|
Post #1
31 Aug 2006, 12:54
W większosci to moja stara historia, uzupełniona jedynie o krótkie streszczenie hisotri Samalina. Nie byłem w stanie odnaleść starego opisu, dlatego też zamieszczam go po raz 2 😛 . Opis nie jest staraniem o konto, bo takowe posiadam za opis brata Samalina, Nimlasa... ;]
Idziesz sobie spokojnie leśną dróżką, ptaki ćwierkają, słońce świeci, gdzieniegdzie słychać wesołe pobrzękiwanie pszczół. Cudowną harmonię lasu nagle przeszył kszyk. -Tam jest! Łapać go! Nagla z za krzaków wyskczył czarnowłosy gnom w odziany w bogato zdobioną szate. Spogląda na ciebie i mówi z uśmiechem. -Witaj kolego, jestem Samalin a teraz dobrze ci radze uciekaj razem ze mną, te chłopy które mnie gonią mogą mieć ochote na rozładowanie aresji na napotkanym wędrowcu. - Krzyki stają się coraz głośniejsze i niecenzuralne, więc szybko stwierdzasz że gnom może mieć racje. Rozpoczynacie szaleńczy bieg przez chaszcze. Biegniecie tak kilka minut, aż gnom mówi z trudem. -Już ich och,och nie słysze. Może,och możemy się na,och och chwile zatrzymać? -Chyba masz racje. - Odpowiadasz równie zmęczony co on. Padacie na ziemie i oddychacie ciężko. -Dlaczego cię gonili? - Pytasz zmęczony. -Bo nie mają poczuci chumoru, ot dlaczego. Wystarczyło że nazwałem córke burmistrza grubą krową, a oni ordazu chcieli mnie do lochu wtrącić! Do lochu, mnie! -A kim ty jesteś że tak się na tę myśl bulwersujesz? -Ach, wybacz, ale na chwile zapomniałem o zasadach dobrego wychowania! Otóż nazywam się Samalin Śmiały, przez złośliwych i zazdrosnych nazywany czasem Samalinem Szalonym. Ha! Dobre co?! Ja szalony! -Może nie powinieneś krzyczeć, chłopi mogą być gdześ w pobliżu... -Co mnie tam chłop! Gdybym miał zły chumor przypalił bym im rzycie! Ale na ich szczęście miałem ochote poćwiczyć dzisiaj bieganie! Otóż jak już mówiłem jestem Samalin Śmiały i jestem potężnym adeptem sztuk magicznych. - Przy tych słowach dumnie wypina klatkie piersiową i uśmiecha się szeroko. Wygląda raczej zbyt młodo jak na potężnego maga. Jego nepokorne kosmyki włosów sterczą we wszystkich możliwych kierunkach, a pod szerokim uśmiechem nosi prystrzyżoną bródke. - A teraz po tym jak się przedstawiłem może napijemy się troszeczke i porozmawiamy, lepiej narazie nie łazić szlakiem, te będzwały mogą go pilnować. Po tych słowaka Samalin sięga za pazuche i wyjmuje flaszke z podejżanie mętnym płynem. -A ty wędrowcze jak się nazywasz... *** Po tym jak flaszka skończyła się, twój nowo poznany przyjaciel zaczął wypowiadać dziwne słowa. Mimo plączącego się języka, zaklęcie przyniosło chyba skutek. Butelka ponownie napełniła się owym mętnym płynem, który po dokładniejszcyh oględzinach okazał się krasnoludzkim bimbrem. - Powiesz no, Szamalinie, szkądu znasz te czary mary? - Pytasz zaciekawiony. - A wiesz, wiele za młodu miałem pomysłów... Jednim z nich, była nauka magi. No ale, to kruca dłuższa opowieść. - I thak nie wyjdźemy na szlaka. - Ehhh, niech będzie - Gnom wydaje się wyraźnie zadowolony z zainteresowania swoją osobą - Tak więc... Pewnego razu obok wioski zamieszkał stary mag. Łosobistość, bądź co bądź bardzo ekscętryczna. Na dodatek w zapyziałej gnomskiej wiosce oddalonej hen daleko tak od gnomeranu, jak i od innych cywilizowanych siedzib, żadko widziano magie... Spora część w ogóle w nią nie wierzyła... No ale ja, gnom zacny i światły, mimo młodego wtedy wieku, wierzyłem w opowieści o smokach, magach i księżniczkach - Przy księżniczkach uśmiecha się znacząco, nie robiąc zadnych wątpliwości co do swych myśli. - Więc gdy tylko mnie wieść dobiegła, że takowa dziadyga w okolicy zamieszkała, rzuciłem wszystki jak stałem i pobiegłem do jego siedliska. Buc miast wyczarować wielką czarną wieże z onyxu czy marmuru, urządził się w starej, zapyziałej chacie... No ale nic, wiesz brachu, w życiu maga nie widziałem, więc nie było co wybrzydzać. Tedy ja pukam do chaty, a tu mi otwiera stary dziadunio... Ze sto lat miał, powiadam! Broda do ziemi prawie, ledwo chodził. A na oczach takie szkiełka dwa... Wiec ja mu gadam, zem po nauki przyszedł, że chce czeladnikiem zostać u zacnego pana. A on na to, słabiuteńkim głosem - Gnom garbi się lekko, i zaczyna naśladować starego mężczyzne - Ooo, ale ile ty masz chłopczyku lat? No to ja na to, żem gnom zacny, a nie ludzki bachor. Zdziwił się fakt, ale po chwili błagań i stękań przyjął mnie! Przez pierwsze tygodnie służby jedynie sprzątałem i zajmowałem się domem. Poniżające co? No ale coś tam sobie podejrzałem, a i czytać mnie mistrz, czy też buc, ja tak na niego mawiałem nauczył... Potem zaczął szkolić w tych podstawowych zaklęciach... No i to też jakoś szło. Może i pamięć mam krótką, ale w porównaniu z dzidygą, tom byl mistrz! Haha. No ale wiecie panie, chłopina ten lata swe już miał. Pewnego dnia poprostu już się nie obudził - Tu głos kompana przybiera smutny ton, a w kącikach oczu dostrzegasz łezkę. - No cóż. Stary był, surowy, ale wiele mnie nauczył. Wiele pokazał. No nic, nie ma ci się zamartwiać! Grób mu ładny sprawiłem, a i o kapłana się zatroszczyłem. A teraz może ty panie, zaszczycisz mnie jakąś historią? |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |