|
Post #1
07 Jun 2006, 15:37
Imię: Ediel
Nazwisko: Stolda Płeć: kobieta Wiek: 20 wiosen Wzrost: 168 cm Waga: 52 kg Rasa: nocny elf Klasa: łotrzyk Ediel jest nocnym elfem. Ma delikatną cerę. Twarz ma owalną i wysuniętą trochę do przodu. Jej zielone oczy połyskują pełnią życia. Zgrabny, mały nosek wystaje lekko z twarzy. Ma średnio długie uszy. Z buzią kontrastują niebieskie, rozpuszczone włosy. Jej karnacja jest koloru blado różowego. Ma wysoką, smukłą sylwetkę. Jej talia cudownie współgra z zaokrąglonymi biodrami. Jej nogi są długie. Bardzo zgrabnie się porusza. Piękny wygląd niestety nie odzwierciedla jej duszy. Ciężkie dzieciństwo zmienia znacząco jej charakter. Jest okrutną, zimną kobietą. Prawie nic nie czuje. Odziedziczyła to może po ojcu. Jednak nie jest zła do szpiku kości. Co prawda, jej kariera ma wiele do życzenia, lecz czyni to raczej z zemsty niż z podłego charakteru. ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ Ediel miała ciężkie życie. Była tylko półelfem. Wyglądała jak jej piękna matka, która była czystej, elfiej krwi, lecz jej pochodzenie było haniebne. Jej rodzicielka była zgwałcona przez marnego człowieka. Nie mogła żyć wśród zwykłych, nocnych elfów. Musiała żyć z matką na skraju dwóch cywilizacji- ludzkiej i elfiej. Taki tryb życia źle na nią wpływał. Po śmierci jej mamy wygnano ją z jej rodzinnej osady. Stało się to gdy liczyła 16 wiosen. Długo wałęsała po pobliskich lasach, ale i z tamtąd ją przepędzili. Nie pozostało jej nic jak wyruszyć w drogę ku lepszej przyszłości. Po trzech dniach podróży dotarła do ludzkiej osady Kam’dral. Ediel nie mała z czego się utrzymać. Była zmuszona do kradzieży. Nie miała żadnych wyrzutów sumienia. W końcu to przez człowieka musiała toczyć taki nędzny żywot. Początkowo kradła tylko pożywienie. Po miesiącu tej egzystencji nabrała w tym wprawy. Już jej nie wystarczyło zwykle jedzenie. Wpadła w swoisty nałóg. Zaczęła łupić domy. Robiła to pod osłoną nocy. W końcu nocny elf potrafi się dobrze schować po zmierzchu. Po niedługim okresie działalnością Ediel zaczęła się interesować gildia złodziei. Próbowali ją zwerbować. Po miesiącu zabawy dała się namówić. Zaczęła jako kieszonkowiec. Pomalutku pięła się po karierze złoczyńcy. Wreszcie dotarła do szczytu. Stała się skrytobójcą. Mordowała głównie na zlecenie gildii. Byli to wrodzy złodziei m.in. strażnicy i konfidenci. Zaczęło się już to podobać. Było to dla niej coś w rodzaju pasji. To już się jej mistrzów martwiło. Pewnego dnia otrzymała dziwne zlecenie. Miała zabić syna samego burmistrza i to w jak najbardziej spektakularny sposób. To zadanie przypadło jej do gustu. Jej przełożeni jednak się nie zgodzili. Za duża była to stawka. W końcu syn burmistrza to szycha w mieście, a burmistrz przymykał oko na występki gildii. Jednak Ediel nie ustąpiła. Przygotowywała ją po tajemnie. Najpierw zbierała informacje o celu. Tu właśnie był przełom. Przebywając w karczmie usłyszała dziwną historie. Opowiedział ją pewien pijany bard. Mówił jej coś o jakiś wrotach. Ale to ją nie zainteresowało. Chciała się dowiedzieć o swoim celu. Bard był skłonny do opowieści dopiero po drugiej beczułce tutejszego piwa ( a było ono dość mocne jak na piwo). Ta opowieść brzmiała mniej więcej tak: ,,Nasz burmistrz był straszną świnią. Hick! Kiedyś dla rozrywki w przebraniu rabusia plądrował pobliskie osady. Kilka razy dokonał gwałtu na dziewicach. Hick! Gdy wyszło to na jaw, tłumaczył się tym, że były one z innej rasy.” Tyle wystarczyło by wzniecić w niej ogień. Ogarnęła ją furia. Postanowiła, że zabije zarządcę i jego syna mszcząc się za tamte kobiety. Ustaliła już dzień egzekucji. Wszystko było już zaplanowane. Jednak ten plan miał jedną rysę – reakcja mistrzów. Nie przejmowała się tym. Miała i na to sposób. Musiała tylko przygotować broń. Zaczęła ostrzyć sztylet. Nadszedł dzień sądu. Jak na lato był to wyjątkowo chłodny dzionek. Wraz z ekwipunkiem udała się w wybrane miejsce. Był to główny plac miasta. Zegar wybił 12:00. Zaczęło się. Plan był prosty: zabić jak najszybciej i jak najbrutalniej na oczach całego miasta, a potem tylko się ulotnić. Nadchodził już burmistrz z synem. Nie było już odwrotu. Ediel zaszła rządce od tyłu i zadała szybkie kłucie sztyletem w plecy. Nie wiedziała ile razy to zrobiła. Tłum zamarł w bezruchu. Burmistrz padł w kałużę krwi. Kolej na jego syna. Jako, że nie miała czasu, bo straż już była blisko, szybko podcięła gardło temu potomkowi psa. Wszystkich oślepił czarny proszek. Ediel gwałtownie się osunęła gradowi strzał. Pył opadł. Znikła. Całe miasto ogarnęła wściekłość. Nawet koledzy po fachu chcieli zabić elfkę. Musiała jak najszybciej opuścić miasto. Ediel postanowiła rozpocząć drugi plan. Był on bardzo ryzykowny. Opierał się na legendzie. Wyruszyła w drogę do przeznaczenia. Czas najwyższy opuścić tych marnych człowieczków. Miała przejść przez Mroczne Wrota. Wiedziała jak przez nie przejść. Zaczęła poszukiwać Wrót. Według opowiadań barda były one w katakumbach pod miejscową świątynią. Po zmierzchu włamała się do kaplicy. Nie była wcale strzeżona. Dostała się do katakumb. Musiała się śpieszyć, bo gildia wywęszyła co próbuje zrobić. Pośpiesznie odnalazła stosowne miejsce. Zaczęła odprawiać mroczny rytuał. Na marmurowym stole położyła to, co dla niej było najcenniejsze – sztylet, którym mordowała. Teraz poświęciła żywą istotę – zająca i zmówiła zaklęcie. Wrota się ujawniły. Wysoki głos odpowiedział: - Czemu mnie wywołałaś? - Chcę się schronić. - Czy uczyniłaś coś godnego w swoim żywocie? - Tak. Pomściłam tamte kobiety. Ich dzieci muszą prowadzić marne życie. - Czy zdajesz sobie sprawę z konsekwencji twojego wyboru? - Tak. Wrota się otworzyły. Elfka przeszła na drugą stronę. |
|
Post #2
07 Jun 2006, 17:04
" lsniace nogi " ? znaczy ze co duzo kremu czy wazeliny? hmmm
|
|
Post #3
07 Jun 2006, 17:26
poprawione
|
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |