|
Post #1
01 Jun 2006, 17:46
Wolnym krokiem prowadząc za sobą konia ciemnej maści mężczyzna odziany w ciemnoniebieskie szaty podążał w towarzystwie swego przyjaciela traktem wiodącym ku Darnassus. Na jego licu wymalowany był wyraz niepokoju, a oczy rozglądały się dookoła jakby nie chciały ujrzeć tego o czym mówiły wieści. Nieuchronnie jednak zbliżali się do celu swej wędrówki. Po chwili ich oczy dostrzegły wyłaniający się z za drzew wóz zalegający na środku drogi.
Kiedy podeszli bliżej kruki w jednej chwili spłoszone odleciały ukazując martwe już ciało elfa i jego towarzysza. Ich wzrok zatrzymał się na nieruchomym ich twarzach, a dreszcze przebiegły po ciałach gdy spojrzeli w puste oczodoły. W tym samym momencie tuz koło nich osiadły powrotem dwa kruki. Bez słowa jakby wiedzieni tymi samymi myślami z cała wściekłością jaka się w ich zebrała spojrzeli w ich kierunku wciąż widząc przed oczyma czerń pustych oczodołów. Z dłoni mężczyzny w jednej chwili popłynęła fala energii rozrywająca kruka na strzępki … drugiego w tym samym czasie przepołowiło ostrze miecza. W powietrzu unosiły się jedynie pióra, a w koło znów zapadła złowieszcza cisza. Elf pochylił się nad ciałem, skinął wymownie na swego towarzysza i po chwili poczęli staranie zawijać ciało w jedwabne szaty. „Valkarze zawieźmy ciało do miasta … musimy wyprawić go w ostatnią podróż”. Mężczyzna bez słowa zarzucił ciało na ramie by po chwili zarzucić je ostrożnie na swego konia. Spojrzał ku Gildurowi, skinął lekko głowa i wyszeptawszy kilka słów rozpłynął się w powietrzu pozostawiając po sobie jedynie zapach jaki unosi się w powietrzu gdy magia zderza się z rzeczywistością. Nie minęło nawet pół godziny a elf mknąc na swym ciemnym rumaku przez ludzkie ziemie dotarł do miejsce gdzie szum drzew idealnie zlewa się odgłosem spływających z łoskotem wód pobliskiego wodospadu. Nie zwalniając tempa w pełnym galopie minął ogrodzenie i kilka budynków by zatrzymać się przed dwoma posągami zapraszającymi do wejścia do świątyni. W milczeniu wszedł do środka … jego oczom ukazały się strugi wody nienaturalnie spływające po jednej ze ścian jedynie po to by za chwile w magiczny sposób zniknąć w posadzce. Skłonił się lekko rzekłszy „ Witaj Kapłanie…niech twoje życie będzie długie i owocne”. Wzrok jego utkwił w oczach czekającego już w środku Valkara i martwym ciele leżącym bezwiednie na posadzce. Tuz obok dostrzegł szaty z najpiękniejszych materiałów, kilka złotych ozdób i fiolek. Bez słowa pochylili się nad ciałem odwijając je z tkaniny. Valkar sięgnął po jedną z butli i wylewając jej zawartość zwolna na ciało począł ją dokładnie rozsmarowywać. Wszelkie zadrapania i rany poczęły się zasklepiać, a blada skóra odzyskiwać swój błękitny odcień. Gdyby nie puste oczodoły zdawać by się mogło, iż elf leżący na posadzce jedynie zemdlał na krótką chwilę. Gildur sięgnął po ubrania i począł dalsze przygotowania do ostatniej podróży swego krewniaka. Jeszcze tylko złote ozdoby i po chwili szeroki kaptur zasłonił twarz martwego elfa skrywając ją całkowicie. „ Jest gotów do drogi „ – z ust elfa wyrwało się tych kilka słów w szepcie przepełnionym smutkiem. Unieśli zwolna ciało w gorę i umieszczając je na koniu jak uczynili to już poprzednio ruszyli po krótkiej chwili w stronę pobliskiej plaży. Po kilku zaledwie krokach usłyszeli odgłos końskich kopyt uderzających o brukowane kostki uliczek Ich oczom ukazał się samotny jeździec spoglądający na nich jakby nieco zaskoczony. Gildur pokręcił jedynie głową dając znak by nic nie mówił, a ten widząc martwe ciało leżące na grzbiecie konia po prostu zamilkł ruszając po chwili za nimi. Wolnym krokiem dotarli do miejsca gdzie wśród piasków stała mała elfia łódź jakiej używa się do przepraw przez rzeki. Złożyli na niej starannie ciało układając je wzdłuż. Gildur począł zwolna i cicho szeptać słowa modlitwy prosząc Boga by przyjął swoje dziecko w morskie objęcia. Valkar w tym czasie podszedł do swego konia i odpiął od juków mithrylową włócznię zdobioną rysunkami przedstawiającymi morskie węże. Po chwili złożył ją przy ciele elfa jakby wyprawiając go na polowanie i rzekłszy coś cicho pod nosem stanął w milczeniu obok Gildura. Gdy ten skończył słowa modlitwy począł wypychać łódź w morze jednak wielce osłabiony zaistniałą sytuacją po prostu nie potrafił jej ruszyć z miejsca. W tej chwili stojący z dala samotny jeździec podszedł bez słowa do niego by pomóc i po chwili łodzią kołysały morskie fale wiodąc ją wbrew morskim prądom ku horyzontowi. Z ust elfa w stronę wydobył się raz jeszcze szept „ Dziękuje Cerionie”. Skinął lekko głową ku niemu, a ten znów stanął nieco dalej obserwując łódź samotnie zmagającą się z morskimi falami. Stali tak jeszcze dopóki nie znikła im z oczy. Po chwili niczym ptak który zrywa się z niewoli z ust Gildur wyrwał się krzyk „ Czas wprowadzić w życie nasze plany .. jesteśmy już dostatecznie silni … żadnego z naszych braci jak i twoich mój przyjacielu Valkarze nie spotka już taki los”. Zapadła cisza, a słowa zawisły w powietrzu unosząc się echem jakby chciały przemierzyć całe krainy. |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |