|
Post #1
19 Feb 2006, 23:48
Imię: Grôark
Rasa: Ork Klasa: Wojownik Płeć: Mężczyzna Wzrost: 196 cm Waga: 148 kg Wiek: 25 lat Grôark jak to ork jest silniejszy od przeciętnego człowieka większy i odporniejszy. Głupi nie jest jak to niektórzy myślą ,że jak ork to zaraz tępy... Grôark był wychowywany przez zamożniejszą rodzinę niż przeciętna orcza rodzina z racji tego uczył się szamanizmu co nie wprawiało go zbytnio w zachwyt bo nie mógł sam wybrać swojej drogi przez życie tylko została mu ona narzucona przez rodzinę. Grôark natomiast był zafascynowany swym wujem z swojego klanu – Brögar’em Blackiller’em który był jednym z najbardziej utalentowanych wojowników i został mianowany przez samego Thralla na dowódcę oddziału gruntów. Więc Grôark myślał sobie ,że ciekawie by było zostać takim wojownikiem który zasługuje na szacunek i podziw innych... Pewnego ciepłego wieczoru, w pokoju młodego orka... -Grôark! No co ty? Kaj ty chcesz iść? Co ci tak nagle odbiło z tymi przygodami? Mam nadzieje ,że tylko żartujesz... - powiedział Regor. - Oj mój drogi przyjacielu – powiedział Grôark klepiąc Regora po ramieniu - zamierzam ruszyć się z tej dziury! Poznawać świat! Cos robić, nie wiem... walczyć albo cokolwiek byle tu nie siedzieć! - No ale... tutaj masz rodzinę, przyjaciół, uczysz się na szamana, jesteś w szanowanym klanie! Jak możesz to wszystko ot tak rzucić i kajś sobie iść?! - Echh... chyba jednak mnie nie zrozumiesz Regor... – Grôark pokiwał głową. - Chyba nie... jakie przygody, jakie walki... co... jak?.. – szeptał pod nosem Regor Grôark udał ,że tego nie słyszał i nie odpowiedział. Skończył pakować swoje rzeczy do plecaka, położył list pożegnalny do rodziców na stole po czym powiedział – Żegnaj Regor! Nie wiem czy się jeszcze kiedykolwiek zobaczymy! – wyskoczył przez okno - Oszalałeś! Stój! – Krzyknął Regor. Grôark wędrował w świetle księżyca wzdłuż małego strumyka przez kilka godzin trzymając w ręku topór który dostał w prezencie od wuja na 19 urodziny. I co jakiś czas z nie pokojem oglądał się za siebie z przeczuciem ,że ktoś go śledzi... Ork w końcu stwierdził ,że dobrze by było się trochę zdrzemnąć, jeszcze raz się rozejrzał w około po czym podszedł do jakiegoś większego drzewa oparł swój plecak o nie i się położył – Taaak.... prześpię się troszkę i ruszam dalej... tylko trooooszkę... – powiedział ziewając. Następnego dani... – O w mooordę! – powiedział zaspanym głosem i rozciągając się – chyba trochę za dużo tego snu, no nic ruszam dalej w drogę, przygoda nie będzie czekać! – powiedział i ruszył się zaledwie kilka kroków po czym jakiś sztylet świsnął mu przed twarzą i wbił się w drzewo obok. - Co do... BANDYCI! – krzyknął przerażony Grôark, rozglądając się w około nerwowo. - Dokładnie młody, a dokładniej BANDYTA ja działam sam, a teraz brzydalu dawaj szmal albo będziesz trupem! – powiedział ktoś kogo ork nie mógł dostrzec. Grôark chciał chwycić swój topór który miał u pasa lecz zanim to zrobił usłyszał tylko: - Nawet o tym nie myśl! Bo zaraz będziesz leżał w kałuży krwi! I to nie będzie moja krew hrhhrhrhr udał mi się dowcip Ehkm... No Kasa już! - Eeee... jaka kasa? Ja być głupi, ja nie wiedzieć co to kasa... eee ja być biedny... – Grôark improwizował.... - Nie udawaj idioty! No chociaż wy jesteście niby tępi... ech... No wiesz kasa, zielone, kapucha, miedziaki kurczę nie wiem jak u was to nazywają! I nie denerwuj mnie widziałem dobrze ,że masz tam sakiewkę więc połóż ją na drodze no i... hmm no i wtedy najlepiej uciekaj stąd o! Słyszysz?! Grôark już nie wiedział co zrobić miał przy sobie trochę złota ,ale bez tego nie mógł by kontynuować swojej przygody... i skąd pewność ,że ten bandyta nie rzuci mu sztyletu w plecy? Trudno nic innego już nie zostało ork wziął sakiewkę już miał kłaść ją na ziemi gdy nagle... ---TRAAAACHHHH !!!!--- Ułamała się gałąź pobliskiego drzewa i dało się słyszeć tylko piskliwy krzyk... - AAAAAAAaaaaaaaaaaaaaa! – I tylko jakaś mała postać śmigła przed oczami Grôark’a, był to... gnom! Jakież wielkie było zdziwienie orka. - O w mordę! – krzyknął gnom trzymając się za głowę na której wyrósł guz niemal wielkości jego połowy głowy. Gdy Grôark otrząsł się ze zdziwienia chwycił za topór i zmierzał w stronę gnoma... w oczach orka dało się zauważyć tylko dziwny błysk... - O rany! – krzyknęła mała istota – Hej! Ja tylko żartowałem! No co ty! Zielony kolego!... Grôark chciał tylko dorwać tego gnoma przecież go znieważył! Zapłaci za to... - Ej no kolego... – mówił rozpaczliwie gnom – Dobra koniec, doigrałeś się! Nie ruszaj się ty wielki bydlaku, bo wydłubie ci oczy!!! – krzyczał. Grôark stanął nad gnomem – TY.... MAŁY KURDUPLU! Zmiażdżę cię! Gnom klęknął – Nieeeee! błaagam nie zabijaj mnieeee! buuuu – płakał... – ja tylko chciałem nakarmić swoją rodzinę! Żona chora, dzieci chore! Nie mam za co kupić leki które są takie drogie! Buuu... Grôark’owi nagle znikł ten błysk w oczach i zrobiło się żal tego żałosnego gnoma... - Uhh... no tak, bywa tak w życiu gnomie... – powiedział ork - Ale to nie powód żeby napadać w lesie porządnych orków – Wypiął się dumnie, po czym kontynuował – Jak cię zwą mały? - Gnom momentalnie przestał szlochać – Hola, hola nie jestem mały! No może troszkę... A zwą mnie... eee Wielki Czaken! O! Właśnie tak, Wielki Czaken. Grôark tylko się na niego popatrzał... no więc dobrze Wielki Czaken’ie... Ale czemu napadasz ludzi zamiast znaleźć sobie jakąś prace? Przecie wy gnomy jesteście wynalazcami! Czemu ty się nie zajmujesz majstrowaniem rożnych maszyn? – pytał ork - No wiesz.... – zaczął gnom – rożnie to się w życiu układa i nie zawsze jest tak jakbyśmy to my chcieli... – tutaj Grôark przypomniał sobie jak rodzice pragnęli żeby został szamanem a on tego nie chciał. - Tak rozumiem cię... Dobra nic ci nie zrobię bo widzę ze nie jesteś złą istota. Nie wiem jak ty ale ja musze ruszać w drogę. Bywaj! – Powiedział ork po czym ruszył w dalszą podróż. - Zaczekaj! – krzyknął Czaken – A może zechciał byś pójść ze mną, może jesteś głodny, spragniony? – zapytał. Grôark w sumie nie jadł nic od rana a zapasów za wiele nie wziął wiec postanowił ,że skorzysta z gościny gnoma. - Dobrze! Dziękuje jestem baaaaaardzo głodny – powiedział aż ślinka mu pociekła a gnom się trochę przeraził... Kilkanaście minut później dotarli do bardzo malej wioski z bardzo małymi domkami. - Myślałem ,że tylko ty jesteś w tym lesie to są twoi ziomkowie? – zapytał Grôark - Aaaa no tak ale nie zwracaj na nich uwagi – powiedział lekko podniecony. - Dziwne nie myślałem że sobie tak migrujecie... no ale mniejsza z tym zjedzmy cos! – Powiedział ork klaszcząc w ręce. Wkroczyli do wioski było w niej około 300 małych istotek ot taka mała społeczność gnomów na uchodźstwie. Wszystkie gnomy krzyczały ze strachu z obawy przed orkiem! W mig zebrało się kilkunastu gnomskich wojów,Grôark się wystraszył zapomniał że nie jest lubiany przez żadne gnomy, ludzi, krasnoludy ani elfy... Lecz Wielki Czekan zaczął interweniować krzycząc że ork jest jego znajomym i nie ma się czego obawiać. Ork zauważył ,że inne gnomy zaczęły podziwiać ,że Czekan zna w ogóle jakiegoś orka i się z nim przyjaźni, Czekan był z siebie dumny... - Uff dzięki Wielki Czekanie dobrze ,że cię posłuchali – powiedział ork chowając się w jakimś zaułku miedzy dwoma domkami które były tak niskie ze głowa Grôark wystawała ponad nimi. - Nie ma sprawy stary! – powiedział Czekan uradowany. Nagle ork usłyszał głos jakiegoś starszego gnoma który się przysłuchiwał rozmowie Grôark z Czekanem – CO?! Jakiego Czekana? Wielkiego? Przecież to wódz naszej wioski a ten gnom takowym nie jest! To jest Ciamajdus największa niezdara tego społeczeństwa! Grôark spojrzał na swojego kompana i powiedział – Czemu mnie okłamałeś? - No widzisz... – Zaczął gnom – w życiu nie jest tak jakbyśmy tego chcieli... po prostu wstydziłem się mojego imienia! Wybacz. Ork popatrzał groźnie na Ciamajdusa po czy się lekko uśmiechnął – no nic przecie nie zabije cię za to nie? HEHEHE! Chodźmy cos zjeść, pamiętasz zaprosiłeś mnie! – ruszył w stronę głównej uliczki a kompan gnom pobiegł za nim... Wszystkie gnomy obserwowały z nieufnością orka który się panoszył po ich wiosce. Grôark i Ciamajdus weszli do domu gnoma, zjedli syty posiłek z dzika napoili się pitnym miodem i siedzieli i trochę gawędzili. Nagle orkowi się przypomniały słowa gnomy który mówił ,że jego żona i dzieci są ciężko chore, więc rozejrzał się trochę w okuł małego mieszkanka i stwierdził że nie ma nikogo oprócz jego i Ciamajdusa. Hmm nie widzę tutaj twojej żony ani dzieci... Gnom zadławił się napojem. - Ekh, Ekh! Yhh... ee co mówiłeś? – kręcił gnom... - Zapytałem kaj są twoja żona i dzieci które są tak ciężko chore! Hmm?! – Powiedział Grôark poirytowany ciągłymi kłamstwami gnoma... - No wiesz... – zaczął gnom... – różnie to... - Tak wiem różnie to bywa w życiu ech! Wiesz co? Dziwny jesteś. – stwierdził ork. - Ej no, zrozum mnie! Przecież byłem w śmiertelnym zagrożeniu, chciałeś mnie zabić pamiętasz? Musiałem cos wymyślić... - Dobra, dobra rozumiem! – powiedział Grôark Siedzieli jeszcze tak przez kilka chwil aż ork stwierdził: -Dobra Ciamajdusie, dziękuję ci za twa gościnę, lecz ja musze naprawdę już ruszać dalej w drogę... - Och.. już odchodzisz? Szkoda... nikt tak ze mną nie rozmawiał ani mnie nie zrozumiał jak ty! Grôark’u może jednak zostaniesz? – zapytał z nadzieją gnom. - Wybacz ale przygody wzywają! - Przygody powiadasz...ech ty to masz życie! Ja niestety muszę tu zostać... narobiłem dużo bigosu. Musze pooddawać pieniądze za szkody które porobiłem wiesz w końcu jestem Ciamajdus... echh... - westchnął - Grôark’owi znowu zrobiło się żal swojego nowego przyjaciela gnoma – Weź to – powiedział podając Ciamajdusowi kilkanaście sztuk złota – może to trochę pomoże. - No jasne dzięki! – I wybiegł gdzieś... - Ech... no to do zobaczenia! – krzyknął za gnomem który tylko pokiwał ręką i pobiegł dalej wchodząc do jakiegoś budynku. Grôark natomiast pomyślał ,że to była właśnie jedna z tych przygód których tak bardzo pragnął. Więc tylko obrócił się na pięcie i ruszył dalej w nieznane... THE END (?) |
|
Post #2
20 Feb 2006, 01:13
Warning: mysql_connect(): Access denied for user
|
|
Post #3
20 Feb 2006, 07:04
QUOTE(Gord @ Feb 20 2006, 02:13 AM) Roznych zeczy moglbym sie czepiac ale powiem tylko jedno: TO NIE JEST HISTORIA ORKA! Pisz od nowa bo ja tego nie zaakceptuje. [right][snapback]10508[/snapback][/right] Nie jest to historia orka bo co? Nie jest tak jak ty byś chciał? Nie zabija masowo ludzi/krasnoludów/elfów? Albo nie mści się na kimś kto mu wymordował rodzinę? Hmm wybacz ,ale JA wyobrażam sobie historię mojego orka TAK, proste. |
|
Post #4
20 Feb 2006, 08:20
Warning: mysql_connect(): Access denied for user
|
|
Post #5
20 Feb 2006, 10:40
Do bani koles idz sie schowac z taka historia bo jak cie dojedzie Tomo albo Ket to nic z ciebie nie zostanie i nawet tu nie pyskuj bo tu sa gracze doswiadczeni bardziej od ciebie 😠 wiec uwazaj
|
|
Post #6
20 Feb 2006, 10:46
Widać było ze pisana pod człowieka więc albo ją poprawisz albo nie będzie grania bo my już mamy dośc takich graczy. Pozdrawiam
|
|
hotshot
|
Post #7
20 Feb 2006, 11:26
// Post Skasowany, wywo?ywam b?ad w bazie \\
|
|
Post #8
20 Feb 2006, 13:22
Hmm, ja go tak nie zjade... 😛
Fakt, widać, że koleś chce grać postacią orka ale dobrego (!). Może nie chce być taki brutalny jaki inne orki? Tylko w takim razie czemu gra wojem... Prawdą jest też to, że ta postać (dobra i miła) "troche" nie pasuje do postaci wielkiego zielonego i wyrośniętego orka. Troszeczke przesadzone jest to spoufalanie się z ledewo co poznanym gnomem. Goblin ujdzie, ale gnom!? Kolejna rzecz, to nadużywanie mowy potocznej. Wypadałoby abys uzywal raczej klimatycznych lub conajmniej normalnych słów i zwrotów. Na koniec: Nie uważam aby ta historia musiala zostac zastapiona nowa. Mozna ja poprawic (ale to bedzie duzo roboty....) i w końcu coś z tego wyjdzie 😉 Zrób coś z mowa potoczną bo to razi czytajaca osobe kiedy wie ze ma czytac cos klimatycznego. Nic wiecej nie mowie... P.S. popraw a moze cos z tego bedzie 😛 |
|
Post #9
20 Feb 2006, 13:48
Chciałem tylko powiedzieć ,że grałem tutaj wcześniej niż większość osób wypowaidających się tutaj. Miałem już opis i też był trochę taki luzacki jak ten a KEt go przyjęła (Proszę Pana Panie Misiek282866 😛). Poza tym znam historię orków i podjąłem decyzje zrobienia bardzo dobrego/miłego orka na podstawie tego:
QUOTE Świat Draenor i jego mieszkańcy Od tysięcy lat istniał świat Draenor, który leżał w przeciwnym wymiarze świata znanego nam jako Azeroth. Draenor zwany był niegdyś Czerwonym Światem ze względu na czerwonawy kolor gleby. Draenor od zawsze był bagnistym i ciepłym światem, zamieszkiwało go wiele inteligentnych ras takich jak Dranei ( lud bardzo podobny do Ludzi ) Ogrów i Orków. Orkowie były społecznością z wieloletnimi tradycjami i wielkim dobytku kulturalnym. Przez całe swoje istnienie Orkowie rozwijały swoją szamanistyczną społeczność. W codziennym życiu przywódcami Orków byli potężni Szamani czczący potężne żywioły matki ziemi. Także z tego źródła szamani czerpali swoje magiczne zdolności. Orkowie nie toczyli wojen i całymi latami ich zajmowały się nauką, polowaniem w lasach i rozwijaniem magicznych zdolności szamanów. Wiem ,że potem były te różne demony, płonący legion itp. i orki rzeczywiście były wtedy brudalne, zaczęły zatracać swoje prawdziwe, szlachetne korzenie. Ja poprostu chciałem napisać o orku w którym się obudziła ta dawna szlachetność, i chciałem żeby mój ork wykorzystywał swoje wojownicze zdolności w obronie swojej własnej. Może faktycznie nie jest to tak jasno zaznaczone w historii mojego orka. Napewno nie było to pisane pod człowieka. A tak w ogóle prosiłbym o wytknięcie błędów a nie od razu stracanie tej historii na straconą pozycje... P.S. Poza tym myślałem ,że to ja mam odgrywać moją postać jak ja czuje a nie tak jak panuje w stereotypach (bo przecież są też źli ludzie - to tak dla przykładu). |
|
hotshot
|
Post #10
20 Feb 2006, 14:17
// Post Skasowany, wywo?ywam b?ad w bazie \\
|
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |