📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Recovered topic 4142
« Wróć do forum  •  14 post(ów) w temacie 1 2
Shent
Post #1 19 Feb 2006, 18:18
Imię: Shent
Rasa: Nieumarły
Wiek: 27 lat
Wzrost: 193 cm
Waga: 53 kg
Profesja: Wojownik
Wygląd: Wysoki, nieco zgarbiony. Budowa ciała: skóra i kości. Postać ma problem z przytwierdzeniem ręki . Oczy świecą przenikliwym żółtym kolorem rozjaśniają zabrudzone kości wystające z policzka. Z tyłu kłębek zlepionych włosów swobodnie opadający na zazwyczaj prawe ramię. Na kawałku skóry na ramieniu wytatuowane nic nie znaczące symbole.

Obserwując zachowanie Postaci można dostrzec, iż jest ona rządna przygód i nowych doświadczeń. Z przyjemnością przyjmuje wyzwania oraz ambitnie dąży do celu. Shent jest nieco porywczy, lecz z jego oczu płynie chęć dbania o siebie i swych towarzyszy. Wyżej opisany wojownik preferuje walką rozwiązywać problemy czy też spory...

Historia:

Lipiec. Deszczowy i chłodny wieczór. Nagle rozległo się usilne walenie do drzwi, na tyle głośne ze zdołało wystraszyć barmankę. Podeszła niespokojnie i podniosła dębową belkę, która służyła do ryglowania drzwi. Szybkim ruchem otwarła małe okienko uwieńczone kratami i rzekła:
-Ktoś ty?
-Jam jest zmęczony podróżnik - odparł nieznajomy.
-Karczma zamknięta wynocha !
-Ależ pani nie przyjmiecie głodnego i zmęczonego w taką pogodę ? – z nadzieją w oczach zapytał rzekomy podróżnik.
Po chwili żal się zrobiło barmance i wpuściła człeka.
-Macie wolny pokój? – zapytał
-Nie.
Miła obsługa - pomyślał.
-A zatem daj mi jeść i pić. Barmanka bez słowa udała się na zaplecze, poczym wróciła za niespełna 10 minut z rozprzestrzeniającą swą woń dziczyzną. Postawiła talerz i kufel piwa na długim drewnianym stole i wycofała się do tyłu.
-Jak cię zwą ?
-Enki-e-Shao - odpowiedział z pełną gębą. Kiedy wszystko znikło z talerza odezwał się chrypliwy głos gdzieś z góry:
- 4 miedziaki się nalezą !
- yyy...nie mam pieniędzy.
- Coś ty myślał obwiesiu , że można tak objadać innych ! Wszystko co do grosza odpracujesz!
Wciąż nie wiadomo było do kogo należą te słowa , po chwili jednak po schodach zszedł tęgi mężczyzna , chwycił Enkiego-e-Shao za kark, pochylił go lekko ku ziemi, przeprowadził przez jedne drzwi, potem przez drugie i cisnął nim jak workiem ziemniaków do jakiejś ciasnej komórki . Zamykając drzwi rzekł: - jutro się tobą zajmę, darmozjadzie ! przekręcił klucz i udał się na spoczynek. Ów gruby mężczyzna zwał się Shima’onari lecz wszyscy wołali na niego „Shent”- właściciel karczmy.
Nazajutrz otworzył komórkę do której wrzucony został Enki-e-Shao, wywlókł go i postawił przy zmywaku.
-Nie ma tu być ani jednego brudnego naczynia ! – to twoja robota przez najbliższe 2 dni.
Shent usiadł wygodnie nieopodal i przywołał do siebie barmankę - swoją starszą siostrę, która razem z nim prowadziła interes.
-Mam już dość, jestem strudzony ciągłymi ścierwami jak pan którego widzisz przy zmywaku.
-Nie ty jeden, kochany braciszku, nie ty jeden – westchnęła.
-Ostatnimi czasy dużo myślałem siostro i chciałbym ci coś oznajmić. Mam już 27 lat jak pamiętam tkwię w tej zapadłej dziurze zwanej Goldshire. Również od lat robię wciąż to samo...
-Ale mów o co chodzi? – ponagliła brata, zaciekawiona siostra.
-...Chodzi o to, że postanowiłem wyruszyć w świat. Czuje niezadowolenie i niedosyt z życia, chciałbym czegoś więcej dokonać niż napełnianie kufli piwem, gdyby nie moje ciągłe treningi z mieczem w ręku to chyba bym zwariował.
-Rozumiem Cię.. – odparła siostra, wspierając na karku brata swą rękę.
Shent ze zdziwieniem spojrzał na nią .
-I nie masz nic przeciwko temu abym zostawił cię tu samą?
-Oczywiście, ze nie na rękę mi to ze mnie opuścisz, jednak nie mam prawa wzbraniać Ci twych marzeń jak również nie mogę mówić Ci co masz czynić z własnym życiem.
Uspokojony O’nari, że ma poparcie siostry nie chciał czekać ani jednego dnia dłużej, czym prędzej udał się do swej izby spakować niezbędne rzeczy i wziąć kilka złotych monet.
Rodzeństwo postanowiło ze nie będą się żegnać, zatem O’nari opuścił karczmę a zarazem ich dom wcześnie rano, gdy ledwie połowa słońca zdążyła wyjrzeć zza wzgórza. Po niespełna siedmiu dniach wędrówki trafił do większego miasta, gdzie postanowił wykorzystać swe umiejętności wyćwiczone przez lata treningu w wolnych chwilach. Z początku jako, że nie miał zbyt wiele monet , ponieważ postanowił zostawić wszystko swej siostrze brał udział w nielegalnych ulicznych walkach. Szybko odnosił sukcesy ponieważ walka z chłopami nie była żadnym wyzwaniem. Za zarobione pieniądze wynajął pokój w pobliskiej noclegowni. Pewnego wieczora rozległo się walenie do drzwi izby w której mieszkał Shima. Od razu na myśl mu przyszło ze to pewnie znowu jakiś darmozjad bez pieniędzy. Postanowił jednak otworzyć drzwi. Gdy to właśnie uczynił nie zdążył nawet ust otworzyć ,a człek którego ujrzał zaczął już cos czytać. Brzmiało to następująco : Z rozkazu szefa straży miejskiej , Wręczam panu dnia dzisiejszego obowiązkowe wezwanie do kwatery„zastępczej akademii szkolenia walki wręcz”
W celu przesłuchania.
-Bardzo to tajemnicze, odparł O’nari.
-Podpisać – rzekł posłaniec przerywając odbiorcy w pół zdania.
Po tej dziwnej wizycie kłębiły się w głowie Shim’y rozmaite myśli nawet takie by uciec z miasta w obawie że zostanie ukarany za nielegalne walki w których brał udział. Jednak nie było to w jego stylu. Nazajutrz postanowił udać się do ów akademii. Tam ku zaskoczeniu czekała go dobra wiadomość. Gdy wprowadzono go do wielkiego pokoju zza biurka odezwał się głos należący do wąsatego mężczyzny sporej postury.
-Pan O’nari zapewne. yhmhm... co my tu mamy...ahh tak wypatrzył pana nasz wysłannik.
-Jak to wypatrzył ? - odezwał się podniesionym oraz wzburzonym głosem Shima, bowiem poczuł się jak zwierzyna.
-Słuchaj no... daje Ci wybór nasz człowiek przypatrywał się przez kilka dni twoim wyczynom w dzielnicy chłopów i muszę przyznać, że nieźle radzisz sobie z mieczem. A zatem decyduj
albo zostaniesz wcielony do naszego orszaku zwiadowczo-eskortującego albo zostaniesz osądzony i pozbawiony wolności. Twój wybór, słucham...?
-Może wydać się to dziwne, ale naprawdę jestem rad z tej propozycji, oczywiście przystaje na wcielenie do waszych szeregów.
-A zatem postanowione, nie będę sprawdzał twych umiejętności, ponieważ obserwował cię nasz najlepszy trener któremu bezgranicznie ufam i skoro powiedział, że się nadajesz to tak właśnie jest. Straż ! odprowadzić nowego rekruta do baraku.
Shima wiódł takie właśnie życie przez najbliższe kilka miesięcy. Pewnego dnia otrzymał rozkaz, aby zebrał ludzi i przystąpił z nimi jak zawsze do rutynowej eskorty dyplomaty oraz doradcy króla. Osiodłano konie i ruszyli ku bramie skąd wyjechać mieli urzędnicy. Orszak wyjechał z miasta. Było późno, a wysłannicy króla chcieli dotrzeć na czas do celu. Ponaglali oni rycerzy i kazali udać się przez gęsty las, w celu ukrócenia sobie drogi . Shima, jako przywódca orszaku rzekł:
-Ależ panie w lesie jest niebezpiecznie, pośpiech jest złym doradcą .
-W końcu od czego wy jesteście, ano od tego żeby takim niebezpieczeństwom zaradzić, ruszajmy !
Gdy wjechali do buszu przyspieszyli galop, aby jak najszybciej mieć ten koszmarny odcinek drogi za sobą. Wszystko szło dobrze, do czasu... Gdy jadący przodem Shima obrócił się w celu skontrolowania sytuacji nie ujrzał trzech towarzyszy którzy odpowiedzialni byli za tył orszaku. Natychmiast się wszyscy zatrzymali.
-Też coś uciekli, co za tchórze! rzekł jeden z urzędników.
-To nie możliwe, oni by nigdy nie zrobili czegoś takiego ! coś się musiało stać.
W tym momencie zupełnie niespodziewanie zwaliły się na drogę dwa ogromne drzewa , odcinając tym samym powrót. Nie minęło dziesięć sekund a kolejne dwa drzewa zwaliły się o pól jarda przed orszakiem.
Wtedy było już wiadomo, że to zasadzka. O’nari szybko rozglądnął się, brakowało kolejnych dwóch towarzyszy został tylko on jego przyjaciel i urzędnicy. Rycerze wyjęli broń i powoli ruszyli do przodu. W ich oczach można było dostrzec ogromny strach, lecz zarazem odwagę i poczucie obowiązku. Gdy dotarli do drzew zsiedli z koni, obrócili się ponieważ pod ich stopami ziemia stała się jakaś dziwna , jakby cos wyssało z niej całe życie, wyglądała jak popiół. Ujrzeli co najmniej setkę kultystów, wojowników oraz zakapturzone postacie przypominające magów.
-Na Boga! wykrzyknął doradca króla .Było to jego ostatnie słowo nagle cały stanął w płomieniach . Miotał się jak oszalały ,wtem biegiem ruszyli w stronę rycerzy nieumarłe stworzenia, Shima wraz z przyjacielem nie zamierzali poddać się bez walki. Wybili wielu lecz ich ciągle przybywało. Byli wszędzie. Shima osłaniając się mieczem przed ciosem został przebity długą , szczerbatą włócznią, jego oczy skierowały się ku niebu, upadł na kolana i wtedy przyjął kolejny cios. Spojrzał w bok na konającego przyjaciela i resztką sił rzekł:
-...żegnaj... Rozległo się wycie wilków a potem nagła cisza. Upadł na ziemię lecz jeszcze żył jakby te stworzenia chciały utrzymać go przy życiu. Zdążył zobaczyć, że jeden z nich wbija obok niego do ziemi pochodnie i sypie mu na twarz jakiś proszek...Wtem powieki stały się ciężkie O’nari, dzielny rycerz, nie był już taki sam.
Obudził się z potwornym bólem głowy w miejscu gdzie smród był nie do wytrzymania. Chciał poruszyć lewą ręką lecz ku jego zdumieniu gdy ją podniósł ta spadła na ziemię.
Rozległo się światło w ciemnej jaskini ktoś wszedł z pochodnią, podniósł jego rękę i przytwierdził ja spowrotem na swoje miejsce. Co się stało?... ależ mnie łeb boli... gdzie ja jestem?, kim ty jesteś ?...kim jestem ja...? ...i dlaczego do cholery zmienił mi się głos ?
-Heheheh...-rozległ się śmiech - jak zawsze te same pytania. Pamiętasz coś?
-Ja... nie jestem człowiekiem...niesamowite uczucie z jednej strony nie chce być taki jaki jestem, ale jakaś dziwna siła przepełnia mnie pogardą dla ludzkiej nacji...czuję się tak jakbym ... jakbym był w lepszym życiu...
-Bo jesteś...wybraliśmy cię ze względu na twe umiejętności tacy wojownicy być potrzebni w legionach nieumarłych...
-Powstań, postaram Ci się pomóc i wkrótce dowiesz się więcej...
Gdy wyszli z jaskini Shent ujrzał splugawione drzewa oraz dziwne stwory wałęsające się nieopodal.
-Ależ tu brzydko, a zarazem tak mi się to podoba...mam mętlik w głowie...
-Heheheh... Spokojnie to minie podążaj za mną, zaradzimy coś na twój ból głowy i na tą rękę heheh...
, a Tak w ogóle to zwą mnie Streawe i jestem odpowiedzialny za wprowadzenie w nowe "życie" właśnie takich jak ty.
- Nic nam tu nie grozi ? - zapytał ogołocony ze wszystkich szat oraz jakiejkolwiek broni Shent.
-ŁAP ! - wykrzyknął Streawe, poczym wyjął długą, szczerbatą włócznie i rzucił ja w górę.
-ja...ja pp...poznaje ten oręż.
-Nie dziwie Ci się każdy by zapamiętał broń którą go niemal zabito heheh...
Wreszcie dotarliśmy na miejsce. Witaj Yana masz może jeszcze troche tej zgniłej papki, która przypomina tkankę?
-Witaj - odezwała się upiorna kobieta. Poczekaj chwilę zajrzę no do beczki...Jest, macie szczęście, trzym o to ona.
-Dzięki, przyda się ona naszemu przyjacielowi. Wtem Streawe chwycił mocno rękę Shent’a i energicznym ruchem wyrwał ją.
-Ej ej ej...co ty do licha robisz ? niech cię szlak a już w miarę dobrze się trzymała !
-Spokojnie ratuje ci dupsko, a raczej rękę heheh...
Ów zbawiciel urwał spory kawałek tkanki, którą dostał i zacisnął ją mocno w pięści. Po niespełna dziesięciu sekundach ze szpar między jego zgniłymi palcami zaczęło wydobywać się rażące, zielone światło. Streaw’owi skwasiła się mina, zamknął on oczy, a raczej jedno oko, ponieważ brak mu było powieki, poczym otworzył zaciśniętą rękę .
Wziął maź którą stworzył z tkanki i właśnie na niej przymocował odpadającą rękę.
-Teraz będzie dobrze, ręka jak nowa, nie powinieneś mieć już z nią problemów.
-hmm... Shent nią poruszał, przekręcił w prawo potem w lewo jakby się rozciągał..
-Rzeczywiście nie odpada, o wszystkich tak dbasz ?
-Nie. - nastąpiła krótka odpowiedź która dała do zrozumienia, że nie należy dalej drążyc tego tematu. Shent uniósł miecz i zaczął nim wywijać...
-Marnie ci to idzie , miejmy nadzieje, że nie zapomniałeś jak się walczy...
-Spokojnie odebraliście mi życie jednak nie umiejętności.
Zwabiony silnym zielonym światłem zwierz, zbliżał się tak, że Shent i Streawe mieli go za plecami. Było to coś w postaci wilka, lecz ślepia świeciły przenikliwym żółtym kolorem, a na jego cielsku można było dostrzec dziesiątki ropiejących ran i zadrapań.
Wygłodniałe zwierze skoczyło z niewysokiej skały prosto na Shent’a chcąc wbić swe sczerniałe kły w jego szyje. Razem upadli, Streawe chwycił za sztylet, jednak zanim zdołał dobiec zwierz nagle podniósł łeb, zawył poczym przechylił się na prawy bok i padł na ziemię. W jego brzuchu dostrzec można było ogromną świeżą ranę. Shent bowiem użył własnych palców oraz dłoni i rozdarł skórę zwierza.
-Jestem pod wrażeniem, że tak szybko po przebudzeniu wróciły ci siły – rzekł osłupiały Streawe. – Głodny jesteś?
Shent urwał kawał uda, przyłożył do ust i po chwili zawahania zatopił swe nieliczne zęby w mięsie.
-Coś mówiłeś, że mnie głowa przestanie boleć, a tu gówno prawda , ból nie ustąpił, weź coś zrób.
-...no tak, powiem Ci co masz czynić, idź tą drogą i... no gdzieś dwa jardy stąd znajdziesz jakby chatę tylko się nie przestrasz, wejdź tam i zapytaj siedzących tam co robić, aha i masz tu miecz, a wywal tą zużytą włócznię.
-Czyli mam rozumieć, że dalej ide sam? A ciekawe gdzie ciebie niesie.
-No nie słyszysz tych jęków ? nowy „rekrut” się w jaskini przebudził, idę bo zaraz zwariuje
-Czego tak się drzesz ? – Wykrzyknął Streawe podążając w stronę jamy.
Shent wedle instrukcji szedł wskazaną drogą, aż w końcu ujrzał bijące z niewielkiego okna światło. Pewnie to ta chatka - burknął pod nosem.
Wszedł do środka i ujrzał trzy postacie siedzące przy stole.
-Przybywam bo...
-Wiemy po co przybywasz – przerwał jeden z nich.
-wypij to – podano mu metalowy dzban z czerwonym napojem.
Shent opróżnił naczynie do ostatniej kropli.
-Idź no teraz do podziemnego miasta tu masz mapę jak tam dotrzeć, może nie jest zbyt dokładna ale to jest niedaleko. Tam cię odzieją i pewnie przydzielą jakieś zadanie.
Zdawało się ze siedzacy w chacie mieli tą gadkę wykutą na pamięć i byli od tego, żeby informować takich jak ja.
Shent dotarł do miasta i tak jak mu mówiono, odział się w lekki płaszcz, a za namową tamtejszego rzemieślnika udał się na spoczynek. Bowiem jutro czekał go ciężki dzień, dzień pełen wyzwań oraz zadań którym trzeba będzie sprostać.
Nastał świt. Jednak nie było jasno, wysoko nad ziemią unosiło się zabrudzone, przesycone zgnilizną powietrze, które wydawało się, że za wszelką cene nie chce dopuścić promieni słonecznych do ziemi. Shent jeszcze się nie zbudził, w nocy jak nigdy dotąd napadło go dziesiątki snów, niektóre były przerywane w połowie, inne były tak zawiłe i okropne, że budził się poczym znów zasypiał. Większość Snów przybyło za czasów żywota, bowiem nie łatwo okiełznać w tak krótkim czasie ludzki umysł i wygnać z ciała duszę. Shent śnił o najwspanialszych czasach za życia zupełnie jakby dusza podejmowała walkę dobra ze złem, jakby chciała na nowo przywrócić ciało do zycia, Bystry kapłan medytujący nieopodal z łatwością wyczuł poczym dostrzegł tą walkę. Zerwał się na równe nogi, bowiem tak silnych wibracji od lat nie czuł, zdał sobie sprawę że musi wspomóc klątwę i okiełznać resztki ludzkości które pozostały u Shent’a. Gdy kapłan dotarł do jego komnaty zastał postać leżącą nieruchomo, jedynie głowa drżała i kiwała się raz w prawo raz w lewo. Kapłan udał się do alchemika, który sporządził czarny napój.
-Weź ten flakonik i ostrożnie wcieraj zawartość w czoło, powinno wzmocnić klątwę. Jednak uważaj jeśli uronisz choć kroplę i eliksir nie będzie tworzył zwartej całości z naszych wysiłków nici.
Kapłan wykonał te czynności najstaranniej jak tylko umiał. Gdy skończył nagle Shent chwycił za sztylet leżący nieopodal łóżka i zatopił go w szyi kapłana. Ten padł na kolana, chciał wykrztusić coś z siebie jednak pluł tylko krwią, po chwili padł nieruchomy.
W głowie Shent’a zabłąkała się myśl chwały i dumy, że oczyścił świat z choć jednej gnijącej istoty, jednak w mgnieniu oka myśl ta została pogrążona w otchłani przez inne nakazujące zabijanie niewinnych ludzi mało tego również takie aby zadawać im jak najpotworniejszy ból.
Shent wyszedł z komnaty. Złapał się obiema rękoma za głowę padł na kolana i rozległ się krzyk. Wbrew początkowym pozorom niezwykle cięzko było przełamać jego duszę i człowieczeństwo. Jakby dusza czekała na odpowiedni moment żeby zaatakować. Najwyższy kapłan znalazł go leżącego i nieprzytomnego na kamiennych schodach zrobił tajemniczy gest ręką i uniósł jego ciało poczym powoli opuścił spowrotem na łóżko. Shent nieświadom, przeszedł jeszcze kilka zabiegów mających na celu wyniszczenia w nim oznak dobra. Po kilku dniach ‘’kuracji ‘’. Postanowiono poddać go z początku niewielkiej próbie. Jeden ze strażników przyniósł trzymając za długie uszy królika złapanego na ludzkich terenach. Cisnął nim w kąt i odszedł. Shent chwilę go obserwował poczym rzucił się na niego z gołymi rękoma skręcił mu kark, chwycił za tylne łapy i walił o ścianę aż przestało ruszać się jego ciało za sprawą nerwów. Wygłodniał jako, że nie jadł od paru dni. Chwycił obiema dłońmi zwierzynę i wgryzł się z jej szary brzuch. Podobne próby stosowano jeszcze kilkakrotnie, a kiedy Shent przestał okazywać człowieczeństwo a jego sny kierowane przez Kapłanów unormowały się postanowiono wysłać go z kilkoma umarlakami uśmiercić parę rodzin farmerów. Podróż trwała zaledwie sześć dni. Pod osłoną nocy grupa morderców zaczaiła się blisko chaty na fermie . Jeden z nich dojrzał wracającą ze studni najpewniej żonę farmera, która niosła dwa przepełnione wodą wiadra. Nie wahając się wyjął spory sztylet i zaczął biec w stronę zupełnie bezbronnej kobiety. Gdy ta ledwie zdążyła krzyknąć, ów sztylet znalazł się w jej plecach nieumarlak kilka razy powtórzył czynność wbijając ostrze coraz głębiej i głębiej. Wystraszony farmer wybiegł zwabiony krzykami żony.
-Teraz ty Shent , nie pozwól aby ta wstrętna człeczyna zrobiła coś naszemu bratu.
Ten również nie wahając się ruszył prosto na farmera w biegu wyjął przytwierdzony na plecach krótki miecz. Farmer z nożem kuchennym w ręku i jego umiejętnościami w walce nie miał szans. Żądny krwi Shent skoczył na niego i dziesiątki razy obficie zatapiał swój niewielki oręż to w głowie to w brzuchu ofiary, reszta grupy musiała go odciągać siłą żeby w końcu przestał. Gdy wysłani obserwatorzy zdali relacje Najstarszemu kapłanowi o tym zajściu, ten poczuł ulgę i uspokoił się. Był wręcz dumny, że i nad tą duszą zdołano zawładnąć. Jednak nie był głupcem a wprost przeciwnie był bardzo doświadczony i wiedział iż mimo takiego sukcesu trzeba przeprowadzić próbę ostateczną...tylko jak miała by ona wyglądać – nad tym myślał już od wielu godzin lecz nic nie przychodziło mu do głowy .
Postanowił raz jeszcze przejrzeć sny Shent’a. Tak...już postanowił. Nie czekając dłużej kazał przyprowadzić go do siebie. Komnata kapłana była ciemna znajdowała się najniżej jeszcze pod katakumbami, kleista ciecz wolno spływała po ścianach a rozkładające się nieopodal zwłoki zapewniały temu miejscu niezwykły charakter. Gdy Shent przekroczył kamienny próg kapłan wręczył mu mapę.
-To mapa do ludzkiej wioski, do Goldshire. Pamiętasz może ?
-Goldshire...hmm nic mi to nie mówi.
-W tej wiosce jest chyba ostatnia rzecz jaka Cię jeszcze łączy z tymi... ludźmi przeklętymi.
Udaj się tam i odszukaj karczmę na wschód od wioski. Przybądź tam w nocy. Zabij człeczynę która tam będzie. Zrozumiałeś ?
-To będzie czysta przyjemność – oblizał się po zgniłej wardze Shent.
-po czterech dniach podróży w ciągłym niebezpieczeństwie dotarł na miejsce, było jeszcze jasno więc zaszył się nieopodal czekając aż słońce ustąpi miejsca księżycowi. Gdy to nastąpiło wstał jak zahipnotyzowany założył ciemny kaptur który natychmiast przesiąkł zgnilizną i śmierdzącą wydzieliną. Shent zbliżył się do karczmy, pod jego poranionymi stopami była już posadzka prowadząca do drzwi. Głośno zapukał. Po chwili otwarło się małe okienko w drzwiach były w nim kraty przez które nikt by ręki nie wcisnął jednak nie nieumarlak.
-Kogóż tam niesie tak późno ?– odezwał się kobiecy głos.
Shent szybko przełożył chudą dłoń składającą się głownie z kości przez kratkę i mocno ją zacisnął na szyi barmanki. Skóra jej zaczęła aż skwierczeć ostre i brudne pazury potworzyły na niej spore rany.
-Otwieraj, bo zginiesz – szepnął zachrypniętym głosem.
Barmanka chciała się wyrwać z uścisku, chwyciła za przedramię napastnika lecz w tej samej chwili puściła bo jej dłonie były jakby sparzone.
W panice przekręciła klucz w nadziei, że nieznajomy jej nie zabije, inaczej bowiem udusiłby ją. Shent wpadł jak oszalały i powalił kobietę na ziemię, przygniótł ją stopą i już miał wymierzyć uśmiercający cios, lecz coś spowodowało, że się zawahał. Do głowy powróciły dziwne obrazy i myśli wywołane zapewne widokiem cierpiącej siostry. Wtem stanął za nim najwyższy kapłan.
Wiedziałem, że to nastąpi ! – wykrzyczał. Dotknął on łowy Shent’a i jak ręką odjął zniknęły przewijające się obrazy a myśli uporządkowały się. Nastąpił kulminacyjny moment.
Niepewność Shent’a ustąpiła zacisnął mocno pięści na trzonie włóczni i wziąwszy zamach przebił brzuch barmanki na wylot, aż ostrze utkwiło głęboko w drewnianej podłodze .
Najstarszy kapłan był już pewien, że po tym wydarzeniu nic nie zakłóci żądzy zabijania u nowego członka legionów nieumarłych.
Shent, gdy już stał się w pełni umarlakiem głownie zabijał wraz z dwiema trupkami. Trójka ta miała wspólny pogląd na dalszą egzystencję. Nie nawidzili wszystkiego co nie śmierdzi, co nie gnije a żyje. Ludzie mieli to nieszczęście, że ich najbardziej nienawidzili. Jednak rasy należące do Hordy również budziły u nich wstręt i niechęć. Dla nich prymitywni orkowie czy taureni, byli tylko czymś w stylu narzędzia w ręku bowiem nieumarli pozbawieni tych przymusowych sojusznikow nie zdołali by tak zręcznie rozprzestrzeniać plagi.. Tą myśl postanowili coraz bardziej rozpowrzechnić...
Post #2 19 Feb 2006, 20:11
Powiem tak. Historia jest naprawde super, jest jedną z niewielu które mnie wciągnęły czytająć, za co naprawde szacunek. Kolejnym argumentem za, niech będzie to że ja oceniam tylko dobre historie i kichy a ta z pewnością kichą nie jest. Powiem więcej początek opowieści mnie bardzo pozytywnie zaskoczył gdy po jakimś czasie dowiedziałem się że głownym bohaterem nie jest ten żebrak tylko karczmarz, naprawde spoko pomysł. Akcja rozwija się bardzo przyzwoicie i nie jest o kolejnym super duper mega bohaterze który kładzie dziesiątki pokurczy swoim mega wielkim mieczem. Można miec zastrzeżenia tylko do dwóch, maksymalnie trzech rzeczy. Po pierwsze historia widac była pisana pod człowieka a nie nieumarłego gdyz za mało sie o nim dowiadujemy tylko o odpadającej ręce i tym że ma mieszane uczucia. Po drugie drobne błedy stylistyczne, ale naprawde nie rażące. Po trzecie to czego bardzo często brakuje w opisach a mianowicie za mało o charakterze bohatera. Podsumowując jest dobrze, nawet bardzo dobrze, no ale nie ja tu jestem głównym przyznającym prawo do kont, ale mam nadzieje że inni mnie poprą.
Shent
Post #3 19 Feb 2006, 20:29
QUOTE(Xeno @ Feb 19 2006, 08:11 PM)
Po pierwsze historia widac była pisana pod człowieka a nie nieumarłego


Dokładnie. Po prostu chciałem zagrać człowiekiem i zacząłem pisać historie do człowieka wojownika juz niemal konczyłem i dowiedzialem sie ze konta mozna zakladac tylko po stronie Hordy 😉 więc wyszlo co wyszlo... 😊 -czytaj: niezbyt udana końcówka.
hotshot
Post #4 20 Feb 2006, 00:14
ja powiem tak... umiesz pisac, historia unikatowa... ale:

cienko opisane to ze jestes trupem... za malo opisu nie zycia, za malo smierci, za duzo czlowieczenstwa...

czyta sie przyjemnie, wiec moze bys cos dopisal jeszcze... kazdy powinien dazyc do perfekcji, a nie zatrzymywac sie w miejscu, wiec nie zostawiaj tego tak jak jest tylko skoro sam widzisz wady to tym bardziej powienienes cos z nimi zrobic :)

no nie wiem co ci jeszcze napisac, bo nie chce cie zjechac, ale to jednak nie jest to. za malo po prostu jest tej czesci o byciu trupem, pare zdan raptem, co w porownaniu z opisem zycia zanika praktycznie i po przeczytaniu juz sie tego nie pamieta...

swoj post zakoncze milym akcentem :)
QUOTE
wybraliśmy cię ze względu na twe umiejętności tacy wojownicy być potrzebni w legionach nieumarłych...

widze ze na ciebie tez juz ma zgubny wplyw mowa orkow :) kazdy nieumarly po 5 minutach rozmowy z nami zaczyna gadac tak jak my HAHAHA!
Post #5 20 Feb 2006, 00:35
Pomijając drobne błędy stylistyczne oraz inne a biarąc pod uwagę tylko fabułę to jest całkiem ładnie. Niestety, za szybko zakończyłeś tę historię. Można tu wiele dodać (ja probonuje dodac o wiele więcej na temat wygladu postaci i jeszcze troszeczke na temat charakteru) ale za to nic tutaj nie można ujać. Gdybyś jeszcze pociągnoł ten kawałek historii już jako nieumarły pisząc tym samym stylem co część ludzką, historia będzie extra. Przydaloby sie tez abys pamiętal o tym, że postać musisz odgrywać wedle tego co tu napiszesz, więc problem z odpadająca reką mogłby ci urozmaicić grę 😛 Dopisz więcej na temat zycia jako nieumarlak a historia będzie prawie mistrzowaska (chyba że napiszesz jeszcze lepiej 😛 ). Powodzenia w rozwijaniu tej historii (musisz to zrobić! 😉)


hotshot: czyaby napewno KAŻDEMU nieumarlakowi to się udziela? 😛
Shent
Post #6 20 Feb 2006, 17:09
Troche dopisałem, mam nadzieje, że teraz będzie nieco lepiej, mógłbym jeszcze pisać a pisać, ale ja bym chciał zagrać w koncu 😊 ( nawet wam pogrubiłem kawałek tekstu tam gdzie zacząłem dopisywanie 😛 ) Aha, Tomm tak poprowadziłem dalszy ciąg historii, żebym nie musiał się martwić odpadającą ręką podczas gry 😊
Post #7 20 Feb 2006, 18:05
Z cala pewnoscia trzeba powiedziec ze historia zla nie jest. Fakt ze fabula liniowa, dialogi martwe a opisow ogolnie brak, ale nie kazdy jest przeca Sapek, Pilipiuk czy inny z wielkich 😛 . Ogolnie widac zes czlowiek przymierza. Nie ma tu klimatu,ktory powinien towazyszyc nieumarlym. To, ze jego siostra takze przemieniona zostala jest troche banalne, a fakt ze wszyscy zachowuja sie jak za zycia jest wrecz irytujacy. Chyba, ze chciales to stworzyc groteskowa wizje umarlakow, ktorzy staraja sie zyc podobnie jak za zycia. To ze chwile po obudzeniu i przekonaniu sie ze jest nieumarlym stworem bohater beztrosko cieszy sie, ze i jego siostra skazana zostala na wieczne niezycie jest zabawne. No ale czepiam sie. Historia w pelni zasluguje na konto. To jest pewne. Tedy milej gry 😀 .
I plus za to, ze nie odwaliles jej ot tak, coby byla, a przlozyles sie 😀
Shent
Post #8 20 Feb 2006, 18:21
Nie moge sie powstrzymac :

Ad.1 Niedosyt klimatu nieumarlych - przypominam iz postac ktora opisywalem dopiero co stala sie nieumarlakiem, wiec jej zachowania nie sa jeszcze scisle powiązane z klimatem nieumarlych z wiekszym " stazem "

Ad.2 Nie taką chwile po przebudzeniu cieszy sie ze jego siostra rowniez jest niezywa, troche to trwalo 😛 pozatym jesli czlowieka zamieniaja w nieumarlego to ten jednoczesnie czuje pogarde do ludzi, wiec rowniez do swojej siostry, a gdy dowiedzial sie ze siostra jest tez nieumarlakiem to sie ucieszyl chlopak 😛
szu
Post #9 20 Feb 2006, 19:25
Już trzeci z kolei opis nieumarlaka, Horda nam gnije;).

Opis hm mnie tam wcale nie wciągnął. Wiele bym ujął na przykład nieumarła siostrę. Lepsze by było jak by opowiadał jak ja zabija. Jeszcze trochę błędów stylistycznych. Według mnie nie czuć tu klimatu nieumarlaków tylko jakiś taki palladyński klimat czuć blee. A to wymachiwanie włócznią to wież mi najgorsza część opisu. Jeszcze raz powtarzam to trup jest a nie człowiek on tam już trochę zgnił!

Weź chłopie to naklimatyzuj:)😊 i się zgodzę, bo obecnie to takiemu opisowi mówimy a właściwie mówię stanowcze veto! Co nie oznacza że opis jest zły, porostu obecnie konto jest znacznie trudniej zdobyć niż kiedyś.

Zajrzyj do działu wyróżnione opisy. Większość jest znacznie krótsza..
Post #10 20 Feb 2006, 19:32
Szu szkoda ze nie mozemy przyznawac banow za stare opisy, ale by bylo 😛 . Wsoja droga nikt z nowych nie chce zagrac orkiem, trollem czy taurenem. Wszycy sie rzucili na tych umarlakow, bo chyba najblizej przypomina przemierze 😛 . Ludzie odgrywanie tepego orka czy trolla to tez super zabawa 😀 . Choc nic nie przebije gnomow. No ale jesli Szu chce zebys zmienil opis, to dam pare rad: Niech postac lametuje nad tym ze jest stworem. Moze jakis wewnetrzny konflikt moralny. Niech po zabiciu pierwszych niewinnych ofoar czuje wyrzuty winy, ktore po jakims czasie przemienia sie w radosc z mordu,moze jakies male szalenstwo? W koncu nie latwo jest byc na wpol zgnilymumarlakiem, majacym za zadanie mordowanie niewinnych. A wszystko w okol mabyc odrazajace, przezarte zgnilizna, okrucienstwem, czystym zlem. I troche tajemniczosci dodaj 😉

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026