📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Opis postaci Panaver - Wojownik Tauren
« Wróć do forum  •  11 post(ów) w temacie 1 2
Post #11 26 May 2006, 11:52
Rasa: Tauren
Klasa: Wojownik
Waga:150 kg
Wzrost: 250 cm

Wygląd:
Skóra: Pokryta jasno brązową sierścią,
Oczy: Szafirowe o groźnym i pewnym spojrzeniu,
Rogi: Długie lekko zakrzywione na końcach,
Poza tym posiadam ogon oraz potężne kopyta i bardzo umięśnione nogi.


Charakter:
Od dzieciństwa wpajano mi czynienie zła więc jestem bezwzględny, brutalny i rządny krwi, jestem honorowy podczas walki. Potrafię sobie radzić w życiu bo jestem sprytny. Nie lubię zbędnych pytań. Jestem prostym wojownikiem nie żadnym mędrcem.

Pochodzę z prastarego rodu Taurenów BrokenHorn, od Setek lat ich głównym źródłem utrzymania były kradzieże i rozboje. Wszyscy byliśmy trenowani na wielkich wojowników już od dziecka. Jednostki słabe bądź ulegające emocjom (łaska, sumienie) były eliminowane. Reszta ćwiczyła nadal, rok za rokiem zdobywając doświadczenie.

Przychodziły kolejne stopnie wtajemniczenia, kolejne wyprawy. Podczas jednej z nich zawitaliśmy do małej, kilkurodzinnej osady Elfów. tu właśnie mieliśmy przejść swój "chrzest" - swoje wstąpienie do Bractwa BrokenHorn. Mieliśmy zabić wszystkich mieszkańców i ograbić wszystkie domy. Kobiety, dzieci, starsi, wszyscy mieli zginąć żadnych świadków, wioska miała po prostu zniknąć. Zadanie było tym łatwiejsze, że zdolnych do obrony wioski było tylko 5 Elfów. Tak,więc ja, mój brat i dwaj kuzyni ruszyliśmy na wioskę.
Nasza rodzina przyglądała się wszystkiemu; mieli oni nie ingerować w walkę, to była selekcja najsilniejszych. Jednakże przeliczyliśmy się: Elfy stawiły opór, zdecydowany opór Zostałem bardzo ciężko raniony bełtami z kuszy. Mój kuzyn wyniósł mnie, więc na obrzeża wioski, bym przeczekał potyczkę. Pech chciał, że tymi obrzeżami uciekała elfia rodzina. Dwóch mężczyzn, prawdopodobnie ojciec z synem, i kobieta. Jeden został z elfką, drugi zaś zaatakował mnie. Byłem ranny, jednakże udało mi się omijać jego ciosy, samemu próbując go dosięgnąć. W końcu moje ostrze spotkało się z jego ramieniem, prawie je odcinając. Elf zawył z bólu i upadł. Widząc to, młodszy podbiegł do mnie, chwycił miecz swojego ojca i szybkim ciosem ranił mnie w nogę. Zaślepiony przez ból, zacząłem wymachiwać swym ostrzem, trafiając leżącego Elfa. Słyszałem tylko cichy jęk... Nagle ktoś krzyknął "wycofujemy się, wszyscy są martwi!". Nie chcąc zabijać kobiety i jej dziecka, pobiegłem w stronę wioski. Słyszałem krzyki tamtego Elfa, słyszałem naciąganą cięciwę, jednakże strzała chybiła. Jako jedyny przeżyłem tę wyprawę. Cała moja „ekipa” zginęła. Obóz nasz znajdował się w głębi mrocznego lasu.
Znajdowały się tam bardzo rzadkie zioła dzięki, którym pewien Troll (przyjaciel rodziny) o imieniu Lestat mógł uśmierzyć ból i wyleczyć me rany.

Gdy wyzdrowiałem wróciliśmy do naszej osady na północnych krańcach kontynentu. Założyli ją moi przodkowie. Miejsce to jest wyjątkowe. Każda pora roku jest tu piękna. Dokoła kotliny, w której jest osada są monumentalne góry. Ojciec, a zarazem wódz plemienia parę dni po przyjeździe wyprawił ceremonię na moją cześć, w której wypalono mi na lewym ramieniu 2 litery „BH” od nazwy naszego bractwa. Po tylu latach i zainwestowanym czasie w treningi zostałem jego pełnoprawnym członkiem. Cały rok spędziłem w osadzie podziwiając zjawiska przyrody i trenując.

W między czasie poznałem przepiękną Taurenkę o imieniu Lynxeye. Miała delikatną skórę oraz pachnącą jaśminem sierść. Wyśmienicie się prezentowała, była najbardziej pożądaną kobietą w osadzie, jej figura była kwintesencją kobiecości. Po roku chodzenia zaręczyłem się z nią. Planowaliśmy ślub za 2 miesiące. Wieść o tym rozeszła się po całej krainie. Przed tą uroczystością musiałem wyruszyć w podróż, aby zdobyć fundusze na ten cel. Znalazłem po trzech dniach i nocach drogi od osady małe miasteczko, które rozgromiłem w parę godzin(nikt nie stawiał oporu byli to cywile. Łupy okazały się zadowalające, więc natychmiast wróciłem do domu. Tym razem zajęło mi to 2 dni i 2 noce, ponieważ drogę powrotną znałem doskonale. Na miejscu usłyszałem druzgocącą wieść, która dotarła do mych uszu zaraz po przybyciu. Mianowicie dowiedziałem się, że porwano moją narzeczoną, gdy wyruszyła na spacer po pobliskich lasach., ale za granicami osady. Towarzyszyli jej dwaj taureni. Niestety Elfów było dziesięciu. Skuli ją w kajdany i zamkneli w klatce na wozie. Jeden tauren przeżył (za to pozbawiono go rąk), aby dostarczyć mi wiadomość, a napisał: „Pamiętasz jak rok temu zaatakowałeś mą rodzinę w małej wiosce Elfów??!! Zraniłeś wtedy śmiertelnie mego ojca, który zginął, a wraz z nim odeszła moja matka. Odebrała sobie życie po utracie męża. Zostałem sam. Odebrałeś mi wszystko!! Dlatego też porwałem twą wybrankę na całe życie, ale nie zniżę się do twego poziomu, dlatego wywiozłem ją za portal MROCZNE WROTA. I tam zostawię Ci resztę wskazówek gdzie mnie znajdziesz. Teraz pewnie myślisz, dlaczego nas wtedy nie zabiłeś??!!. Musisz ponieść konsekwencje swojego błędu i za niego odpowiesz. Do zobaczenia.”. Natychmiast po przeczytaniu udałem się do ojca. Po drodze wszyscy wytykali mnie palcem mówiąc, że zhańbiłem swój ród. Ojciec nie przyjął mnie entuzjastycznie. Nakazał mi odnaleźć swą narzeczoną i odzyskać honor oraz szacunek wspomniał na koniec „ Bez tego nie masz po co wracać”. Spakowałem parę rzeczy i natychmiast wyruszyłem ku wrotom. Droga zajęła mi 10 dni tym razem noc pozostawiłem na sen, ponieważ spodziewałem się męczącej trasy i taka też była. Po dotarciu na miejsce musiałem opowiedzieć swój życiorys, aby uzyskać pozwolenie na przejście.
QUOTE
QUOTE
Jako jedyny przeżyłem tę wyprawę. Cała moja „ekipa” zginęła.


a pisales ze sie wycofywaliscie to kto przezyl?

Więc przeżyła moja pozostała rodzina, która sie przypatrywała na naszą akcje.

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026