📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Recovered topic 5441
« Wróć do forum  •  7 post(ów) w temacie
Post #1 16 Jun 2006, 17:36
Mężczyzna
Rasa: Nocny Elf
Klasa: Łotrzyk
Imię: Deinonych
Wiek: 24
Wzrost: 185 cm
Waga: 75 kg
Włosy: Ciemne jak atrament, proste
Oczy: Jadeitowo zielone
Kolor skóry: Wyblakły fiolet


Opis postaci:
Średniej wysokości elf, dobrze zbudowany, długie rozpuszczone włosy sięgające do pasa, smukła twarz bez zarostu z jadeitowo zielonymi oczami oraz średniej wielkości nosem

Historia postaci:
Mała rybacka wioska na Teldrassil nie wyróżniała się niczym szczególnym spośród wielu innych. Życie w niej płynęło spokojnie i monotonnie. Jako dziecko nie znałem pojęcia wojna. Długie dni upływały na codziennych zabawach z rówieśnikami. Każdy statek wpływający do naszej małej przystani stawał się idealnym miejscem do zabawy w chowanego. Ukrywanie było moim atutem od zawsze. Tyko na najwytrwalsi potrafili mnie odnaleźć.
Przybyły statek odpływał dopiero za kilka godzin. Nie tracąc chwili rozpoczęliśmy zabawę. Jak zwykle schowałem się w najmniej dostępnym miejscu i przykryłem zwojem liny. Mogłem tak trwać godzinami. W końcu byłem najlepszy. Po kilkunastu minutach do mych uszu dobiegł dźwięk rzucanych cum. Na pokładzie zaczęło krzątać się dużo ludzi coś krzyczeli lecz nie mogłem dosłyszeć. Powoli wygramoliłem się spod kamuflażu i wstąpiłem ostrożnie na pokład. To co ujrzałem nie śniło mi się w najgorszym koszmarze. W wiosce trwała walka. Ze łzami w oczach przyglądałem się jak wielkie zielone stwory z maczugami i toporami mordowały każdego kogo napotkały na swojej drodze. Nie potrafiłem zrozumieć dlaczego akurat moją wioskę musiało to spotkać. Przez myśl przeleciała mi wizja zabijanych rodziców. Zacząłem krzyczeć. Mój krzyk odbijał się echem od klifów wyspy powoli słabnąć. Cała załoga ze zdziwieniem zwróciła się w moją stronę. Nieliczni powoli kierowali się w moją stronę, lecz z rykiem wpadłem do ładowni i już stamtąd nie wyszedłem....
Obudziły mnie promienie słońca wdzierające się przez otwór w beczce po kapuście. Poczułem silne szarpniecie i nagle znalazłem się na ramieniu jednego z członków załogi. Próbowałem się wyrwać lecz przytrzymywał mnie silną ręką. Powoli zniósł mnie po trapie i w pierwszej chwili myślałem że śnie. Przestałem się wiercić i pochłaniałem wzrokiem wszystko wokół. Miasto było ogromne, a za razem mnie przytłaczało. Posiadało wiele wspaniałych domów, wysokie baszty i grube mury. Marynarz postawił mnie powoli na ziemi. Poprawił koszulę i położył mi rękę na ramieniu.
- Przykro mi to mówić mały, lecz prawdopodobnie nigdy już nie wrócisz do swego domu. Przez lunetę widzieliśmy zgliszcza przystani..... Przykro mi. - Znów poczułem głęboki smutek. W oczach pojawiły się łzy. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. - Wraz z kolegami podjęliśmy decyzję. Ciągnęliśmy losy. Każdy chciał cię wziąć do siebie, a jak widzisz padło na mnie. Na pewno jesteś jeszcze w szoku ale trzeba brać życie takim jakie jest. Jeśli nie masz nic przeciwko to zabiorę cię do mojego domu. Moja żona Varda bardzo się ucieszy. Aha ... ja nazywam się Avencil.
Dom Avencila znajdował się w ubogiej dzielnicy. Mieszkanie nie było duże lecz w zupełności wystarczało dla czworga domowników. Wraz z Avencilem i jego małżonką mieszkał również ich syn Reinmar. Rzadko bywał w domu. Spoglądał na mnie z pogardą jak z resztą inni chłopcy z miasta. Wciąż wytykano mnie palcami, a nawet wyzywano od innego. Czułem się niechciany i osamotniony. Przestałem rozmawiać z innymi nawet kawały mnie nie śmieszyły. Od czasu do czasu odpowiadałem tylko na pytania. Zacząłem wychodzić na miasto wieczorami gdy nie ma już ludzi na ulicach.
Przechadzając się nocą po zakamarkach miasta dostrzegłem w ciemności postać Reinmara zwisającego z balkonu jednej z willi. W jego ustach widniała pękata sakwa obwiązana grubym rzemieniem. W momencie gdy zeskakiwał w drzwiach budynku pojawił się właściciel. Dostrzegł złodzieja i wszczął alarm. Gdy Renimar zabiegł za budynek złapałem go za kołnierz i wciągnąłem do zaułka. Wielkie dziwienie ujrzałem na jego twarzy. Nic nie odpowiedział tylko ciężko dyszał. Powoli się odwróciłem i skierowałem się w stronę domu.
Wstając rano podszedł do mnie Reinmar. Usiadł obok na posłaniu, podrapał się za uchem i powiedział:
- Wracając do wczorajszego dnia ... to... hmm ..dzięki Deinonych... nie wiem czy bym dał radę uciec gdyby nie Ty.... i no .. Chciał bym się jakoś odwdzięczyć... jedyne co umiem najlepiej robić to... kraść - spuścił głowę.
- Z chęcią. - odparłem
- Co?
- Z chęcią nauczę się czegoś nowego. - pierwszy uśmiech od czasu tragedii w rodzinnej wiosce zajaśniał na mej twarzy.
Pierwszą czynnością jaką nauczył mnie Reinmar było posługiwanie się sztyletem. Nauka obcinania rzemienia od sakiewki tak aby nieszczęsna ofiara tego nie poczuła wcale nie jest takie proste. Godzinami trenowałem na Reinmarze ale praktyka szła mi szczególnie opornie. Raz pociągnąłem za mocno innym razem zbyt lekko nacinałem rzemień. Ostatecznie po trzech tygodniach Reinmar oświadczył, że już lepiej być nie może. Choć bardzo różniłem się wyglądem od ludzi mój przyrodni brat pokazał mi w jaki sposób trzeba się poruszać aby zostać niezauważonym w tłumie. Tak nam mijały kolejne miesiące.
Pewnego letniego poranka doszła nas wiadomość o zatonięciu statku na którym płynął Avencil. Gdy Varda dowiedziała się o tym serce pękło jej z rozpaczy. Wraz z Reinmarem pogrzebaliśmy matkę. Wtedy właśnie oświadczył że już nigdy nie sięgnie po sztylet. On odszedł i już nigdy go nie zobaczyłem.
Za zebrane środki wykupiłem miejsce na statku. Stojąc na dziobie spoglądałem w stronę Teldrassil.
Post #2 16 Jun 2006, 18:48
[center]TAK[/center]

Bardzo, bardzo dobre opowiadanie! Bez niczego masz moje "Tak", jednakże popraw te błędy, które wypisałem. Jedyne co mnie zdziwiło to to, że matce naprawdę pękło serce z rozpaczy. To raczej przenośnia niż prawda.

QUOTE
Marynarz postawił mnie powali na ziemi.
Lit.- powoli

QUOTE
Poprawił koszule i położył mi rękę na ramieniu.
Lit.- koszulę

QUOTE
nie wiem czy bym dał rade uciec gdyby nie Ty...
Lit.- radę

QUOTE
jedyne co umie najlepiej robić to...
Lit.- umiem
Post #3 16 Jun 2006, 19:21
Błędy porawione. 😊
Dzieki za pozytywną opinię.
Post #4 17 Jun 2006, 10:25
tak
fajne, oryginalne

nie...
bo kolejny alliance xD <ale to sie wytnie>
Post #5 17 Jun 2006, 10:41
Czepiasz się, może w końcu jakiś równy mi level pójdzie ze mną na wyprawę lub quest 😉

Z resztą - ostatnio wszyscy Ally to elfy... Cholera, czy jestem tu jedynym krasnoludem?!

Ogólnie opowiadanie w porządku. dośc oryginalne, co się wbrew pozosrom ostatnio wcale tak często nie zdarza. A jak nawet błędy poprawiłeś, to poczekaj tylko na KEt.

Powodzenia,
Draganor
KEt
Post #6 17 Jun 2006, 16:12
QUOTE
"czarnuch" 



wiem ze napisales to w cudzyslowiu , ale w koncu masz zupelnie inny kolor skory, wiem o co chodzi ,ale moze okreslenia z jezyka potocznego , pozostawimy nam tutaj ,a na potrzeby warctrafta okreslisz to , ze go wytykano i wyzywano od INNEGO

nie mozesz pisac ze czarnuch bo .... jezu pomysl to sie kupy nie trzyma
Post #7 18 Jun 2006, 08:12
Całkiem niezłe 😀 błedów nie ma tylko mogłeś
postarać się o weselsze zakończenie 😢

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026