📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Prolog Narodziny Smierci - Historia Postaci
« Wróć do forum  •  14 post(ów) w temacie 1 2
Post #1 28 May 2006, 20:58
PROLOG
"Narodziny Smierci"



Cisza, glosna cisza.
Chlod, piekacy chlod.
Glod... ale to nie byl moj glod...

*
Patrzyl na swoje dzielo.
Na efekt.
Na istote.

*
-Witaj moje dziecko... Podejzewam, ze masz juz dosc... Wytrzymaj, jeszcze chwilke.

*
Ten wzrok, zadny wladzy.
Ta postawa, stanowcza.
Ten glos... Smiertelnie niebezpieczny, wladczy, szalony. Boje sie...

*
-Nie spodziewalem sie takiej slabosci po tobie... Po takiej modyfikacji? Zaskakujace. Mam nadzieje, ze wyjdziesz z tego. Wkoncu... nie nadarmo tyle w ciebie zainwestowalem.

*
Siedzial w sali, duzej sali. Bogato zdobione dywany i tapiserie swiadczyly o nieziemskiej fortunie tego czlowieka. Fotel, naprzeciwko, zajmowala inna postac. Rozmawial z nia.
-A wiec sadzisz, ze to nieudana proba?
-Tak... bo gnije... smrod od niej jest nie do zniesienia.
-Lecz wiesz... Dawca ciala byl osoba... hmmm, droga, ze tak ujme.
-Nie obchodzi mnie to. Dasz rade cos z tym zrobic?
-Tak... ozywic.

*
Cieple uczucie.
Goraca fala.
Zaczynam zyc? Nieee... To nieprawda, ta bestia, nie chce tego.

*
Sala jadalna. Znow obydwaj mezczyzni rozmawiaja.
-Wiec mowisz, ze udalo ci sie zatrzymac proces?
-Tak, lecz jest ryzyko...
-Niewazne! Ile?
-Duzo...

*
Zimne prety, smrod koni, zapach czlowieka...
-Witaj, widze, ze nie mam czego zalowac. Piekny z ciebie okaz! - podziwial swoj drogocenny skarb, nie byla piekna, byla cudowna.
-Mmmh...
-Idz spac... Przed toba ciezkie zycie.

*
Powoz sie zatrzymal. Niewielki oddzial wyszedl. Lysiejacy czlowiek z blyskiem w oku patrzyl na nia. Byl dumny, w myslach widzial juz slawe, pieniadze. To warte bylo zachodu.
-I co? Powiesz cos do mnie?-
-Co... co sie dzieje?
-Nareszcie.
Bol!
Rzadza!
Glod!
Wszystko co bylo zimne, lodowate stalo sie gorace.
Pragnienie...
-Zostaw te prety, nic nie wskorasz. Twoje cialo, jest zbyt slabe.
Bol narasta! Rzadza wzmaga sie! Glod staje sie nie do zniesienia!
-Straz!!
...Prety puszczaja...
...Zbroja puszcza...
...Dusza cialo opuszcza...

*
-Witaj dziecko.
-Witaj matko.
-Widze, ze uwolnilas sie od tych nedznych istot.
-Tak.
Schowana w kamiennym budynku kobieta dawala wrazenie chorej... chorej psychicznie i na ciele.
Jej zniszczona cera...
Jej brudne wlosy...
Jej poszargane cialo...
-Jak sie czujesz?
-Zimno mi...
-Przyzwyczaisz sie... Belue...
Wskazywaly na to, ze nie zyje.
Lecz cos tlilo sie w zakamarkach tego czegos.
Dawalo zyc, dawalo istniec.
...To byla milosc do Sylvanas, krolowej, kochajacej matki, ktora przygarnie kazda sierote.
-Kocham cie mamo...




ROZDZIAL I
"Przebudzenie Zycia"


Cieply powiew... Zapach ziol, zapach ziemi, zapach Matki Ziemi, zapach zycia.
Czarna mala postac stoi przed ogromem Zycia. Modli sie do niego.

*
Spiaca postac delikatnie sie poruszyla, obudzila sie.
-Co? Gdzie ja jestem...?
Otaczaly go ruiny. Ruiny poteznego miasta... Uklakl, ziemia lekko zadrzala pod ciezarem jego ciala.
Zaczal sie modlic. Zaczal zadawac pytania...
-Matko, co sie stalo? Gdzie ja sie znajduje? Jaki jest cel tego?
Cisza... To miejsce bylo martwe. Naznaczone cierpieniem.
Wstal, czul sie dziwnie spokojny, spakowal sie, ruszyl.
Pachnial zyciem, zwabialo to zjawy... Nigdy nie widzialy czegos takiego, tak duzego, tak dostojnego, tak oddanego zyciu.
Zglodnialy...

*
Ta brama byla potezna. Potezne drzwi, wylamane byly z zawiasow. Kamienne plyty pokrywajace szeroka ulice zdawaly sie nie istniec.
Nagle zza wrot wybiegla postac, kafelki pod ciezarem kopyt pekaly. Na posadzke kapala krew.
Postac pedem przebiegla kolo wielkiej fontanny i zniknela za mniejszymi wrotami.
Za nia podazaly glodne zjawy. Leciutko sunely nad ziemia zlizujac krew z posadzki.
Lecz ich pragnienie nie ustawalo.

*
-Matko! Ratuj!
Czarny tauren poczul jak ogarnia go paniczny strach.
Czarna ulica pila ten strach.

*
Wielka sala, na okolo balkony, w srodku tauren. Przestal sie bac. Wiedzial, ze we wszystkim jest cel.
Dwa dlugie warkocze pokryte byly zeschnieta krwia. Juz dawno przestal krwawic, zjawy zgubily trop.
Staral sie przypomniec... Jak sie tu zjawil. Gdzie byl wczesniej.
Pamietal jedno. Step. Slonce. Cieplo. Przerazajace szarpniecie...
-Co mnie tutaj sprowadzilo...?
-Twoja Matka...

*
-Nie masz za co dziekowac... Zjawy poszly sobie...
-To ty? Ty mnie uwolnilas od nich? - tauren lekko wzdrygnal sie, chrapnal.
-I ty sam na to wpadles?
Glod! Pragnienie! Rzadza! Rzadza krwi!
-Tak...
Kobieta poruszyla sie lekko, piesci zacisnely, nie chciala go zabic...
*Opanuj sie dziecko! To On chce zawladnac toba!*
*Matko, co mam robic?!*
-Nie powiesz mi chyba, ze zrobilas to z wlasnej nieprzymuszonej woli... istoto.
Zobaczyl jak kobieta konwulsyjnie walczy z czyms w jej glowie. Jej cialo nie bylo zdrowe. Jej dusza skalana. Glowa opadla na piers, jasne wlosy zsunely sie na twarz. Zaczela trzasc sie... jakby z zimna.
Rzadza.
*Uciekaj corko! Nie pozwol by teraz zawladnal toba!*
Kobieta cofnela sie w cien. Jeknela, uciekla.
-Dziwne... Wrocisz tutaj... prawda? Bede czekal.

*
-A wiec... Matko, to jest moje zadanie? Nie bardzo rozumiem sens tego.
Popatrzyl w niebo... Niebieskie, bez zadnej chmury.
-Czy warto? Warto ryzykowac zycie dla jego marnej emanacji?
Popatrzyl na ziemie... Czarna, bez znaku zycia.
-Dobrze, niechaj tak bedzie.
Wstal. Zaczal isc waska uliczka...
Wkoncu wyszedl z ruin. Poczul swieze powietrze.
Doszedl do rzeki. Splukal siersc od zakrzepnietej krwi. Oczyscil czarne rogi z brudu i kurzu.
-Dobrze... Niechaj tak bedzie.
Wrocil do ruin. Bo tam byl cel jego wedrowki, tam byl poczatek jego historii, tam bylo jego zadanie.
Zaczal rozmyslac...
-Ta kobieta... Ona nie zyje. To widac... Nikt czlekoksztaltny sie tak nie porusza... Jak zaszczute zwierze.
Usiadl na kamiennej plycie. Westchnal...
-Ale w czym ja jej mam pomoc? Moze... Przeciez ten szalejacy wzrok nie moze byc oznaka... normalnosci?




ROZDZIAL II
''Chaos''


*
Widzi go, schowana w rozwalonym murze podglada taurena. Siedzi na kamiennej plycie i mowil do siebie. Jego basowy glos odbija sie od kamiennych murow. Byl duzy, nigdy czegos takiego nie widziala wczesniej. Duzy i czarny, a te rogi przypominaly kolce, wrecz klatke.
-Mamo, pomoz mi w walce z Nim.
-Drogie dziecko. Wszystko w swoim czasie.
Chlod!
Zatoczyla sie...
Pragnienie!
Zacisnela piesci...
Glod!
Oplotla rece wokol wlasnego ciala...
Rzadza!
Udezyla soba w sciane...
Krew!
Zemdlala...

*
-Dziecie moje, obodz sie.
Wstala... Jej cialo drgalo. Sprawdzila czy jest sztylet w pochwie.
-Nie! Nie czyn tego!
Wyskoczyla zza muru... Spadla na posadzke i ruszyla, przygotowala bron i wbila ja...
...W kamienna posadzke, taurena juz tam nie bylo. Ryknela z rozpaczy.

*
Uslyszal ja. Podbiegl do tego miejsca i udezyl otepiala kobiete bokiem topora. Odleciala, udezyla w sciane. Zemdlala.

*
-Jak sie czujesz?
-Co... co ty mi robisz?
-Spokojnie... Lecze cie. Niczego sie nie boj...
*Uspokoj sie dziecko, on nam pomoze*
Glod!
Resztkami sil podniosla dlonie bys scisnac je na grubej szyi taurena...
*Coreczko nie!*
Jej rece nie doszly do celu...
...Zemdlala...
Podlozyl kolejny wywar pod jej twarz. Usiadl obok, westchnal... Zaczal nucic.

*
Duza sala... Ciemna. I ta postac... "Kochajaca Postac".
-Matko! Ja cie widze!
-Tak dziecko. Dzieki niemu nas widzisz... Pomaga nam w walce z Nim.
-Ale gdzie ja jestem?
-Snisz Belue. -Sylvanas poprawila bransolete na przegubie, zdjela ja i podala swej corce.
-Podziekuj Thuthevowi.

*
Polozyl ja na przewroconych drzwiach. Dlugo przypatrywal sie jej cialu, duze braki skory wdaly sie we znaki podniszczalym i obnazonym koscia... Lecz twarz, niezle byla zachowana. Zachowaly sie rowniez dosc dlugie jasne wlosy. Poruszyla sie.
-Nawet szybko zadzialalo... Jak sie czujesz?
-Dziekuje ci, ja i moja Matka. Choc ja... niechetnie.
W zacisnietej piesci miala bransolete, podala ja taurenowi.
-To podarunek.
Wzial do swojej poteznej dloni zloty przedmiot. Przyjzal mu sie.
-Piekny, dziekuje.
*Czujesz glod jeszcze? Dziecko? Czujesz, Jego glod?*
*Nie mamusiu, wyleczyl mnie.*
Tauren zamyslil sie nagle. Wstal, obrocil sie, zaczal isc.
-Spotkamy sie jecze kiedys?
Obrucil swoja grozna lecz przyjaznie do niej nastawiona twarz.
-Oczywiscie, nasze matki nie pozwola by nasze drogi sie nie splotly w przyszlosci.
-Balam sie, ze to powiesz.

*
To miasto juz dawno zniknelo z horyzontu, przed nia roztaczal sie piekny widok. Nie do opisania.
-Kocham cie Mamusiu.

*
Wrocil do Kalimdoru, podroz nie byla latwa, ale sie oplacalo. Przed nim roztaczal sie piekny widok. Nie do opisania.
-Ufam ci Matko, lecz boje sie, ze dlugo to na niej nie podziala.



Postacie:
Thuthev
rasa: tauren
plec: mezczyzna
wiek: 27 lat
charakter: w miare spokojny, choc czasami dziala pod wplywem impulsu. ufny
wyglad: czarna siersc; rogi: zagiete do przodu, czarne; dwa dlugie warkocze.
cechy szczegolne: bransoleta Sylvanas w miejscu kolczyka w nosie.
(konto pops-moon)

Belue
rasa: nieumarly
plec: kobieta
wiek: nieznany
charakter: lekko cyniczna oraz agresywna, samotniczka
wyglad: jasna karnacja; jasne, dlugie do ramion, wlosy; "ladna twarz"
cechy szczegolne: dziury w policzkach
(konto pig.on.the.wing)
Post #2 29 May 2006, 07:19
A mi się podoba. Jest to cos oryginalnego. Szczególnie fajna jest postać Taurenka 😛
Mama nadzieje ze dostaniesz konto... Jeśli historia się spodoba... będą następne rozdziały 😊
KEt
Post #3 29 May 2006, 08:55
QUOTE
Siedzial w sali, duzej sali. Bogato zdobione dywany i tapiserie


tapicerie

QUOTE
Czarny tauren poczul paniczny strach.


STRACH, paniczny strach, ogarnal go paniczny strach... chociaz i tak uwazam taka skladnie za nie dokonca hmm poprawna, paniczny lek, ogarnela go panika, ogarnal go strach, poczuc?nie bardzo ( przynajmniej ja tak sadze)
"Czarnego taurena ogarnal paniczny strach", "Czarny tauren poczul, jak ze strachu uginaja sie pod nim nogi"

QUOTE
Poczul swiezy powiew.

poczul swiezy powiew.... powietrza

QUOTE
Wyskoczyla zza muru... Spadla na posadzke i ruszyla, przygotowala sztulet i wbila go...

sztylet

QUOTE
Duza sala... Ciemna. I ta postac... Kochajaca postac.

co znaczy kochajaca postac?co kocha?dzieko?mezczyzne?siebie?rosliny?kwiaty?sztylet?...wymieniac by dlugo

QUOTE
-Snisz Belue. -Sylvanas poprawila bransolete na przegubie, zdjela ja i podala swej sorce.

corce

ufff, tyle z textu, teraz pierwsze co mi sie nasuwa po przeczytaniu ... to piekna historia, cudownie napisana, juz raz to pisalam... nadaje sie idealnie to dzialu HISTORIE ale nie pasuje ni jak do tego czego oczekuje po OPISIE POSTACI
1) historia
2) wyglad
3) charakter
w dowolny sposob przedstawione... historie juz masz, ale ni jak z niej sie dowiedziec jak wygladaja oboje ( no moze o nieumarlej troche wiadomo, hmm dobrze mowie?)
tak malo napisales/napisaliscie o tych dwoch postaciach, ze sama czytajac juz nie wiem kto tu kim jest grrr

poza tym chce miec jasnosc kogo to sa opisy ( login z forum + imiona )

czekam na wyjasnienia, najlepiej w odpowiedzi do tematu oraz na poprawe w/w bledow w samej historii
Post #4 29 May 2006, 09:00
Dobra historia. Wyglądu niewiele, charakteru niewiele... niby są pokazane uczucia nieumarłej, ale to chyba jeszcze troszkę za mało, historia też jest bardzo niejasna... Ładna oprawa, ale spróbuj wpleść więcej informacji.
Post #5 29 May 2006, 14:34
looouh...
strasznie przepraszam...
a co do tapiceri... tapiserie... :]
bede sie upieral... ufam swojej nauczycielce od h.s. <- choc i ona moze sie mylic... tapicerie -> tapicerka... ;/

bledy zostana poprawione...
charaktery? hmmm racja, brakuje ogolnego nakreslenia. ale czy nie moze tak zostac??
co do tych powiewow. jesli mam sie trzymac regol, zmienie, jesli moge uznac to za moja wolna "tworczosc" (dzizas jak to brzmi 😀) to uwazam, ze moze to zostac... tyczy sie to rowniez tego strachu. bo nie do konca musi to byc "uczucie" tak pojmowane przez nas... prawda?

prosze o ukierunkowanie mnie... jak to ma byc napisane... zgodnie z polska zasada pisowni, styl. i takie tam.

w skorcie... powiedzcie co i jak 😀

dziekuje 😊

p.s. co do opisow kogo i jak... bedzie... ale nie teraz. ;]
nie jestem wstanie cokolwiek wyduszac z sibie :]
ide na obiad 😀
Post #6 29 May 2006, 18:15
Szczerze nie rozumiem Twojego poczucia humoru... Nie ma to wpływu na moją "ocenę", ale uważam, że jest dziwne.

Wiem, że chciałeś się pochwalić, że umiesz pisać, bo umiesz i to widać. Wybrałeś jednak taką formę, że trudno ją uznać za opis. Naprawdę mi się podoba, ale zawiera za mało informacji na temat Twojej/Twoich postaci. Nie wiem co mam Ci tutaj poradzić... kombinuj.
Post #7 29 May 2006, 18:45
heh ;]... i o to chodzi... gdybysmy mieli wszyscy takie samo poczucie humoru to byloby nudno.

pochwalic, ze umiem pisac?? ja umiem pisac?? potraktuje to jako komplement... ale nie... nie chcialem. jedno co chcialem napisac to w miare interesujaca historie.
co do malej ilosci informacji. zgodze sie. kombinowac? ok... ale to popsa wkurzy niemilosiernie bo on juz chce grac tym taurenem ;D

co do poprawienia histori (nie wiem po co wam ta informacja, ale mowie) nie wczesniej jak w piatek (2.06.06).

p.s. fakt faktem... forma chaotyczna... w cholere...
to wiem mniej wiecej co zmieniac. dziekuje.

<do zobaczenia na mw... o ile admini wpuszcza takiego glaba jak ja 😊>
Post #8 29 May 2006, 19:54
On umie pisac !! 😛 on po prostu ma sszarganom psyche od przebywana ze mna 😛 ile to już lat... OMG ..

A na powarznie stworzył cos co mi się nawet podoba 😛 to mu się udało 😊

A i mam nadzije ze Ket pozwoli temu ktertynowi, debilowi, idiocie 😛 być na serwie a wyzwiska to z miłosci 😊
Post #9 29 May 2006, 20:20
mlaskaj pytonga krzysiek... to juz 12 lat... (btw wprowadziles sie tam kolo 1-2 lat po mnie... czyli jak mielismy 5-6)

az cod, ze ja chodze jeszcze...

ad. sszargana psycha
do tego doprowadzilo mnie tez kilka osob...
zaraz za toba... chudy exeqwo (nie wiem jak sie to pisze :/) z abra
marcin
kopczyk
brak papierosow momentami ;/
Post #10 29 May 2006, 20:23
ty co ja mam powiedziec dziw ze jeszcze egzystuje niestety mojej psychiki juz nie uratowalem <co do mlaskanie moze ale zapomiales ze jak byles maly to ci dzwi przyczasneły i musieli amputowac...><taki wypadek ale zapomiał >

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026