|
Post #1
06 Jun 2006, 12:04
Imię: Draganor Tannenberg
Wiek: Wolnymi krokami zbliża się do jesieni swego żywota. Wzrost: Nieco niższy niż przeciętny krasnolud, lubi to jednak, bo jego broda sprawia wrażenie dłuższej. Wygląd: Kasztanowa, poprzecinana w wielu miejscach pasmami siwizny broda, gdzieniegdzie zapleciona jest w cieniutkie warkoczyki. Będąc powodem do krasnoludzkiej dumy, z reguły jest zadbana i porządna. Typowe dla małego ludu piwne krągłości maskuje wieczna, kolcza kurta, naruszona tu i ówdzie zębem czasu lub miecza. *** Bukowina otaczała niewielka polanę ciasnym, zwartym kręgiem nieprzeniknionych żadnym księżycowym promieniem drzew. Dookoła unosił się mocny zapach igliwia i wilgoci, przetykany ulotną wonią żywicy niesioną niemal nieodczuwalnym zefirem z głębi zagajnika. Zielone korony ciemną plamą odcinały się od pasa pni poniżej, ukrywając w pradawnym mroku wszelkie leśne skarby i ścieżyny. Szerokie niby ramiona olbrzymów pniaki niezaprzeczalnie świadczyły o długowieczności ostępów, rozłożyste gałęzie rozczapierzały się przesłaniając gwieździsty nieboskłon na ogromnych przestrzeniach. Niżej, wijące się wężowato korzenie przeplatały się raz po raz z wiotkimi krzewami ściółki. Choć zwykle bukowy las cieszył się niczym niezmąconą ciszą i niezachwianym spokojem, tym razem jego wieczną senność, złośliwie chyba, przerywały donośne śpiewy i śmiechy schrypniętych, dudniących głosów. Przy chybotliwym płomyku żarzącego się pośród polany ogniska biesiadowały krasnoludy. Woń jedzonej przez nich sarniny mieszała się brutalnie z delikatnym aromatem lasu... Z ciemności wyłonił się niski, pobrzękujący stalą kształt. Przez ramie przewiesił glewię, u pasa kiwały mu się kusza i miecz. Księżycowe światło tańczyło zawile na wypolerowanym lustrzanie hełmie – łebce. Szedł wraz wiatrem, czuć było odeń ostry zapach prochu. Wędrowiec wyraźnie nie starał się skradać, wolał, aby biesiadnicy wiedzieli o jego obecności. Słusznie, krasnoludzkie kusze mają wyjątkowo czułe spusty... Nastała chwila milczenia, jeden z siedzących przy ogniu towarzyszy podniósł się, opierając rękę o umieszczony za pasem topór. – A kogóż tu diabli niosą!? – zakrzyknął donośnie – Witajcie... Brendan?! Chłopaki?! – wyraźnie ucieszył się przybysz, rozpoznając niechybnie starych znajomych. Ręka nazwanego Brendanem brodacza ześlizgnęła się gładko ze styliska broni, a spod zdobiącego twarz zarostu błysnęły w uśmiechu zęby, ziejąc licznymi szczerbami. – Draganor? Myślałżem, że cię usiekli po Magną! – Ciepło mnie witasz, nie powiem... A jak u ciebie Brendan? – A jak chcesz? Po prawdzie, czy po pieśni? Jak to drugie, to budź Bratka. Darmozjad jeden, tylko kilka przyśpiewek zna, a każe się bardem wołać. Co tu robisz bez swojej roty? – Pod Magną wybili mi oddział... To robota tego idioty, Nargasha. Kto rzuca pikinierów do zdobywania murów? I to bez machin?! Kretyn jeden, żołnierzy w mig potracił! Po tym oblężeniu została mi największa pamiątka, jaką w życiu dostałem: całe plecy sparzone grzanym olejem. Psie syny! Tak gładko pod blachy weszło, że do dziś tylko lekkie kurty mogę nosić i jeszcze opatrunki zmieniam. A w pole to chyba nigdy nie wyjdę. Może gdzie ostanę, jakiego fachu się nauczę albo do straży pójdę? – Podła to robota dla najemnika. – Może i podła, ale tam jeno brzuch rośnie, a nie narobi się krasnolud. Ech, zafajdane czasy Brendan, zafajdane... Żeby to krasnal z pracy rąk utrzymać się nie mógł?! A tyś mi nie odpowiadał, co robisz z chłopakami na takim zadupiu? – Toś nic nie słyszał? Na smoka idziem. Jak tylko książę ogłosił tą, jak mu tam... exepra... extra... experdycję, to wszyscy kupą do Jaru ruszyli, bo nawet jak gadzinę zabiorą, zawsze co w jaskini ze skarbu zostanie. A tobie nie lepiej było na rzyci siedzieć i bruk w rodzimej mieścinie szlifować, do zdrowia wrócić? Sam się teraz włóczysz po gościńcach? – To widać, żeś Brendan dawno we Frei Stadt nie był. Tam teraz spisy ludności, glejty, licencje, podatki od interesów... A kto wtedy ochrony potrzebuje? I to jeszcze nieczłeka?! Za najmowanie nieludzi jeszcze podatek płacić do kasy trza. A interes słabo idzie... Nagle rozmowę przerwał przeciągły świst ciętego grotem powietrza. – Uważaj!!! – Strzała przeleciała, o cal mijając głowę zwróconego ku ognisku Draganora. Któryś z krasnoludów kopniakiem rozwalił polana, wzniecając kurzawę iskier. Zwarli się w kupę, błyskając ostrzami toporów, ku niewidzialnemu przeciwnikowi czoła zwracając. Draganor przerzucił glewię w drugą rękę i stanął w gotowości. Kolejna strzała chybiła tylko o pół cala. – Zadaje się, żeś nam nie wszystko powiedział i nie do końca – syknął Draganorowi do ucha Brendan. Rozbiegli się w chaszcze dokoła polany. Nagły, mocniejszy powiew wiatru zakołysał koronami drzew, przegnał chmury, zasłaniając tarczę księżyca... *** To moja pierwsza postać, w WoW’a jeszcze nigdy nie grałem, podobnie w Warcrafta, więc nieszczególnie znam się na nazwach miast, zawodów itp. Z rozmów z grającymi kolegami dowiedziałem się, że moim upodobaniom podpasuje krasnludzki wojownika, mam więc nadzieje, że to krótki opowiadanie pozwoli mi wcielić się w jego rolę. Forma jest może odrobinę „dziwna”, wydawać by się mogło, wyrwana z kontekstu, jednak jest to efekt zamierzony i może nie będzie przeszkadzał w czytaniu. A jeśli to nie wystarczy, może rozwinę nieco opis np. dodając zakończenie walki ;) |
|
Post #2
06 Jun 2006, 13:02
Fan Sapkowskiego. Nie mylę się? Widać drobne podobieństwa w stylu. Całkiem ładne opowiadanie, pisać z penością umiesz. W całym tekście brakuje mi tylko dobrze nakreślonego charakteru postaci. Innych zastrzeżeń nie mam.
|
|
Post #3
06 Jun 2006, 13:16
😊
|
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |