził tam trochę czasu poczym wraz z szamanem zwołali wszystkich koło ogniska. - Witam wszystkich mam wam cos do powiedzenia ... - W pobliżu naszych wysp przycumowały statki ludzi, na razie nie wiemy jakie maja zamiary wiec proszę wszystkich aby do wyjaśnienia sprawy wszyscy pozostali w wiosce Po tym komunikacie zapanował kompletny chaos. Co miałem wiec robić... Od razu pobiegłem zobaczyć co się tam dzieje. Miałem gdzieś co mówił ten stary troll „zostańcie w wiosce” to niech siedzi w tej śmierdzącej ziołami i padlina w chacie... Biegnąc przez las zastanawiałem się jak wygląd posiadaj ludzie czy dozo się od nas różnią... W końcu zauważyłem niebieskie płótno które było już widoczne ze sporej odległości. Pode szlem bliżej. Widziałem pierwszy raz w swoim krótkim życiu człowieka, wyglądał bardzo śmiesznie: blady na twarzy nie miał uszu i miał mały nos... Nie wiem czemu ale strasznie mnie śmieszył ich wygląd. Obserwowałem ich przez kilka godzin. Byli bardzo pracowici, stawiali namiot za namiotem wyciągali ze statków drewniane skrzynie, kilku ludzi nadzorowało prace wszystkich. Było już ciemno wiec postanowiłem wrócić do wioski. gdy dotarłem wszyscy już spali tylko szaman w swojej chacie miał zapalone ognisko. Już nie chciałem sprawdzać co tam robił byłem zmęczony wiec położyłem się na hamaku. Nie mogłem zasnąć cały czas myślałem o śmiesznych ludziach. W końcu jednak zasnąłem... <SEN> Stojące nad mną postacie w kapturach... Szepty niezrozumiale... Ciemność... Ból... Krzyki... Obudziłem się cały mokry, nie wiedziałem dokładnie co mi się śniło pamiętałem tylko urywki. Byłem przerażony... ale wiedziałem jedno ze musze iść dzisiaj do obozowiska ludzi. Zawiniłem trochę jedzenia w materiał i ruszyłem w to samo miejsce co wczoraj. Chociaż było wcześnie ludzie już pracowali... byłem pod wrażeniem ich pracowitości. Zauważyłem po co przybyli w te okolice wydobywali jakiś surowiec tylko jeszcze nie wiedziałem jaki... Minęło sporo czasu a oni nawet nie wiedzieli ze zaledwie parę kilometrów znajduje się dość spora osada trolli. Obserwowałem ich kilka dni ale z tego miejsca nie wiele widziałem, postanowiłem podejść bliżej. Znalazłem się tak blisko ze widziałem wszystkie szczegóły ludzkiego ciała. Myliłem się czlowieki mieli uszy tyle ze bardzo małe. Porozumiewali się w śmiesznym języku. Nie wiedziałem tylko o małych ludziach nie zaraz... wiem to mogą być krasnoludy... czytałem gdzieś ze razem podróżują. Tylko jeszcze jedna rzecz co oni takiego wydobywają ze przybyli aż z tak daleka... Tak czemu ja wcześniej na to nie wpadłem oni zbierają nasze magiczne zioła!! Pobiegłem ile sil w nogach by pochwalić się odkryciem. Gdy dobiegłem do wioski wpadłem do chaty szamana jak wiatr. Szaman wyraźnie się przestraszył. Zacząłem opowiadać. Jednak nie wywarło to na nim większego wrażenia. Byłem troszkę zdziwiony gdy skończyłem powiedział: - Teraz uspokój się i powiec wszystko po kolei i najlepiej wolno. Byłem trochę zdegustowany ale wyjaśniłem wszystko od początku. Szaman był wyraźnie zdenerwowany( wtedy nie pomyślałem ze zabronił oddalać się od wioski o jego zakazach...) Pomyślał chwile i poprosił mnie o zebranie plemienia. Zrobiłem dokładnie tak jak mi polecił. Po chwili cała wioska stała koło chaty przywódcy. Stary szaman po wyjściu z chaty od razu zaczął mowę: - Doniesiono mi po co przybyli tu ludzie... nie są to wrogie zamiary. - Jeśli będziemy bierni nawet nie zauważą naszej egzystencji. - Wiec proszę wszystkich o pozostanie w ukryciu. Kończąc mowę szaman popatrzył na mnie zupełnie tak jak by mnie wołał, czułem to... Postanowiłem się upewnić... Gdy wszyscy się rozeszli poszedłem do szamana poraz kolejny. - Widzę ze zobaczyłeś znak wiec zacznę może od tego ze nie wykonałeś mojego polecenia powinieneś być ukarany. - Tak wiem.. - Od jak dawna obserwowałeś ludzka osadę? - Kilka tygodni... - Nie wiem co mam powiedzieć i jaka karę ci wymierzyć... Ale skoro przez tyle czasu nie zostałeś zauważony przez ludzi może... nie to nie jest doby pomysł... - Wodzu dam rade kontynuować obserwacje - Nie to nie jest dobry pomysł! - I tak zignoruje twoje zakazy tak samo jak poprzednio! - ..Dobrze ale uważaj na siebie nie daj się złapać proszę ciebie tylko o to jedno nie daj się złapać! - Dziękuje wodzu To mówiąc odeszłam Tym razem solidnie przygotowałem się do wyprawy zabrałem dozo jedzenia i najpotrzebniejsze rzeczy. Tym razem to nie była zabawa to była ważna misja(tak przynajmniej mi się wydawało) Rozbiłem obóz w tym samym miejscu gdzie zwykle przychodziłem każdego dnia odkąd pojawili się ludzie. Minęło kilka dni zanim znów zbliżyłem się do obozu ludzi. Postanowiłem, dowiem się po ludzie zbieraj zioła. Rośliny zostają przenoszone do czerwonego namiotu stojącego na środku osady. Musiałem się tam zakraść. Niestety gdy tylko podszedłem do namiotu za moich pleców wyrosło dwóch strażników nie miałem szans na ucieczkę. Zostałem brutalnie złapany i wrzucony do klatki. Przez dwa dni nie dostawałem jedzenia i picia. Leżałem w brudnej klatce w ciemnym namiocie. Z początku myślałem ze już że to konie kiedy w końcu przyszedł do mnie ubrany na czerwono młody człowiek. Powiedział nade mną kilka słów w swoim języku i wyszedł. Zaraz po jego wyjcu dano mi wodą i jakieś dziwne jedzenie. Byłem okropnie odwodniony i głody nie zwracałem uwagi co jem. Następnego dnia zostałem przeniesiony do namiotu przy którym mnie złapano. W środku było pełno alchemicznych przyrządów. Na około dziwne zapachy. Nie wiedziałem po co mnie tu przeniesiono. Wiedziałem natomiast jedno już nie zobaczę mojego plemienia byłem pewien ze ludzie prędzej czy później mnie zabija. Widziałem wszystko przed oczami moja wioskę moja matkę i ojca dopiero wtedy zrozumiałem co mam i co strącę. W tej chwili do namiotu wszedł ten sam człowiek który mnie odwiedził. Od przekroczenia progu zwołał dwóch ludzi. Rozmaili przez chwile poczym przenieśli moja klatkę na specjalne podniesienie. Wiedziałem czemu ten człowiek nie dał mi umrzeć... Ten człowiek chciał testować na mnie zaklęcia... Cichł sprawdzić moja wytrzymałość na ból i zaklęcia. Na początku było mało bolesne ale z czasem zaczął testować silniejsze czary. Po czasie się nawet uodporniłem na ich dzianie. A moja wrodzona umiejętność regeneracji dawała mi szans przeżyć z dnia na dzien. Po około tygodniu młody mag był już zdenerwowany ze wciąż żyje. Przez kilka dni zostawił znęcanie się nade mną w spokoju, i zaczął przeszukiwać stare księgi. Pewnej nocy znalazł to czego szukał... Na starej podpalonej kartce papieru były zapisane dziwne znaki... To było jakieś zaklęcie. Po kilku próbach mag zniechęcił się do niego... nie odczułem rządnego bólu a to go denerwowało. Następnego dnia wrócił jednak do testowania zaklęcia. Próbował je rzucić bez żadnego skutku przez kilka kolejnych dni stawał się coraz bardziej nerwowy. Zaklęcie brzmiało dziwnie mniej więcej tak: -Adori Vita Vis Poczułem moc przepływającą przez moje dłonie... skierowałem na maga nie minęła chwila a on już leżał na ziemi... W mojej klatce była wypalona dziura zapewne przepływająca energia wypaliła drzwi klatki. Czułem się bardo zmęczony nie miałem siły nawet wstać moje mięśnie się zastały w wyniku ciągłego siedzenia w klatce. Nie miałem wyboru byłem więźniem a koło mnie leżał martwy przywódca ludzi. Musiałem uciekać. Wykorzystałem resztki sił by dobiec do wioski. Nie chwiałem myśleć co zrobią ludzie po odnalezieniu ciała przywódcy. Zaraz po dotarciu do wioski udałem się na rozmowę z szamanem: - Powróciłeś nareszcie zacząłem się już o ciebie martwic. - Mama złe wieści zabiłem głównego przywódcę ludzi. - Jak to możliwe?! - Długa historia... - Powiedz co się stało?! - Testował na mnie zaklęcia. A gdy powtórzyłem jedno z nich padł na ziemie i już nie wstał... - To nie są dobre wieści skażałeś właśnie na gniew ludzi nasza społeczność... Musisz opuścić wioskę nie chce narażać mieszkańców. - Zdaje sobie z tego sprawę wiec gdzie mam się udać? - Spróbuje się skontaktować z szamanem innego plemienia może on będzie wiedział co zrobić z magicznym trollem. - Mamy mało czasu wiec trzeba się śpieszyć... - Wiem podoczni i przyjdź do mnie po zachodzie słońca. Nie mogłem zasnąć w moim ciele zachodziły jakieś dziwne procesy których nie umiem wytłumaczyć. Po zachodzie słońca udałem się do szamana: - Nareszcie jesteś, nie mam dla ciebie dobrych wieści przez zaklęcia maga pochłaniałeś energie magiczna i jesteś niebezpieczny nawet dla siebie. Szaman orkowego plemienia Nocnego Topora zaproponował miejsce gdzie wysyła się wszystkich odmieńców i wojowników. Udasz się do wodza tamtejszego plemienia on dokładnie ci wytłumaczy sytuacje. - A co się stanie z wami? - Na razie zaczniemy przygotowania do obrony a jeśli to nie da skutku to zmienimy miejsce zamieszkania. Masz tu kilka mikstur wodę i jedzenie i ruszaj na zachód do obozu Nocnego Topora - Mogę się chociaż przegnać z rodzicami? - To nie jest dobry pomysł... Wytłumaczę im sytuacje za ciebie a teraz idź - Zegnaj - Zegnaj młody trollu niech duchy się tobą opiekują Po trzech dniach dotarłem do wioski oków, Szaman czekał już na mnie przed wejściem. - Witam Orku - Witam jestem tym magicznym trollem prawda? - Eeee tak to ja - Ruszajmy Stary ork prowadził mnie przez kilka godzin po lesie. Nic nie mówił tylko szedł przed siebie. Cały czas myślałem na jakie niebezpieczeństwo naraziłem moja wioskę. W końcu Ork zatrzymał się przed wielki portalem w ruinach jakiegoś miasta. - To jest twoje przeznaczenie, za portalem spotkasz wielu podobnych do siebie, wszyscy co do przekraczają z własnej woli lub musu nie wracają... spotkasz tam wielu wojowników, i magów nauczysz się kunsztu magicznego gdyż posiadasz wielki potencjał magiczny... przekrocz portal żegnaj niech duchy maj cię w swojej opiece... Stojąc naprzeciwko portalu myślałem o matce ojcu starym szamanie i całej mojej wiosce zastanawiałem się tez nad słowami wypowiedzianymi przez szamana który mnie zegnał. Rozpoczyna się moja przygoda. Zrobiłem krok w stronę portalu... - Zegnajcie wszyscy! Mroczne wrota to moje Przeznaczenie. Imię: Xeres Wiek:20lat Klasa: Mag Wygląd: wysoki(zawsze chodzi zgarbiony), dłubie kły, ta tułasz na twarzy, włosy postawione do góry(kolor zielony) Sposób zachowania: Nie przejmuje się nikim tylko sobą. Woli Życie pustelnika niż większa społeczność. Gdy cos sobie postawi za cel musi dopiąć swego. |
|
Post #2
24 May 2006, 10:03
Moim zdanie historia jest beznadziejna. Pisarzem to ja nie będę ale proszę o jedna pozytywna pochwale. 😊
Konto mam tyle ze Trollkiem cichłem pograć... |
|
Post #3
24 May 2006, 10:59
majstersztyk to nie jest 😊 ale ... graj i nie grzesz wiecej 😀
|
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |