|
Post #1
15 Jun 2006, 09:25
Sprawa honoru...
Ogłuszający huk wiatru niósł z północy ostre sztylety śnieżnych kruszyn. Zawieja nieprzeniknioną ścianą przesłaniała wierzchołki rzadko rosnącego iglaka. Mróz kąsał niemiłosiernie w nos, uszy. Wirujące, wielokształtne płatki mamiły zmysły. Z kurzawy powoli wyłaniała się niska postać. Zwykle żywą, kasztanową brodę więziły lodowe sople, szron okrywał krzaczaste brwi i bujną czuprynę. Z pomiędzy fałd obszytego futrem płaszcza wychylała się jedynie złocista lufa strzelby. Draganor, nisko pochylony, zawzięcie szukał tropów. Jakichkolwiek. W taką pogodę nie liczył na nic konkretnego, po prostu musiał mieć jakiś cel, zajęcie. Nie mógł się zatrzymać, bo równe by to było spotkaniu z Tanatosem. Bies by obszczał taką pogodę... – Mruknął do siebie krasnolud, mocniej chwytając w dłonie strzelbę. Z uczuciem pogładził jej gładką, dębową kolbę, przeciągnął czule opuszkami palców po niezawodnej, stalowej lufie. Poczuł płytkie ryty wygrawerowanych nań run... Wciąż nie mógł nacieszyć się nowym nabytkiem. Co z tego, że w zamian za broń oddał wszystkie swoje oszczędności, a także ukochaną pamiątkę po dziaduniu – starusieńką, srebrną cebulkę. Opłacało się, dla niezawodności i piękna tej broni oddałby wiele więcej. Uśmiechnął się w duchu. „Nawet życie!” przypomniał sobie swoje popędliwe słowa. Wtedy oczy kupca zaświeciły się złowieszczo. Dał krasnoludowi strzelbę. Najlepsze kule do niej. I wymógł obietnicę. Draganor przysiągł pozbyć się dręczącego okolice wilkołaka... Mieszkańcy Rhys Dhun nie mieli pojęcia, kto został przeklęty likantropią. Inna rzecz, że zbytnio ich to nie interesowało. Ważne, że potwór wyglądał szpetnie i pożerał owce. A także mężczyzn, dzieci starców... Podobnoż wyjątkowo gustował w dziewicach! Czego to ludzie nie wymyślą? – Akurat w tej części opowieści Draganor zdecydowanie nie dawał wiary. W końcu pół – wilk nie od parady nosił kiedyś miano człowieka, jakaś pozostałość duszy gdzieś tam na pewno kołacze się w zwierzęcym sercu. Ale przysięga to przysięga! Z resztą, taka broń piechotą nie chodzi... – Zakląwszy pod nosem, karzeł brnął dalej przez zaspy, coraz mniej bacząc na ślady, a bardziej uważając na rozpadliny i wypełnione śniegiem doły. Postanowił poszukać schronienia... *** Płomień dawał ciepło i żywe światło. Wilgotne polana trzaskały lizane ogniem, cichy początkowo odgłos zwielokrotniała akustyka jaskini. Draganor zbliżył zgrabiałe dłonie do ogniska, wpatrując się w jego głębię. Starał się za wszelką cenę zapomnieć o panującym w grocie chłodzie, setkach lodowych sopli otaczających niewielki krąg światła i ciepła, jego mały azyl. Krasnolud objął czule narychtowaną strzelbę, zanucił cicho: Zapachniało powiewem jesieni Z wiatrem zimnym Uleciał słów sens Tak być musi Niczego nie mogą już zmienić Brylanty na końcach twych rzęs. Echo powtarzało słowa starej pieśni, ta jednak urwała się nagle, w pół strofy. Brodacz podniósł się energicznie, gruby płaszcz zsunął się na ziemię, odsłaniając starą, połataną kolczugę. Karzeł przyłożył do ramienia kolbę, wodząc wzrokiem za szybko wędrującym po ścianie cieniem. Mam cię psi chwoście! – szybkim ruchem dociągnął teleskop do oka, nacisnął spust. Huk wystrzału krzykiem niczym z tysiąca gardeł rozdarł mroźne powietrze jaskini, sople posypały się ze szklistym brzękiem. Krasnolud uskoczył zręcznie przed deszczem lodowych włóczni, omiótł wzrokiem pogrążoną w mroku, skalną komnatę. Do kurwy nędzy z takim ogniskiem! Tfu! – Brodacz splunął soczyście na przysypane bierwiona. Wyciągnął z torby niewielką flarę, polał koniec substancją z butelkowozielonego flakonika. Snop iskier zasypał klepisko, oświetlając znikającego w zakamarkach groty wilkołaka. Draganor ruszył szparkim krokiem, rychtując broń. *** Wąski tunel kończył się dużą, półokrągłą grotą. Krasnal wyrzucił niedopałek racy, z resztą tu i tak nie potrzebował więcej światła. Księżyc wślizgiwał się długimi mackami przez na oko półtorametrową szczelinę w wysokim sklepieniu. W smudze jasnego światła nieruchomo stał likantrop. Dyszał ciężko, para unosiła się z jego zwierzęcych nozdrzy. Draganor zbliżył się ostrożnie, mierząc w wilkołaka. Ten nie miał już gdzie uciekać, mógł się tylko bronić... Nie chciał. Padł na kolana, spuszczając głowę. Krasnolud przysiągłby, że w tamtej chwili na jego zarośniętym pysku zalśniła łza... *** Tam gdzie mieszkasz Już biało od śniegu Szklą się lodem jeziora i błota Tak być musi Już zmienić nie może niczego Zaczajona w twych oczach tęsknota W oddali majaczyły dymy pierwszych chałup. Poznawał okolicę, w dole znajdowało spokojne, senne Rhys Dhun. Po raz setny sprawdził, czy u pasa wciąż wisi przesiąknięty krwią woreczek z uszami wilkołaka - Słowo ponad wszystko. Honor ponad wszystko. – powtarzał w myślach jak mantrę. Przyspieszył kroku. Już niedaleko... *** Kupiec z obrzydzeniem spojrzał na krwawe ochłapy. Skinieniem głowy nakazał je schować. - Dobrze się spisałeś karle. Interes znów będzie się kręcił, kontrahenci przestaną obawiać się bestii... – Krasnolud nie słuchał. Beznamiętnie skinął głową. Obrócił się na pięcie, wyszedł z gabinetu, zostawiając za sobą zaskoczonego handlarza. Brnąc zaśnieżonym traktem, smutno pogładził lufę strzelby. – Było warto. – pomyślał... Było..? *** Przyjdzie wiosna Deszcz spłynie na drogi Ciepłem słońca Serca się ogrzeją Tak być musi Bo ciągle się tli w nas ogień Wieczny ogień, który jest nadzieją... |
|
Post #2
15 Jun 2006, 13:05
bardzo, bardzo ciekawe... niewiele szczegółów, a jednak wciągające opowiadanie 😊 masz talent po prostu 😊
ciąg dalszy nastąpi? |
|
Post #3
15 Jun 2006, 14:20
Nie tyle bezpośredni ciąg dalszy, co kolejne opowiadanie z udziałem Draganora 😊
Cieszę się, że Ci sie podobało. Jeśli bedziesz się bardzo nudził, to możesz przeczytać moje poprzednie opowiadanie, bo jakoś nikt nie kwapi się, by je skomentować 😉 Pozdrawiam, Draganor |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |