|
Post #1
15 Jun 2006, 17:24
„Dobra panienki, słuchać i nie kłapać jadaczkami! A może dowiecie się kogo tym razem szukamy!” Przywódca najmitów darł się w niebogłosy, może dlatego że był dość mikrej postury, ale śmierdział jak każdy szanujący się oprych na kierowniczym stanowisku. Czułem się w tym gronie zaprawdę nieswojo i stanowczo nie na miejscu, co prawda moje obawy nie były uzasadnione, w końcu miałem na sobie czarny płaszcz z kapturem, maskę, sztylet i oczywiście małą pistoletową kuszę, rychtunek skrytobójcy jak z taniego powieścidła, tylko te wystające z pod kaptura uszy, zastanawiałem się nawet nad ich obcięciem, no ale nie byłem gotowy do takich poświęceń. Przywódca, gdy gwar już ucichł, postanowił kontynuować. „Jak wiecie ścigamy arystokrata, inne arystokraty wyznaczyły za niego sporom sumkę winc wartało by kmioty się postarać, z nieoficjalnych źródeł (o to on takie słowa zna!?) dowiedziałem się, że zapłata bedzie wyższa... (pauza dla dramatycznego efektu) gdy cel martwy bedzie!”. „Teraz (kontynuował) przedstawię wam wygląd celu, dość dokładny opis zawdzięczamy, a jakże, jego dawnym kamratom. Słuhajta!
Nazywa się to sir James Pandaragon (Pendragon, idioto i już nie „sir”), elf i mężczyzna na dodatek (czyżbym słyszał nutkę zawodu w jego głosie) Skurczybyk zna się trochę na broni palnej ale nie powinien sprawić większego problemu (towarzyszyłem ojcu w niektórych jego wyprawach i sam oceniam swoją znajomość broni palnej na dobrą a nie „trochę”) . Wiek bliżej nie określony (w papierach wpisywałem zawsze sto, ale po prawdzie to nie pamiętam) wzrostu siedemdziesięciu cali (około, aż tak niski nie jestem, ten knypek sięga mi do pasa), osobnik to tęgi więc w tłumie się raczej wyróżnia (wolę określenie „dobrze zbudowany”), oczy koloru szarozielonego, włosy długie siwe takaż i broda oraz bokobrody, co prawda zarost zakrywa mu gębę ale ile elfów nosi bokobrody? (ja, na przykład). Zapamiętali!?” wszyscy pokiwali głowami. „Dobrze nasz cel bedzie próbował opuścić Lodun dlatego należy obstawić wszystkie możliwe drogi ucieczki i obserwować możliwe meliny, pod jego dom wysłałem obserwatora, więc spodziewam się wiadomości o celu lada moment. Panowie sezon polowań na arystokraty uważam za otwarty!” Uniosła się wrzawa i radosne acz niecenzuralne okrzyki, wywnioskowałem z nich, że niższe klasy stanowczo nie pałają miłością do arystokracji. Któryś z moich kompanów szturchnął mnie pod żebro inny wywrzaskując coś szczerbatą gębą podetknął mi pod nos coś co przy dużej dozie dobrej woli można uznać za... hm, wino, spirytus przemysłowy, farbę olejną? Sam nie wiem. Poczułem się zobligowany dołączyć do radosnych okrzyków, wszak nie mogę wzbudzać podejrzeń. „Załatwimy arystokratę bez mydła!” parę oprychów dookoła mnie umilkło i popatrzyło na mnie ze z dziwieniem, „Ee... Wyprujemy mu flaki i nakopiemy do rzyci? Argh?” „Argh!” odwrzasnęli kamraci, a ja poczułem, że zaczynam wczuwać się w rolę. Ze stanu zadowolenia wyrwał mnie niemiły głos za moimi plecami „Ej, ty!” zacząłem się zastanawiać dlaczego zdecydowałem się na to wszystko, „to wszystko” zaczęło się całkiem niedawno, rankiem w moim bezpiecznym domu, przy śniadaniu gdy czytałem poranną korespondencję. ******************************************************************************* -Czytałeś to Alfredzie!? ,,Szanowny panie Pendragon Królewskie towarzystwo naukowe z przykrością informuje, że pański wniosek o wysłanie ekspedycji naukowej do puszczy Arezonii został odrzucony” ple ple... Nawet nie prosiłem ich o dotację. Rok temu Artemis organizował ekspedycję na Jutlandy i zgodzili się bez gadania, to już mój czwarty projekt badawczy który odrzucili! -Nie powinien się pan tak przejmować, pański ojciec nigdy się nimi nie przejmował. -Mój ojciec nie przejmował się niczym oprócz pracy, był nie normalny tak jak dziadek, kiedy wreszcie zwąglik złośliwy odkrył mojego ojca w lasach Arezonii towarzystwo naukowe mogło odetchnąć z ulgą, o jednego Pendragona mniej, nawet nie nazwali tej choroby jego imieniem. -To prawda, że pańska rodzina była uważana za... -Wylęgarnię szaleńców. -Ekscentryczną, lecz nie powinien pan od razu zakładać, że cały świat jest przeciwko panu, zresztą nie chciał bym żeby skończył pan jak pański ojciec. -To mi nie grozi, każdy z naszej rodziny kończy inaczej, dziadka zżarł jego rekon z papier-maché w skali jeden do jednego. -Nie da się ukryć był utalentowanym modelarzem. -Rzeczywiście nie dało się ukryć, ich lordowskie moście poruszyli niebo i ziemię żeby zatuszować niechlubną śmierć mego dziadka, tak jak inne „wybryki” mojej rodziny. Alfredzie, oni mnie tolerują ale najchętniej chcieli by się mnie po cichu pozbyć, psujemy im wizerunek, jesteśmy jak popiół w kremówce. Mam szczerze dosyć takiego traktowania. -Proszę się nie unosić, i przemyśleć wszystko spokojnie... -Ja już wszystko przemyślałem teraz tylko dojrzałem do swojej decyzji, kropla przepełniła czarę skoro chcą żeby Pendragon zniknął to spełnię ich zachciankę i zejdę im z oczu. Alfredzie, mam mnóstwo spraw nie cierpiących zwłoki, więc nie będzie mnie raczej na kolacji. -Mam nadzieję, że nie zrobi pan nic głupiego. –Ale zrobiłem, w iście rodzinnym stylu. Na posiedzenie towarzystwa naukowego przyszedłem spóźniony, jak zwykle zresztą, nie lubiłem tych posiedzeń, i uczestniczyłem na nich głównie z powodu groźby wykluczenia mnie z towarzystwa, jednak moją na nich obecność ograniczałem do minimum, dziś jednak powód mojego spóźnienia był inny, ważne sprawy w banku i wodociągach miejskich sprawiły, że pojawiłem się na posiedzeniu dopiero po drugiej przerwie, a akurat dzisiaj zależało mi na tym aby stawić się w miarę punktualnie, co więcej zamierzałem zabrać głos w pewnej nurtującej mnie sprawie. Zapisałem się w porządku spotkania jako ostatni który ma zabrać głos, i cierpliwie czekałem na swoją kolej, większość mówców jak zwykle głosiło jakieś brednie i banialuki, nie szczędząc pochlebstw zgromadzeniu, tylko paru z nich, w większości mi znanych miało naprawdę coś wartościowego do powiedzenia, wreszcie przyszła kolej na mnie, nie należałem nigdy do biegłych mówców, nie przepadam też za rozgłosem i tłumami, więc większość zebranych była wyraźnie zdziwiona gdy wyszedłem na środek sali i rozpocząłem mowę pożegnalną: „Szanowni lordowie, było dla mnie niezwykłym wprost zaszczytem wstąpienie do waszego zacnego grona i bycie członkiem Królewskiego towarzystwa naukowego. Było lecz już nie jest, gdyż zaraz po tym jak wstąpiłem w te progi, złudzenia moje co do tej instytucji rozwiały się bezpowrotnie, zamiast nauki ujrzałem arogancję i zadufanie w sobie, bezgraniczną bufonadę i z przerażeniem stwierdziłem, że właśnie stałem się jej częścią, na szczęście dla mnie pochodzę z rodziny którą od dłuższego czasu pogardzano, więc nie mogłem stać się pełnoprawnym członkiem owego „zacnego” grona, mogłem natomiast być światkiem jak nauka którą zaprzysięgliśmy reprezentować jest używana dla niskich celów i prywatnych interesów, dlatego z radością stwierdzam, że postanowiłem opuścić to grono i zająć się prawdziwą pracą naukową a nie tylko jej udawaniem, mam nadzieję, że się więcej nie zobaczymy, żegnam.” I wyszedłem z sali szybkim i energicznym krokiem, odprowadzała mnie jedynie cisza, gdyż zszokowani takim brakiem wychowania słuchacze milczeli. Była to najdłuższa moja wypowiedź na posiedzeniu towarzystwa. Przy wyjściu z budynku zatrzymał mnie sir Francis, jeden z niewielu ludzi których mógł bym nazwać przyjacielem. Jego twarz wyrażała wzburzenie, zaczął też bez żadnych wstępów. -Czyś ty oszalał!? Lordowie rozszarpią cię gołymi rękami od lat czekali na pretekst żeby oficjalnie pozbyć się twojej rodziny a ty dajesz im pretekst na tacy, co ty sobie wyobrażasz!? -Wyjeżdżam, nie mam zamiaru zostawać tutaj ani chwili dłużej, prędzej czy później i tak by mnie usunęli, wolałem więc odejść na swoich warunkach. -Imperium sięga daleko, a wraz z nim nasze wpływy, nie myśl, że mogę cię osłonić. -Nie ośmielił bym się prosić cię o coś takiego, a imperium nie jest nie skończone jest jeszcze wiele białych plam na mapie coś wymyślę. Mam jednak do ciebie prośbę, weź tą torbę w środku jest parę fiolek, wypij zawartość jednej z nich resztę rozdaj przyzwoitym lordom, wedle uznania. -Coś ty wymyślił? -To tylko mały prezent pożegnalny, bywaj zdrów. – Do swojej posiadłości wkradłem się jak złodziej, lecz mimo tego, że w moim mniemaniu byłem cichy jak duch Alfred już na mnie czekał. -Czy rano nie ostrzegałem pana przed robieniem głupich rzeczy? -Witaj Alfredzie obawiam się, że będę zmuszony na jakiś czas wyjechać. Czy był byś tak miły i zajął się posiadłością podczas mojej absencji? -Pali pan za sobą wszystkie mosty? -Obawiam się, że nie mam już wyjścia. Kupiłem dla ciebie tytuł szlachecki i przepisałem majątek, wierzę, że będziesz lepszym niż ja szlachcicem. -Jest pan bardziej szalony od swojego ojca. Proszę na siebie uważać. Aha był bym zapomniał w pobliżu posiadłości kręcił się jakiś osobnik podejrzanej komitywy, pozwoliłem sobie na ogłuszenie go i pozyskanie jego dobytku, było by wskazane by wykorzystał pan jego łachmany jako przebranie. Powodzenia. – Szybko narzuciłem na siebie „zestaw skrytobójcy” wziąłem przygotowane zawczasu zapasy i ruszyłem w drogę, pech chciał, że przecinając wyludniony o tej porze park trafiłem na sabat najmitów i zostałem zagarnięty do tłumu i tak znalazłem się w niezręcznej sytuacji. ******************************************************************************* -Ej, ty! –Głos dochodził z dołu, zza moich pleców więc postanowiłem go zignorować może to nie do mnie, po chwili ktoś boleśnie kopnął mnie w kostkę. -Do ciebie mówię! –odwróciłem się gotowy na najgorsze -Czemu niema cię pod domem tego śmiecia!? –Poczułem ulgę nie rozpoznali mnie. -Gdy dotarłem na miejsce śmiecia już nie było. -To czemu stoisz tu jak kołek zamiast lecieć obstawiać bramy miejskie!? -Tak jest, lecę! – i nie czekając na dalszą zachętę pobiegłem ile sił w nogach. Bramę minąłem z całkiem niezłym czasem, uciekanie wychodziło mi nad wyraz dobrze. Podążając wzdłuż rzeki Azimat dotarłem po dwóch dniach do mojego pierwszego przystanku, małego miasteczka w którym mieszkał mój przyjaciel ze studiów, miałem nadzieję, że zaszyję się u niego na parę dni a potem prosto do Gorge’s cove, tam na statek i tyle mnie widzieli, prosty plan. -Czyś ty oszalał? – Mój przyjaciel nie podszedł entuzjastycznie do tego planu. -Ostatnio często mi to powtarzają, ale co złego jest w statkach? -Wszystko, jeżeli nie okradną cię i wyrzucą za burtę, to poinformują twój „ogon” gdzie jesteś i zgarną zapłatę od ciebie i od nich, albo po prostu sami cię zabiją i zgarną pieniądze, w końcu mówiłeś, że teraz jesteś sporo wart. -Podobno. -Zresztą, poza granicami imperium też nie jest bezpiecznie coraz więcej kolonii buntuje się przeciwko okupacji korony. -Tym lepiej... -Tym gorzej, wszystkie uciskane w koloniach rasy tubylcze nienawidzą wszystkiego co imperialne, obywateli też. Jednoczą się pod sztandarem socjalizmu głoszonego przez Mao-grarz-gorunga, ale ich hasła o wolności i równości to mrzonka, to fanatycy i mordercy. -Więc, co mam niby twoim zdaniem robić, nie mam wyboru. -I tu się mylisz, ja mam rozwiązanie. Wiesz nad czym tu pracujemy? -Słyszałem plotki, nad sposobami transmisji materii na duże odległości z pominięciem usług magów. -Gildia magiczna była nie zadowolona, że staramy się odebrać im monopol. -Chcesz mnie matermitować? -Nie, to było by za proste, a raczej za trudne dla nas, widzisz udało nam się wprawdzie przenieść materię na pewną odległość, lecz efektem końcowym na razie jest materia rozłożona na czynniki pierwsze, atrakcyjne może dla alchemików ale nie dla nas. Ale to nie jest istotne, istotne jest to, że podczas prac nad tym projektem dokonaliśmy ciekawego odkrycia, jak każde takie odkrycie i to zainicjował przypadek, jeden ze studentów stwierdził, że nastąpił ubytek masy transportowanego materiału, oczywiście masa mogła zostać zamieniona na energię, w końcu kryształy których używamy są dość nieprzewidywalne, ale nie będę zanudzał cię szczegółami ważne jest że zbadaliśmy ten przypadek dokładniej i ... . Co wiesz o teorii multiwersum? -Nic mi to nie mówi. -Nie dziwię się chodzi, o możliwość istnienia światów równoległych do naszego, według teorii istnieje, oprócz naszego świata, niewyobrażalna liczba innych światów. Załóżmy że nasz świat to gałązka drzewa, z naszej gałązki wyrastały by inne podobne gałązki a z kolei nasza gałązka wyrastała by z jeszcze innej, gdyby patrzeć na nie z zewnątrz, mogły by przypominać rodzaj wiecznie rozgałęziającego się drzewa, bez początku i końca, zrozumiałeś? -Nie zupełnie ale kontynuuj, miejmy to za sobą. -Dobrze więc znaleźliśmy sposób na przeniesienie materii do innego wszechświata, czyż to nie cudowne? -Zaiste ale jak ma mi to pomóc skoro dotrę do innego wszechświata w proszku, zresztą skoro to jest inny świat. -Ale podobny do naszego, może nawet lustrzany, możesz tam spotkać nawet samego siebie, zawsze to raźniej. -Cudownie ale co mi po tym skoro nie dotrę tam żywy? -Właściwie to jesteśmy prawie pewni, że czasami wysłany przedmiot dociera w jednym kawałku. -Jak? -Nie mamy pojęcia, to wielka niewiadoma, ale twoje szanse na dotarcie wynoszą jakieś trzydzieści cztery procent, to bardzo dużo! -To ja wolę Mao. -W takim wypadku prawdopodobieństwo jest bliskie zeru, zresztą zawsze chciałeś odkrywać nowe lądy. Mżyłeś o tym na studiach, pamiętasz? W eksploracji zawsze jest element ryzyka. -Ale czemu chcesz wysłać mnie? -To oczywiste nie masz nic do stracenia, uciekasz, a my musimy wysłać na drugą stronę coś żywego, mieliśmy ochotnika, ale skoro ty tu jesteś... -Nie jestem przekonany, zresztą po co wysyłać coś żywego. -Szukasz dziury w całym, istota żywa i inteligentna, potrzebna nam jest do uruchomienia kryształu pomiarowego, prawdę powiedziawszy, do zainicjowania jego działania potrzebna jest energia istoty żywej. -Dobrze, że nie dusza, czy to aby nie wyssie mnie na wiór. -Nie, to zdarzało się tylko w prototypach, ten jest prawie bezpieczny, po uruchomieniu kryształ zacznie emitować energię, co doprowadzi do jego rozpadu, my wychwycimy odbitą energię przez jeszcze otwarte przejście i dzięki temu otrzymamy obraz otoczenia, cała procedura potrwa krócej niż mrugnięcie. -A ja zostanę gdzieś tam, na zawsze? -Takie jest założenie prawda? -Ale to inny świat, język zwyczaje... -Dostosujesz się, zresztą prawdopodobieństwo, że wylądujesz w świecie tak odmiennym od naszego jest nikłe. -Jesteś tego pewny? -Nie, to w końcu teoria, to co zaczynamy? -Zakładasz że się zgodzę. -Przecież to po tobie widać, choć zaprowadzę cię do laboratorium, aha im mniej ze sobą weźmiesz tym lepiej, nie chcemy przeciążać kryształów, w końcu nie możemy ryzykować prawda? -Chcesz żebym się rozmyślił, im szybciej mnie zabijecie tym lepiej dla was. -Mam do ciebie jeszcze jedno pytanie, zanim cię wyślemy. Czy wiesz coś o epidemii dyzenterii która ostatnio zaczęła trapić towarzystwo? -Skąd ten pomysł? -Nie dalej jak wczoraj otrzymałem list od sir Francisa, pisał on, że gdybyś się u mnie pojawił mam w jego imieniu podziękować za lekarstwo, i przekazać, że prośbę spełnił. -No cóż, to najwyraźniej jakaś pomyłka. -Tak myślałem, ach ta dzisiejsza poczta. –Więcej nie rozmawialiśmy, mimo tego, że się bałem to jednak chciałem polecieć, w końcu to czas zmian w moim życiu, co mi szkodzi, zresztą, żaden członek rodziny nie umarł śmiercią naturalną, co ja mam być gorszy? Laboratorium zawalone było książkami, papierami, kryształami, jakimiś bliżej nie określonymi przyrządami, gdzieś w ciemnym koncie pracował silnik parowy, zaznaczający swoją obecność miarowym postukiwaniem i zapachem smaru. Na środku pomieszczenia leżała żeliwna płyta z nakreślonymi kredą wzorami, nad nią zwisało coś podobnego do kryształowego żyrandola. Postawili mnie w miejscu płyty oznaczonym małym okręgiem, coś sprawdzili, wcisnęli w rękę kryształ i pokazali jak go odpalić, wszyscy życzyli powodzenia, a potem założyli na głowę kaptury, takie same jak używają hutnicy, z czarnymi szybkami i w ogóle, żyrandol obniżył się i zabłysnął, jak każdy normalny żyrandol z magicznych kryształów miałem taki w domu, lecz nagle błysk stał się oślepiający i zanim zdążyłem pomyśleć świat dokoła przestał istnieć. Najpierw pomyślałem, że błysk mnie oślepił, ale nie byłem już w laboratorium, otaczał mnie tylko mrok, wciskał się do uszu i oczu jak wata, wypełniał je, pochłaniał dźwięk i zapach, oprócz niego nie było nic, nie mogłem się nawet poruszyć choć nie byłem skrępowany. I wtedy zrozumiałem, że nie mam wyjścia, muszę czekać w mroku na to co przyniesie los. |
|
Post #2
16 Jun 2006, 06:48
CZe ale rzesssss sie rozpisal! ej nie czytalem do konca ale jestem Ciekaw Ile czasu zajelo ci napisanie Tego;]?
|
|
Post #3
16 Jun 2006, 15:41
Panie Koxkill,
skoro Pan tego nie przeczytał to nie rozumiem po co pisać? Owszem opowieść jest długa, ale mi się podoba (PRZECZYTAŁEM CAŁE I WARTO). Dawno nie czytałem równie dobrej historii. Wszystko jest: i wygląd, charakter i zachowanie, przeszłość. Nic dodać nic ująć. Są drobne literówki, ale nic nigdy nie jest doskonałe. Jak dla mnie baaardzo pozytywne. Jorengen |
|
Post #4
16 Jun 2006, 16:28
[center]TAK[/center]
Czyżby pierwszy raz mnie ktoś posłuchał? Pisałeś w Wordzie? Żadnych błędów ani literówek nie znalazłem! Opowiadanie ciekawe, ale trochę dziwne te multiwersum, matermitować, bo właściwie nie wiem co to jest 😛 |
|
Post #5
16 Jun 2006, 17:13
Ja również przeczytałem. Z zamiłowania 😉
bardzo podobało mi sie to opowiadanie. Wparwdzie mam wrażenie, że napisałeś to już jakiś czas temu i przerobiłeś dla potrzeb MW, ale i tak jestem pełen podziwu. Choć wieje steampunkiem - jestem na tak. Wiesz co to fantasy, RPG, a co najważniejsze - wiesz kim grasz! Wielkie tak i ogrom szacunku dla ciebie! |
|
Post #6
20 Jun 2006, 06:22
[center]+[/center]
przeczytałem jednym ciągiem... Koxkill, radzę Ci doczytać do końca a dopiero później osądzać bo naprawdę WARTO... Rzufie, kilku błędów ortograficznych niestety się nie ustrzegłeś, ale są one tak nieznaczne, że nie warto o nich wspominać nawet 😉 Całe opowiadanie tak jak to już powiedział Drag wygląda na nieco przerobione, jednak biorąc pod uwagę matermitację w zupełności można je zrozumieć. Za to akcja... Kurczę, majstersztyk! Czegoś takiego rzeczywiście daaawno tutaj nie było. No, po prostu dech mi zapiera... Perfekcyjna wielowątkowość akcji, niekonwencjonalne rozwiązania, zupełnie inny, nietradycyjny sposób dotarcia do świata Mrocznych Wrót, w którym nie jesteś urodzony... myślę, że ten opis może zasługiwać nawet na to, żeby go umieścić w galerii z najlepszymi 😊 |
|
Post #7
20 Jun 2006, 18:52
😊 to sie spotkamy na ircu , ah
|
|
Post #8
20 Jun 2006, 21:40
Zobaczymy jak bedziesz sie zachowywał w gzre,niestety JA niesprawdze tego,opowiadanie to niewszystko ale pzryznam chlopie ze talnt pisarski to ty masz (rosnie nastepca Sapkowskeigo 😉)
|
|
Post #9
21 Jun 2006, 05:00
Czemu nie sprawdzisz?
Raczej nie A. Sapkowskiego, a Juliusza Verna 😉 Mówiłem, że to powiewa steampunkiem, Tylko nie bardzo moge sobie przypomnieć jakiegoś pisarza, który by się w tą konwencję wpasowywał dobrze... |
|
Post #10
21 Jun 2006, 14:39
Jestem pod wrażeniem... Pierwszy raz od kiedy jestem na tym serwie widze że historia postaci nie budzi żadnych zastrzeżeń i każdemu sie podoba. Gratuluje 😊
|
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |