|
Post #1
18 Jun 2006, 12:05
Imię. Adiana
Wiek. 23 lata Włosy. Czarne Wzrost. Ok.190cm Rasa. człowiek Przyszli mocą, w bladym świetle poranka twarzy napastników były zimne, wręcz odpychające. Związali mnie zakneblowali, byłam bezradna, nic nie mogłam poradzić. Gęsta mgła kłębiła się nad uroczyskiem, opływała półwysep mlecznym wirem i wznosiła się ku niebu ścianą tłumiącą wszelki głos. Ale oni milczeli i milcząc rozniecili ogień. Potem rzucali płonącymi głowniami. Z goryczą patrzyłam, jak płomienie pożerają drewniane ściany i szarą strzechę. Wraz z chatą dopalały się wspomnienia. Cały ład i chronologia pamięci zostały zburzone. Od wewnątrz stawałam się martwa. Myśli tężały, jak tężeje ciepły wosk wylany na lodowatą wodę. Poddano ją próbie ostatecznej, odarto z wszelkiej nadziei, pozbawiono mizernych resztek celu istnienia w tym świecie. Nie stawiała oporu. Nie krzyczała. Związali jej ręce, a na szyję założyli szorstki powróz. Było ich pięciu. Wsiedli na konie i powlekli ją do miasta. Nie skarżyła się, choć powróz odzierał skórę szyi, a ostre kamienie raniły stopy. U bram dołączyła silniejsza eskorta. Tutaj też uwolnili ją od hańbiącej pętli. Przedwiosenny ziąb przenikał ciało. Szła wyprostowana, z dumnie uniesioną głową, a wiatr rozwiewał długie włosy upodabniając je do czarnych skrzydeł. Była tak piękna, że w sercach młodych chłopców rodziła się nieokreślona trwoga i ze współczuciem odprowadzali ją oczyma. Na jej widok w oczach dozorcy lochu zapłonęły błyski zwierzęcego pożądania. Gdyby nie lęk przed czarami, byłby się na nią rzucił. Ten grubianin o twarzy rzezimieszka na znak dowódcy straży ujął w garść jej lśniące włosy i uciął jednym ruchem noża. A potem dokładnie ogolił głowę. Chcieli zniszczyć piękno - z zawiści, ze strachu, ze zwykłej głupoty. Stanowili część szarej masy i rozumowali jak ta masa. Jakaż była ich wściekłość, gdy ujrzeli, że zmianie uległ tylko wizerunek. Piękno nie zniknęło. Przeciwnie, zdawało się szydzić z nich swą nadludzką, tryumfalną siłą. To ich rozsierdziło do reszty. Zmienili się w bestie, w których nie ma ani krzty współczucia. Gdyby tylko mogli, rozdarliby ją na strzępy. Jednak lękali się kary. Dlatego, z całym okrucieństwem bezmyślnych żołdaków, wrzucili ją do wielkiej beczki, aby nie miała kontaktu z ziemią. Ziemia dawała Moc. Jeszcze splunęli w jej kierunku i wyszli zatrzaskując ciężkie żelazne drzwi. Zapadła ciemność. Przemożny i wszechobecny smród zgnilizny atakował nozdrza. Uważnie nasłuchiwała cichnących kroków. Wreszcie odetchnęła głęboko i zamknęła oczy zalewają się łzami. W gorące popołudnie wywlekli ją na rynek, odarli z szat i zakuli w dyby na pośmiewisko gawiedzi. Wiosenne słońce jątrzyło otwarte, ropiejące rany. Zakapturzeni modlili się o zbawienie jej duszy. A ona popatrzyła na niebo i na ziemię, i na rozwydrzony tłum, co nie mógł się doczekać końca widowiska Tak jak i nienawiść... Wreszcie kat uwolnił ją od drewnianego jarzma, zaciągnął na stos i przywiązał do sterczącego pośrodku pala. Nie czuła lęku ni rozpaczy. Zbliżał się kres jej upokorzeń. Natomiast tłum zakołysał się i zawył z uciechy. Ale następny okrzyk, jaki wydobył się z wielu gardeł, był wrzaskiem trwogi. Niebo gwałtownie zasnuły chmury i zrobiło się tak ciemno, jakby najciemniejsza z nocy zstąpiła na ziemię. Tłum znów zafalował, a potem plac wypełniła cisza. Gdy oprawcy z pochodniami zbliżyli się do stosu w ciasnych zaułkach miasta zawył wicher. Gęste chmury zdawały się opadać coraz niżej. Kat i jego pomocnicy stali z wygaszonymi pochodniami i bezradnie rozglądali się wokół siebie, najwyraźniej oczekując nowych rozkazów. Mnisi nasilili swe modły. Tylko strażnicy pozostali nieruchomi niczym posągi z kamienia. Ale i oni się rozpierzchli, gdy ciemność przeorały błyskawice. Od grzmotów zadrżały stare mury. Zakonnicy wznieśli ręce. Wobec rozpętanego żywiołu wydawali się śmiesznie mali i bezradni. Z chmur spłynęła szeroka struga ognia. Z ogłuszającym hukiem uderzyła w sterczący pal i roztrzaskała go na drzazgi. Mnisi padli w błoto i strachliwie okrywali rękoma zakapturzone głowy. Przywiązana do pala kobieta rozpłynęła się jak mgła o poranku. Bicie serca, szmer oddechu, ból głowy tak silny że nie można opanować własnych ruchów. Jak błyskawica przebiega przez moje skronie. Pulsuje niczym krew w mych żyłach. Jest nie znośny…i…nagle koniec…wszystko ucichło. Teraz dopiero zobaczyłem gdzie jestem…białe jak śnieg mury promieniały w słońcu, strzeliste wierze wiły się ku niebu, a ku mnie kłoniły się wielkie posągi, oddają cześć zmierzającym ku miastu. |
|
Post #2
18 Jun 2006, 14:08
Kosa nie rozumiem ? druga postac?
|
|
Post #3
19 Jun 2006, 16:48
Tak…postanowiłem zmienić się…no oczywiście jeśli dostane zgodę od ciebie. Valkar zostanie skasowany 😢
"Wszyscy jesteśmy winni, czas jest katem a katem jestem ja" |
|
Post #4
19 Jun 2006, 19:38
Fiuuu, dobre to było! I chciałoby się więcej...
Nic dodać, nic ująć. Widać, że masz własną wizję świata WoW'a, w której prześladowanie magów stoi na porządku dziennym. Doceniam to, bo i ja zaczerpnąłem z prozy Sapkowskiego rasizm i nienawiśc rasową, pisząc swoje opowiadanie. To tworzy pewną indywidualność, podoba mi się to bardzo, bardzo. Ta postać ma charakter, choc nie jest niewiadomo kim... Dla mnie w pełni zasługujesz na mozliwość grania Adianą! |
|
Post #5
19 Jun 2006, 20:03
ojjjjj jestem na nie bo nie grasz w hordzie bardzo mi sie podobalo 😛 jak piszesz takie historie to chialbym kiedys stanoc u twojego boku w grze 😛 niestety bede musial ci zabic... 😀 a serio bardzo bardzo fajne
|
|
Post #6
19 Jun 2006, 20:12
A ja liczę, że stanę! Bo warto...
Na chwałę Przymierza! |
|
Post #7
20 Jun 2006, 06:22
[center]TAK[/center]
Doskonałe opowiadanie, ciekawe. Ale chyba w grze cię nie będą przesladować?😛 Znalazłem kilka błędów, ale i tak masz moje "tak". QUOTE Przyszli mocą, Lit.- nocąQUOTE Wreszcie odetchnęła głęboko i zamknęła oczy zalewają się łzami. Lit.- zalewającQUOTE Teraz dopiero zobaczyłem gdzie jestem… Lit.(?)- zobaczyłam |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |