|
Post #1
19 Jun 2006, 21:06
Imię: Sandigrum
Rasa: Krasnolud Wzrost: 135cm Waga: 72,5kg Włosy: Siwe Wiek: 29 Kiedy mój Tata a był on wielkim wojownikiem chciał mnie uczyć sztuki obchodzenia się z mieczem byłem zawsze podekscytowany i chętny do walki. Tata dokładnie przekazywał mi wszystkie potrzebne informacje abym wkrótce zasiadł na tronie Króla kiedy Go już zabraknie. I tak uczyłem się pilnie wszystkiego co mi przekazywał, chodziłem z nim na kilka wypraw wojennych, jednak nigdy nie pozwolił mi walczyć z prawdziwymi wrogami, bojąc się o to że może mi się coś stać i nie będę mógł zasiąść na Jego tronie. Zawsze po takiej bitwie czy to z wilkami czy ze dzikami, a nawet z Wendingo, relacjonował mi co należy robić i jak należy postępować. Po takiej nauce długo wszystko odtwarzałem w myślach i analizowałem ze szczególną uwagą, bo czułem że Ojciec niedługo umrze i będę musiał objąć władzą całe państwo. Aż w końcu nadeszło to co nieuniknione. Ojciec zmarł we śnie. Byłem dobrze przygotowywany na tę chwilę więc zaledwie poroniłem tylko kilka łez. Cała ceremonia nadania mi władzy miała się odbyć dziesięć dni po jego pogrzebie. Postanowiłem się udać na górę Heylach, aby porozmawiać z najmędrszym z mędrców, czyli z wielkim magiem Kubi’ Kzuupem. Przedzierałem się przez wichurę śnieżną przez trzy dni, aż dotarłem do domu maga. Zapukałem do drzwi. NIC. Zapukałem jeszcze raz. NIC! Postanowiłem jeszcze raz zapukać, ale tym razem zdecydowanie mocniej. I NIC!! Tato pokazywał mi jak skutecznie wyważać drzwi więc bez oporu postanowiłem je wyważyć. Jeden mocny kopniak i lichutkie drzwiczki były już wspomnieniem. Kiedy wszedłem do skromnej izdebki, w której stały tylko dwa krzesła jeden malutki stoliczek oraz kilka półek na których było tylko parę słoików z jakimś dziwnym płynem i jakimiś zielskami. Usiadłem na skromnym obłożonym lichą skórą z dzika krześle. Było bardzo zimno, ale jako zaprawiony w boju wojownik nie przejmowałem się nim. Postanowiłem czekać. Czekałem i czekałem, aż w końcu zmógł mnie sen. Przecież od 3 dni nie spałem idąc na górę. Postanowiłem ze swojego plecaka wyciągnąć skórę z dzika zabrałem ją kiedy szedłem na górę po jakimś wojowniku który najwyraźniej zmarł z wyziębienia. Uznałem wtedy, że już za bardzo mu się nie przyda więc sobie ją „pożyczyłem”. Przespałem się, aż po jakimś czasie ktoś dotknął mnie najwyraźniej jakąś laską. Przestraszyłem się i odruchowo sięgnąłem po sztylet który miałem schowany obok miecza w pochwie. Szybko jednak okazało się że to był stary mędrzec Kubi’ Kzuup. Odłożyłem sztylet. Szybko chciałem przeprosić za te drzwi. Jeszcze nie wypowiedziałem ani jednego słowa, a już on mi odpowiedział: - Wiem ze chcesz za drzwi przeprosić ale nie rób tego nie były tak naprawdę wiele warte. - A… Ale… Ale skąd. - Po prostu wiem… jestem jak to nazywają mędrcem więc wiem. - A…A - Nie mów nic. Ja ci na wszystko opowiem. Nie będę mówił długo. Otóż, usiądź zamknij oczy i rozluźnij się, wiem, że masz niedługo zostać królem, ale muszę cię ostrzec. Sprowadzisz na siebie wiele niebezpieczeństwa niemość, że Ty zginiesz zginą wszyscy twoi bliscy, a na świecie zapanuje zaraza tak wielka, że i my krasnoludy i reszta świata przestanie istnieć. Odwołam się jedynie do twojej duszy, ale oczywiście zrobisz jak Ci serce powie, a mam nadzieje że wybierzesz życie wszystkich, a nie globalną zagładę. Jedyne co musisz zrobić to zrezygnować z królestwa i udać się w wędrówkę, ale nie jako wojownik lecz jako Kapłan. - CO!? JA KAPŁANEM!? - Tak! Ty musisz być kapłanem! - ALE JA? CZEMU!? - Ponieważ to jest twoje powołanie - Ale ale ale… Obudziłem się w swojej izbie daleko od Heylah, nawet nie wiem jak się tu dostałem, ale byłem szczęśliwy że jestem już u siebie. Na następny dzień postanowiłem uciec z Pałacu Królewskiego. Spakowałem tylko chleb i sztylet, zresztą zgodnie ze skromnym życiem kapłana i ruszyłem w drogę. Dotarłem do, jak się później od jakiegoś paladyna dowiedziałem, Arnivalu. Moim zdaniem do przepięknej wioski… |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |